Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kultura na weekend

Kultura na weekend. Odc. 279

„Dobry chłopiec”. Jan Komasa dla „Polityki”: To sto procent czułości i sto procent przemocy

Kameralny dramat psychologiczny Jana Komasy Brytyjczycy uznali za niezwykle udany eksperyment w stylu „Mechanicznej pomarańczy”. Jak powstał ten film?

Zrealizowany w języku angielskim „Dobry chłopiec” to chronologicznie pierwszy film nakręcony za granicą przez jednego z najzdolniejszych twórców średniego pokolenia, nominowanego do Oscara za „Boże Ciało”. W Polsce poznajemy jednak w odwrotnej kolejności „emigracyjne” dokonania Jana Komasy.

Pod koniec ubiegłego roku dystrybutorzy wprowadzili do kin wyprodukowaną w USA „Rocznicę”, a teraz pokazują nam kameralny dramat psychologiczny oceniony już przez Brytyjczyków jako niezwykle udany eksperyment w stylu „Mechanicznej pomarańczy”. – Rzecz o obsesji kontroli. Założyć komuś łańcuch na szyję, a potem poluzowywać dla jego własnego dobra, dawać mu więcej wolności, lecz nigdy tej obroży nie odczepiać. To jest clou tego filmu. Kolejne ćwiczenie myślowe, prowokacja, absurd, groteska – wyjaśnia w rozmowie z Januszem Wróblewskim reżyser Jan Komasa, przypominając, w jakich okolicznościach scenariusz, który pierwotnie miał realizować ktoś inny, trafił w jego ręce.

Tekst, napisany przez Bartka Bartosika, przysłał mi pan Jerzy Skolimowski. Znaliśmy się od czasu „Sali samobójców”. Mój film brał udział w konkursie Off-Camera w Krakowie. Pan Jerzy zasiadał w jury, a Jurek Kapuściński, błagany przeze mnie, załatwił mi z nim spotkanie. Towarzyszyłem mu przez godzinę w czasie spaceru z psem. Dobrze znałem jego twórczość, szybko złapaliśmy kontakt. Wysyłałem mu potem różne rzeczy z prośbą o ocenę, a on mi swoje. Taka wymiana artystyczna. Skończyłem czytać nadesłany przez niego tekst o trzeciej w nocy i kilka godzin później mówię mu przez telefon z entuzjazmem, że świetny film z tego będzie. Nie znam tylko Bartka Bartosika, który to napisał. No i tak rozmawiamy, rozmawiamy i on po chwili ciszy mówi: „no dobrze, to pan to wyreżyseruje, ja to wyprodukuję. To miał być polski film. Chuligan Legii Warszawa, złapany i uwięziony przez wykształcone, dobrze sytuowane małżeństwo, poddawany jest swoistej resocjalizacji. Nawet wybrałem polskich aktorów, którzy mogliby to zagrać”.

W ostateczności powstał film osadzony na Wyspach, z bardzo mocną obsadą: znanym m.in. z serialu „Dojrzewanie” Stephenem Grahamem, Ansonem Boonem („Strefa gangsterów”) i Andreą Riseborough („Birdman”).

Oglądaj także:

Reklama
Reklama