Polscy lotnicy w drodze do Anglii

„Rozpoczęło się przekraczanie granicy”
Skąd się wzięli polscy lotnicy w Anglii? Docierali samolotami, statkami, autami, z biurem podróży, na fałszywych papierach – każdy sposób był dobry, żeby nadal móc walczyć.
Żołnierze 4. pułku lotniczego z Torunia w drodze z Warszawy do granicy z Rumunią. Samochód przydzielony im do ewakuacji ugrzązł w piasku w okolicach Garwolina, 12 września 1939 r.
Ośrodek Karta w Warszawie

Żołnierze 4. pułku lotniczego z Torunia w drodze z Warszawy do granicy z Rumunią. Samochód przydzielony im do ewakuacji ugrzązł w piasku w okolicach Garwolina, 12 września 1939 r.

Mit dywizjonu 303. W tyleż popularnym, co błędnym rozumieniu każdy Polak, który podczas II wojny służył w lotnictwie na Zachodzie, musiał być pilotem dywizjonu 303 i bohaterem Bitwy o Anglię. A przecież Polskie Siły Powietrzne (PSP) w Wielkiej Brytanii miały 15 dywizjonów bojowych, kilka szkół lotniczych i cały szereg specjalistycznych formacji pomocniczych, w sumie ponad 17 tys. ludzi. Bitwa o Anglię, która stała się dla Polaków synonimem wszelkich działań lotniczych na Zachodzie, trwała kilka miesięcy latem i jesienią 1940 r.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj