Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rowery nie bajki

Rowery, nie bajki. Odc. 79

Dr Ebike, czyli jak nie wyleczyć się z elektryka. Jest prąd w polskim narodzie!

Preferuj w Google
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google, aby częściej widzieć „Politykę” w wynikach wyszukiwania.
x
Okazuje się, że elektryki już dawno wyszły nie tylko ze strefy wstydu, ale w pewnych dziedzinach po prostu zaorały rowery analogowe.

Jak dotychczas w podkaście był tylko jeden lekarz, z którym skakaliśmy po kaskach i opowiadaliśmy, co się dzieje z mózgami, które kasków nie chcą zakładać. Jednak lekarze to duża i ważna grupa społeczna. Na dodatek zapracowana, bo każdy na pięciu etatach, więc siłą rzeczy w odcinku o rowerach elektrycznych o konsultację merytoryczną poprosiłem dr. Ebike’a, czyli Dariusza Grudniewskiego. Jest to co prawda doktor samozwańczy, ale wiedzę z zakresu elektryków ma imponującą. Na dodatek wspartą szczerą miłością do tego środka transportu, a to w pewnych kręgach wyzwanie na miarę coming outu.

Okazuje się jednak, że elektryki już dawno wyszły nie tylko ze strefy wstydu, ale w pewnych dziedzinach po prostu zaorały rowery analogowe. Kto nie był ostatnio w górach, niech się wybierze. Najlepiej zresztą na jakimś fajnym elektrycznym fullu, żeby samemu zrozumieć, skąd ten boom. W tym segmencie siedem na dziesięć rowerów to już elektryki. A jak tak mówi doktor, to trzeba mu wierzyć.

W bańce e-bike błyszczy. Ale w masie sprzedażowej ciągle nie zbliża się nawet do wolumenów, które odnotowują Czesi, o Niemcach, gdzie liczbę elektryków szacuje się na 17 mln sztuk, nawet nie wspominając. A jednak jest prąd w polskim narodzie, bo coraz więcej osób wsiada na elektryki.

Zanim ktoś podejmie taką decyzję, warto jednak sięgnąć po wiedzę i posłuchać, kiedy elektryk jest dla mnie. No i przede wszystkim: jaki elektryk, bo w tej dziedzinie, jak w każdej innej, sprzęt sprzętowi nierówny. Dr Ebike, jak na Krakusa przystało, namawia, żeby nie sugerować się ceną. Tani rower nie znaczy zły. Czasem oznacza przede wszystkim rower do czego innego, no i na krótsze trasy, bo spora część ceny to koszt baterii. Im mniej można w niej upchać energii, tym mniej trzeba będzie zapłacić. A po co wozić ciężką baterię, kiedy rowerem elektrycznym nie robimy tras dłuższych niż 30–40 km dziennie? Skoro nie ceną, to czym się kierować? Doktor radzi sięgać po sprawdzone rozwiązania i markowe produkty. I to ma sens.

Oglądaj także:

Reklama

Subskrybuj, by korzystać bez ograniczeń.
5 zł / tydzień przez miesiąc rok.

Kup dostęp
Reklama