Historia

Dyplomata z wiadrem farby

Sekretarz Generalny NZ Dag Hammarskjold podczas wizyty w Pretorii w styczniu 1961 r. Sekretarz Generalny NZ Dag Hammarskjold podczas wizyty w Pretorii w styczniu 1961 r. BEW
Pół wieku temu, w katastrofie lotniczej w Afryce zginął – przed końcem swej drugiej kadencji – sekretarz generalny Narodów Zjednoczonych Szwed Dag Hammarskjöld. John F. Kennedy nazwał go największym mężem stanu XX w.
Dag Hammarskjold na tle siedziby Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku.Wikipedia Dag Hammarskjold na tle siedziby Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku.

Nocą z 17 na 18 września 1961 r. w dżungli na granicy Konga z dzisiejszą Zambią, 10 km od lądowiska, roztrzaskał się samolot, którym leciał 56-letni Dag Hammarskjöld (DH). Wraz z sekretarzem generalnym ONZ zginęło 15 osób. Lecieli na spotkanie z secesjonistą kongijskim Moise Czombem. To była misja dyplomatyczna. Chodziło o niedopuszczenie do rozpadu Konga rozdartego wojną domową, w której interesy zagraniczne mieszały się z ambicjami i ideami nowych czarnoskórych przywódców.

Dla DH jako szefa ONZ stanowiło to punkt honoru. Chciał przywieźć prosto z Afryki do Nowego Jorku na sesję plenarną Narodów Zjednoczonych porozumienie przerywające krwawy i wyniszczający konflikt. Do tego potrzebna była rozmowa z Czombem kontrolującym najbogatszą prowincję Konga – Katangę. Miała się odbyć w miejscu neutralnym – w Ndola, wówczas na terenie Rodezji Północnej.

Ówczesny świat był areną ścierania się bloku zachodniego z blokiem radzieckim. Lokalne konflikty nabierały znaczenia globalnego. Przenosiły się na forum ONZ, która powstała w 1945 r., by je wygaszać i zachęcać narody do współpracy i dialogu. Szczytna misja od razu została jednak skonfrontowana z rzeczywistością.

W latach 1953–61, kiedy DH jako drugi (a ściśle trzeci, bo na samym początku istnienia ONZ obowiązki sekretarza generalnego wykonywał krótko Brytyjczyk Gladwyn Jebb) w historii szef Narodów Zjednoczonych pełnił obowiązki, świat szedł od kryzysu do kryzysu: ciągła groźba wojny arabsko-izraelskiej, nieudana interwencja Zachodu podczas konfliktu o kontrolę nad Kanałem Sueskim (1956 r.), zbrojna interwencja radziecka w powstańczym Budapeszcie (1956 r., tu DH nie działał tak energicznie, jak podczas kryzysu sueskiego), kryzysy z udziałem sił NZ i brytyjskich w Libanie i Jordanii w 1958 r. Rok później szef ONZ wizytował ogarniętą konfliktem Azję Południowo-Wschodnią. Wszędzie mediował, czasem odnosił sukcesy.

W 1955 r., premier Chin komunistycznych Czou En-lai wypuścił z więzienia dwóch amerykańskich lotników ujętych podczas wojny koreańskiej. O ich zwolnienie zabiegał DH. Przy tej okazji pisał prywatnie do przyjaciela: „Dziś dokonaliśmy czegoś, Bóg i ja. To znaczy, że Bóg budował, a ja stałem na dole z wiadrem napełnionym farbą malarską i… gardłowałem”. Ostatni kryzys, jaki miał do rozwiązania, wybuchł w Czarnej Afryce – w Kongu, byłej kolonii belgijskiej, gdzie biali rządzili wyjątkowo brutalnie, grabiąc na potęgę (to w Kongu belgijskim toczy się akcja „Jądra ciemności” Conrada, inspiracja filmu Coppoli „Czas apokalipsy”).

Wyczerpane wojną z Hitlerem państwa zachodnie przekazywały swoje kolonie pod rządy byłych poddanych. Starały się jednak zachować część swych wpływów politycznych, gospodarczych i kulturowych. Politycy antykolonialni w tej skomplikowanej grze szukali często poparcia w antyzachodnim bloku radzieckim, a ten chętnie pomagał, bo chciał mieć przyczółki w tzw. Trzecim Świecie. Blok radziecki był pożądanym sprzymierzeńcem, bo nie miał nigdy kolonii w Afryce, a reprezentował siłę militarną i gospodarczą nieporównanie większą niż wszystkie świeżo powstałe państwa afrykańskie razem wzięte.

Kongo (Zair) na fali dekolonizacji uzyskało od Belgii niepodległość w 1960 r. Wkrótce pogrążyło się w chaosie, gdy antykomunistyczny Czombe, wspierany przez białych najemników, ogłosił Katangę odrębnym państwem. Legalny rząd lewicowego nacjonalisty Patrice’a Lumumby poprosił Narody Zjednoczone o pomoc. Przysłane siły pokojowe nie chciały jednak szturmować Katangi. DH nie godził się na takie rozszerzenie ich mandatu. Lumumba zwrócił się o wsparcie do rządu radzieckiego.

Nikita Chruszczow wysłał do Konga samoloty transportowe i doradców wojskowych. Prezydent Kasawubu zdymisjonował Lumumbę. Lumumba w odpowiedzi zażądał ustąpienia prezydenta. W armii kongijskiej wybuchł bunt pod dowództwem płk. Josepha Mobutu (będzie rządził dyktatorsko do 1997 r. jako Mobutu Sese Seko). Aresztowano Lumumbę, wygnano personel radziecki. Obalony premier zmarł w niejasnych okolicznościach niedługo przed katastrofą lotniczą, w której zginął DH. Dziś powszechnie uważa się, że Lumumba został zamordowany z pomocą oficerów belgijskich, choć jego zwłoki zostały zniszczone, więc nie ma na tę zbrodnię dowodu w postaci wyników sekcji medycznej. Krytycy DH uważali, że wziął on stronę sił kongijskich, za których plecami stał Zachód.

Także katastrofa lotnicza, w której zginął Hammarskjöld, stała się przedmiotem sporu. Oficjalnie ogłoszono, że przyczyną był błąd pilota. Ale do dziś krążą inne wersje wydarzenia (m.in. zestrzelenie, prawdopodobnie przez secesjonistów działających w zmowie z kapitałem zachodnim, zainteresowanym bogactwami mineralnymi Katangi i całego Konga).

Śmierć DH ówczesna POLITYKA (nr 38/61) wpisała w kontekst ścierania się obozu antykolonialnego z neokolonialnym, sugerując, że sekretarz generalny reprezentował raczej ten drugi, bo ociągał się ze wsparciem Lumumby. I od razu przeszła do kwestii, kim ma być następca DH. Przypomniała o idei Chruszczowa, aby Narodami Zjednoczonymi kierowała trojka złożona z przedstawicieli grupy państw „socjalistycznych, neutralnych i kapitalistycznych” (DH był przeciw tej koncepcji).

Z kolei „Tygodnik Powszechny” (nr 40/61) był pewien, że „ze śmiercią Hammarskjölda schodzi z areny międzynarodowej postać pierwszoplanowa, choć ocena jej roli pozostaje sporna”.

Spór toczył się o to, jak DH kierował Narodami Zjednoczonymi. Sam Hammarskjöld widział swą rolę inaczej. Po pierwsze, mimo wielkiego doświadczenia państwowego (zawsze bezpartyjny, pracował m.in. w szwedzkich ministerstwach finansów i spraw zagranicznych, przewodniczył radzie nadzorczej Banku Szwecji i reprezentował Szwecję na różnych forach międzynarodowych, także w ONZ) i wszechstronnego wykształcenia (prawo, ekonomia polityczna, humanistyka) – nie kwapił się do funkcji szefa egzekutywy ONZ. „Nie było takiego wariata, który by mi to zaproponował – żartował w 1953 r. – i ja nie jestem wariatem, żeby to stanowisko przyjąć”. Ale zgodził się, kiedy propozycja padła oficjalnie.

Ideały służby publicznej zaszczepił mu ojciec, premier Szwecji w latach pierwszej wojny światowej. Ojciec wypracował doktrynę neutralności politycznej, syn – koncepcję gospodarki umiarkowanie planowej, podwalinę słynnego szwedzkiego modelu państwa opiekuńczego. Dag powtarzał, że zawdzięcza ojcu przekonanie, iż najwięcej satysfakcji daje w życiu bezinteresowna służba krajowi i ludzkości. „Ta służba wymaga, by złożyć w ofierze wszystkie interesy osobiste; żąda też odwagi, by nieustępliwie stać przy swoich przekonaniach”. A matce, pochodzącej z rodu uczonych i duchownych, zawdzięczał przeświadczenie, że wszyscy ludzie są równi, bo są dziećmi Bożymi.

W pokoju hotelowym, z którego DH wyruszył na feralne spotkanie z Czombem, znaleziono wśród jego rzeczy osobistych książeczkę „O naśladowaniu Chrystusa”, późnośredniowiecznego katolickiego mnicha Tomasza z Kempis. Przyszły sekretarz NZ wychowany został w surowym duchu luterańskim, lecz namiętnie czytał mistyków, takich jak mistrz Eckhart i św. Jan od Krzyża, żydowskiego filozofa dialogu Martina Bubera i katolickiego filozofa egzystencji Gabriela Marcela.

Z kolei w nowojorskim mieszkaniu DH odnaleziono rękopis dziennika myśli, który został wydany w 1963 r. pod tytułem „Drogowskazy” i zdobył rozgłos światowy. (Autorem polskiego przekładu był ks. Jan Zieja, wybitna postać polskiego Kościoła, pod koniec długiego i owocnego życia związany z KOR). W tym swoistym pamiętniku filozoficzne refleksje mieszają się z wierszami, jest wśród nich cykl krótkich utworów na wzór japońskich haiku, nie ma jednak żadnych zapisków ściśle politycznych. Dziś, kiedy świat zmienił zupełnie swoje oblicze, ta strona osobowości Daga wydaje się szczególnie interesująca.

Hammarskjöld był wysokim urzędnikiem i dyplomatą, koneserem literatury i sztuki, lecz także człowiekiem wierzącym i etycznym. Napisał, że odnalazł spełnienie ideałów służby i wiary w etyce Alberta Schweitzera, alzackiego teologa, filozofa, znawcy Bacha i lekarza, pracującego do końca życia wśród ubogich Afrykanów, nagrodzonego w 1952 r. pokojowym Noblem. „W działalności Schweitzera znalazłem klucz do świata ewangelii dla dzisiejszego człowieka”, wyznał DH w krótkim tekście „W co wierzę?”.

Niesamowicie pracowity, był w istocie samotnikiem (i kawalerem), który uwielbiał chodzić w wolnych chwilach po wysokich górach i kupił dla siebie najpierw starą chatę rybacką na południu Szwecji, a później sąsiednią zagrodę chłopską do remontu. Zamierzał w niej zamieszkać po zakończeniu sekretarzowania Narodom Zjednoczonym i zająć się wyłącznie sztuką i literaturą jako sekretarz Akademii Szwedzkiej przyznającej Nagrody Nobla. Sam pokojowego Nobla otrzymał pośmiertnie w 1961 r.

„Każdy z nas nosi w sobie jądro spokoju, osłonięte milczeniem”, pisał DH w notatce uzasadniającej stworzenie w siedzibie ONZ w Nowym Jorku salki skupienia. Miała być miejscem spotkań ludzi różnych wiar i wyznań, gdzie w ciszy i spokoju mogliby spędzić odrobinę czasu na rozmyślaniach i modlitwie. Hammarskjöld uważał, że taka koncepcja wyklucza obecność w tej salce jakichkolwiek znaków religijnych.

Pragnął, by zamiast nich znalazł się na jej środku ciężki głaz opromieniony światłem słońca. Głaz (blok rudy żelaza) dlatego, że jest jakby ołtarzem poświęconym Bogu, „którego ludzie czczą pod wieloma imionami i postaciami”. A jednocześnie jest symbolem wytrwałości i wiary jako podstawy działań ludzkich. „Z żelaza wykuwał człowiek miecze, z żelaza też wytwarzał lemiesze do pługa” – przypominał, podkreślając pokojowe przesłanie miejsca medytacji i instytucji, w której ją otwarto w październiku 1952 r. (w następnych latach przebudowano).

Po śmierci Hammarskjölda zaprzyjaźnionej z nim brytyjskiej rzeźbiarce Barbarze Hepworth (zbierał jej prace) zlecono wykonanie dzieła ku jego pamięci. Nosi nazwę „Single Form” (Kształt pojedynczy) i uderza prostotą. Stanęło przed gmachem Sekretariatu NZ w Nowym Jorku – w najwłaściwszym miejscu.

Polityka 38.2011 (2825) z dnia 14.09.2011; Historia; s. 60
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Ludwika i Henryk Wujcowie – człowieka porządnego portret podwójny

Próbując zdefiniować dobro, ludzie powinni przede wszystkim ustalić, czego nie wolno, choć niby nie powinno się zaczynać od zakazów.

Katarzyna Czarnecka
27.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną