Polityka o historii. Odc. 131
Samowary, ruble i rosyjski prezydent. Oto Warszawa, której nie mogła opowiedzieć „Lalka”
Warszawa z „Lalki” wydaje się znajoma: sklep Wokulskiego, Krakowskie Przedmieście, Aleje Ujazdowskie, Powiśle, dorożki, salony i kamieniczne podwórka. Ale za tą świetnie opisaną scenografią kryje się miasto, którego Prus nie mógł pokazać wprost. W rozmowie z prof. Błażejem Brzostkiem zaglądamy właśnie za tę cenzorską zasłonę – do Warszawy rosyjskiej, podporządkowanej imperium, pilnowanej przez urzędników i policję, pełnej znaków władzy carskiej obecnych w codziennym życiu.
To opowieść o mieście, w którym szyldy musiały mieć rosyjskie napisy, urzędy działały po rosyjsku, gazety nosiły ślady cenzorskich decyzji, a przestrzeń publiczna przypominała, kto naprawdę sprawuje władzę. O Warszawie stójkowych, oberpolicmajstra, generał-gubernatora na Zamku, policyjnych numerów na kamienicach i stróżów zobowiązanych nie tylko zamiatać chodnik, ale także meldować o życiu domu. O codzienności, która nie była jedynie tłem dla powieściowych bohaterów, lecz częścią systemu kontroli.
Z Brzostkiem rozmawiamy więc przede wszystkim o historycznej Warszawie: dynamicznej, szybko rosnącej, pełnej handlu, kolei, gazet i nowych technologii, a zarazem zamkniętej w systemie policyjno-wojskowym, zależnej od Petersburga i ograniczanej przez urzędowy nadzór. To nie jest rozmowa o literackiej interpretacji „Lalki”, lecz o realiach miasta, które istniało wokół jej bohaterów – i które w codziennym doświadczeniu mieszkańców było znacznie bardziej rosyjskie, niż mogłoby się wydawać z samej powieści.
W tej perspektywie inaczej brzmią także pozornie zwyczajne szczegóły miejskiego życia: samowary i rosyjska herbata, ruble i kopiejki przeliczane po dawnemu na złote, nazwy ulic zmieniane na rosyjskie, cerkwie i pomniki narzucające nową symbolikę, telegraf przyspieszający obieg informacji, które i tak musiały przejść przez cenzorski filtr. Warszawa była wtedy jednocześnie europejskim węzłem kolejowym i miastem gubernialnym – ważnym, lecz pozbawionym samodzielności; nowoczesnym, ale stale upokarzanym; pełnym energii, ale trzymanym pod kloszem imperium.
Osobne miejsce zajmuje Sokrates Starynkiewicz, rosyjski prezydent Warszawy, którego pamięć w mieście okazała się zaskakująco dobra. Brzostek pokazuje go nie jako prosty wyjątek od reguły, lecz postać uwikłaną w ograniczenia epoki: wojskowego i urzędnika imperium, a zarazem człowieka zabiegającego o miejskie inwestycje, konsultującego się z opinią publiczną i uparcie forsującego sprawy tak podstawowe jak wodociągi i kanalizacja. Rozmowa jest także zaproszeniem do sięgnięcia po najnowszy „Pomocnik Historyczny” tygodnika „Polityka”, w całości poświęcony Warszawie czasów „Lalki”.