W stronę technopolu
Od Forda do algorytmów. Amerykańskie techno-państwo zmienia ludzi. To uzależnienie ma rozmiar epidemii
Fordyzm, czyli wydajność. 1 grudnia 1913 r. Henry Ford ogłosił uruchomienie pierwszej taśmy montażowej w zakładach Highland Park w Detroit. Pomysł ten zapoczątkował erę masowej produkcji w światowej gospodarce. W tym samym czasie w Pittsburghu otwarto pierwszą na świecie uliczną stację benzynową. Amerykański Środkowy Zachód stał się epicentrum masowej motoryzacji. W ciągu kilku lat rewolucyjny system produkcji Forda dał efekty w postaci niebywałej oszczędności czasu i podniesienia wydajności. Wytworzenie egzemplarza Forda T skróciło się z 12,5 godziny do zaledwie 93 minut. W samym tylko 1914 r. z linii montażowych zakładów zjechało prawie ćwierć miliona aut. Jeśli w XIX w. symbolem amerykańskiego postępu była kolej, to w XX w. stał się nim samochód.
Konstrukcja Forda T była prosta, wytrzymała i co najważniejsze – tania. Mieli nim jeździć zwykli Amerykanie, a nie tylko bogacze. W momencie uruchomienia taśmowej produkcji cena jednego samochodu spadła z ok. 800 dol. do 400, a później do 300. Aby zwiększyć popyt, w 1914 r. Ford ogłosił, że podwoi stawkę dzienną swoim pracownikom z 2,5 dol. do 5. Amerykański przemysłowiec chciał, aby szeregowych robotników z jego zakładów stać było na kupowanie Fordów. Kiedy informacja o nowej, wysokiej dniówce pojawiła się w prasie, w ciągu kilku dni z całego Środkowego Zachodu do Detroit ściągnęły tysiące pracowników. Wybuchły zamieszki, a policja i straż pożarna musiały użyć siły.
Na wzór wielkiej maszyny. Fordyzm okazał się czymś więcej niż bardziej efektywną metodą produkcji – był projektem przebudowy człowieka i organizacji społecznej na wzór wielkiej maszyny. Aby mieć prawo do 5-dolarowej dniówki, pracownicy musieli zgodzić się na współpracę z działem socjologicznym firmy, który monitorował ich życie poza fabryką.