Między doktryną a pragmatyzmem
USA, kapitalizm, pragmatyzm. Rządzi zasada: za duży, by upaść. Aż nadeszła pozłacana epoka 2.0
Bez ideologicznych wyrzutów sumienia. Historia ostatnich 125 lat pokazuje, że USA są krajem ideologii w języku i pragmatyzmu w działaniu, a doktryny są bardziej narracją porządkującą decyzje już podjęte. Ameryka rosła nie dlatego, że zwyciężała określona teoria, lecz dlatego, że kolejne kryzysy wymuszały korektę kursu. Nawet słynny New Deal nie był realizacją keynesizmu – Keynes dopiero później dostarczył języka, którym można było opisać politykę Franklina D. Roosevelta.
Kryzysy pokazały, że państwo wkracza bez skrupułów i bez ideologicznych wyrzutów sumienia. Zbyt duży, by upaść, głównie w sektorze bankowym, stało się trwałą zasadą – jawnym zaprzeczeniem neoliberalnej moralności, ale zgodną z amerykańskim pragmatyzmem. Obecny rząd USA coraz częściej sięga po instrumentarium i język merkantylizmu, gdy uznaje to za politycznie lub geostrategicznie użyteczne. Ideologie przychodzą i odchodzą, ale jedno pozostaje stałe: gotowość do łamania zasad głoszonych w imię stabilności, wzrostu i władzy.
Widać jednak kilka wyraźnych ram myślenia, które w minionych dekadach okresowo porządkowały debatę i decyzje.
Zmierzch leseferyzmu. Era progresywna. Na przełomie XIX i XX w. w gospodarczym życiu Stanów Zjednoczonych dominował leseferyzm – przekonanie, że ingerencja rządu w gospodarkę przeczy zasadom wolnej konkurencji. Wzmacniała je filozofia społecznego darwinizmu: społeczeństwa i jednostki konkurują tak jak gatunki w naturze, sukces bogatych i potężnych jest wyrazem ich naturalnej przewagi, pomoc społeczna i interwencja państwa zaburzają naturalną selekcję, nierówność jest nie tylko nieunikniona, ale wręcz pożądana, bo wzmacnia populację. Ale w praktyce nawet wówczas, w reakcji na patologie epoki trustów, w 1890 r.