Historia

Na obiad zjedli dzika

Jak 25 lat temu rozwiązywano Związek Radziecki

Przywódcy, którzy zdecydowali o  końcu ZSRR. Od lewej: prezydent Rosji Borys Jelcyn, prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk i Stanisław Szuszkiewicz, przewodniczący parlamentu Białorusi. Przywódcy, którzy zdecydowali o końcu ZSRR. Od lewej: prezydent Rosji Borys Jelcyn, prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk i Stanisław Szuszkiewicz, przewodniczący parlamentu Białorusi. RIA Novosti / EAST NEWS
Leonid Krawczuk chciał niepodległej Ukrainy, Borys Jelcyn władzy na Kremlu, a Stanisław Szuszkiewicz pełnił podczas spotkania w białoruskiej Puszczy Białowieskiej honory gospodarza. We trzech, 25 lat temu, rozmontowali Związek Radziecki.
Rezydencja w Wiskulach w Puszczy Białowieskiej, gdzie w grudniu 1991 r. spotkali się sygnatariusze Porozumienia o powołaniu Wspólnoty Niepodległych Państw.RIA Novosti/EAST NEWS Rezydencja w Wiskulach w Puszczy Białowieskiej, gdzie w grudniu 1991 r. spotkali się sygnatariusze Porozumienia o powołaniu Wspólnoty Niepodległych Państw.
Na podstawie znanych dziś dokumentów trudno nadal powiedzieć, na ile było przygotowane to, co nastąpiło w Wiskulach.RIA Novosti/EAST NEWS Na podstawie znanych dziś dokumentów trudno nadal powiedzieć, na ile było przygotowane to, co nastąpiło w Wiskulach.

[Artykuł ukazał się w POLITYCE w grudniu 2011 r.]

Był 8 grudnia 1991 r., niedziela. Porozumienie, nazwane później Układem Białowieskim, było podpisane. Jego sygnatariusze powiadomili o tym amerykańskiego prezydenta George’a Busha i prezydenta ZSRR Michaiła Gorbaczowa oraz agencję TASS. Zdążyli nawet zażyć sauny i usiedli do kolacji w dużej jadalni, na parterze willi w Wiskulach.

– Ja siedziałem naprzeciwko Borysa Jelcyna – wspomina Leonid Krawczuk (wówczas prezydent Ukrainy). Pamięta, że przed kolacją Jelcyn (wówczas prezydent Federacji Rosyjskiej) rozmawiał telefonicznie z kimś z Moskwy. – Borys Nikołajewicz wstał nagle od stołu, podszedł i szepnął mi do ucha, że robi się niebezpiecznie, trzeba szybko i bez zbędnych pytań się zwijać. Pojechaliśmy na lotnisko wojskowe. Pożegnaliśmy się z Rosjanami, a ja z premierem Witoldem Fokinem i grupą wylecieliśmy do Kijowa nie informując nikogo, że wracamy i nie podając naszych współrzędnych.

Giennadij Burbulis, wtedy pierwszy wicepremier Rosji, jeden z najbliższych doradców Jelcyna, potwierdza, że nastrój był ciężki. Żadnej euforii, wielka niewiadoma. Rosyjska delegacja po wylądowaniu w Moskwie rozjechała się co szybciej, każdy w inną stronę. Zgodnie z radziecką konstytucją wszyscy goście Wiskuli uczestniczyli w popełnieniu przestępstwa i Gorbaczow mógłby ich uwięzić.

Żyjący bohaterowie białowieskiego spotkania: Krawczuk, Burbulis i Stanisław Szuszkiewicz (wówczas przewodniczący białoruskiego parlamentu, czyli formalnie głowa państwa), zgodnie twierdzą, że dzięki zawartemu wówczas porozumieniu udało się uniknąć wojny domowej. Wielkie imperium zostało rozwiązane metodą pokojową, a przed narodami otworzyła się możliwość kreowania demokratycznych państw.

Stanisław Szuszkiewicz: – Każdym z nas kierowały inne motywy, ale najważniejszym pozostaje fakt, że zlikwidowaliśmy więzienie narodów.

Leonid Krawczuk: – Dla Ukrainy to była szansa, jaka pojawia się raz na tysiąc lat, zbudowania niepodległego państwa.

Szuszkiewicz, dziś opozycjonista, tytułowany zwyczajowo prezydentem, od 20 lat zastanawia się, jak to było możliwe, że Związek Radziecki obalili ostatecznie trzej faceci z pomocą kilku ekspertów. Rezydencja Wiskule w Puszczy Białowieskiej, gdzie się spotkali, dopiero od niedawna należała do białoruskiej Rady Ministrów, wcześniej była w posiadaniu KC KPZR. W grudniu 1991 r. Szuszkiewicz był tam po raz pierwszy, wcześniej do puszczy jeździł tylko z plecakiem. – Do ostatniego dnia absolutnie nie było pomysłu, że my trzej w Wiskulach coś takiego zrobimy.

Imperium w proszku

Rozpad sowieckiego imperium trwał od lat, ale reformy Gorbaczowa, słynna pierestrojkagłasnost’ uchyliły drzwi dla inicjatyw obywatelskich i historia przyspieszyła. W 1989 r. upadł komunizm w Europie Środkowej. W wielu republikach Związku Radzieckiego powstały wielkie narodowe ruchy: Sajudis na Litwie, ukraiński Ruch, Interfront na Łotwie, Wolna Gruzja w Tbilisi. Wybory delegatów na Zjazd Deputowanych Ludowych ZSRR (nowy organ państwa z dużymi uprawnieniami, powołany w czasach pierestrojki) w marcu 1989 r. oraz sam Zjazd wznieciły demokratyczne ruchy także w Rosji (ale też im przeciwne, jak konserwatywna grupa Sojuz).

To wtedy do wielkiej polityki wszedł Stanisław Szuszkiewicz, wybitny fizyk i prorektor uniwersytetu w Mińsku. Został delegatem na Zjazd Deputowanych. Delegatami byli także Leonid Krawczuk, wówczas II sekretarz KC KPU, oraz Borys Jelcyn, wyrzucony przez Gorbaczowa (z powodu krytyki za połowiczność przemian) ze stanowiska I sekretarza moskiewskiej organizacji partyjnej. Jelcyn wystartował w jednej z dzielnic Moskwy i zdobył 92 proc. głosów. Wszyscy trzej należeli do Międzyregionalnej Grupy Deputowanych (obok Andrieja Sacharowa, Jurija Afanasjewa i wielu przedstawicieli demokratycznie nastawionej rosyjskiej inteligencji). Jak mówi Burbulis, jeden z liderów grupy, wówczas filozof marksista, kierownik katedry nauk społecznych w Swierdłowsku na Uralu, była to wielka szkoła polityczna.

Przyspieszenie przyniósł marzec 1990 r.: najpierw III Zjazd Deputowanych Ludowych zlikwidował art. 6 konstytucji radzieckiej o kierowniczej roli partii komunistycznej, de facto dopuszczając wielopartyjność, a następnie powołał urząd prezydenta ZSRR i wybrał na tę funkcję Michaiła Gorbaczowa. Pierwszy i jedyny prezydent Związku Radzieckiego chciał drogą zmian politycznych ratować państwo i za wszelką cenę zahamować dążenia odśrodkowe. Miał temu służyć nowy traktat związkowy.

Jednak – także w marcu 1990 r. – niepodległość ogłosiły Estonia i Litwa, w maju – Łotwa. Kraje bałtyckie wystąpiły ze Związku Radzieckiego i nie zamierzały uczestniczyć w pracach nad reformą systemu związkowego. W kwietniu niepodległość proklamowała Armenia. 12 czerwca 1990 r. Rada Najwyższa Federacji Rosyjskiej przyjęła Deklarację Suwerenności, a 27 lipca zrobiła to Rada Najwyższa Białorusi. Również wiele innych republik radzieckich zadeklarowało suwerenność, wszystkie one brały jednak udział w pracach nad nową umową związkową, w rezydencji Nowoogariewo, na przedmieściu Moskwy. Podpisanie traktatu wyznaczono na 20 sierpnia 1991 r.

Zachód bał się wariatów

19 sierpnia 1991 r. (czyli na dzień przed terminem podpisania nowej umowy związkowej) wybuchł tzw. pucz moskiewski, na którego czele stanął wiceprezydent ZSRR Giennadij Janajew. Puczystom chodziło o zastopowanie reform, a gdy przebywający na urlopie na Krymie Gorbaczow odmówił im wsparcia i wprowadzenia stanu wyjątkowego, internowali go, a potem zawiesili w funkcji głowy państwa. Głównym ogniskiem oporu wobec zamachowców stał się parlament Rosji i Borys Jelcyn (który w czerwcu 1991 r. wygrał wybory na urząd prezydenta Federacji Rosyjskiej). Wezwał on do protestów i bojkotu zarządzeń puczystów oraz zdobył poparcie ważnych kół wojskowych. Puczyści ostatecznie przegrali, a efektem ich akcji było m.in. zawieszenie działalności, a następnie likwidacja (29 sierpnia) KPZR.

Michaił Gorbaczow rządził nadal na Kremlu – choć jego pozycja zdecydowanie osłabła (stracił wszak funkcję sekretarza generalnego zlikwidowanej KPZR). I nadal próbował zlepić to, co pozostało z ZSRR. Z jego inicjatywy powstał nowy projekt – traktatu o konfederacji; ostatnie spotkanie w tej sprawie odbyło się w Nowoogariewie 20 października 1991 r. Okazało się jednak, że interesy są już bardzo rozbieżne: podczas gdy Gorbaczow chciał zachować wspólne państwo z centrum na Kremlu i prezydenturę dla siebie, pozostali ruszyli drogą niezależności.

– Na spotkaniu Gorbaczow rozdał obecnym nowy projekt. Przeczytałem i powiedziałem, że trudno będzie mi przekonać do niego deputowanych białoruskiej Rady Najwyższej. Pomyślą, że jestem głupi, że nic nie rozumiem. Dużo niemiłych uwag wyraził również Jelcyn – wspomina Szuszkiewicz. – Michaił Gorbaczow skrzywił się, wyszedł z sali i gdzieś się nam zapodział. Razem z Jelcynem poszliśmy go szukać. Znaleźliśmy prezydenta ZSRR w jednym z pomieszczeń, wypiliśmy po kieliszku koniaku i wróciliśmy wszyscy na salę.

Jak mówi Szuszkiewicz, Gorbaczow zrozumiał, że umowa w tym kształcie nie zyska akceptacji. Nastąpił pat: rozeszli się, nie podejmując żadnej decyzji ani nie wyznaczając terminu kolejnego spotkania.

Tymczasem gospodarka radziecka była w rozsypce, brakowało żywności, krajem wstrząsały konflikty o podłożu etnicznym, zbliżała się zima, katastrofa wydawała się nieunikniona. Zachodni przywódcy obawiali się, że rozpad ZSRR doprowadzi do wojny domowej i – co ważniejsze – do utraty kontroli nad arsenałem jądrowym. W Związku Radzieckim w 1991 r. było 27 tys. pocisków z głowicami jądrowymi; 5 tys. z nich było ulokowane na Ukrainie, 1400 w Kazachstanie, 81 na Białorusi.

Zaraz po puczu Janajewa ambasador Szwecji w Moskwie Örjan Berner pisał w depeszy do kraju, że zamierza zebrać w swoim biurze wszystkich mieszkających w Moskwie rodaków i uprzedzić ich o ryzyku. A wcześniej, z początkiem sierpnia, przebywający w Kijowie prezydent George Bush powiedział w ukraińskim parlamencie, że „Amerykanie nie będą popierać tych, którzy dążą do niepodległości w celu zastąpienia obcej tyranii lokalnym despotyzmem. Nie będą pomagać tym, którzy promują samobójczy nacjonalizm zbudowany na etnicznej nienawiści”.

– Zachód obawiał się, że ma do czynienia z wariatami: nagle zrobiły się cztery państwa z bronią nuklearną, oszaleć można – Szuszkiewicz tłumaczy ówczesny stan umysłów. – Gorbaczowa sobie już wychowali, a o nas wiedzieli niewiele.

To nie był spisek

Jak opowiada Szuszkiewicz, tamtego dnia w Nowoogariewie, gdy razem z Jelcynem szukali Gorbaczowa w rezydencji, nadarzyła się okazja, żeby Borysa Nikołajewicza zaprosić do Mińska do złożenia oficjalnej wizyty, a potem na rozmowy i polowanie do Puszczy Białowieskiej.

– Na Białorusi mieliśmy za mało ropy, mazutu dla elektrociepłowni, brakowało gazu. Premier Wiaczesław Kiebicz kilkakrotnie namawiał mnie: Ty jesteś z Jelcynem w dobrych stosunkach, zrobimy polowanie i spróbujemy się dogadać co do dostaw.

Polityk białoruski wspomina, że Krawczuka zaprosił pod koniec listopada 1991 r. Miał świadomość, że o kontraktach gospodarczych łatwiej rozmawiałoby mu się sam na sam z Jelcynem. Ale też był przekonany, że z Ukrainą jadą na wspólnym wózku, że nie ma co konkurować w sposób niezdrowy, lepiej wspólnie stawiać sprawę dostawy surowców.

Borys Jelcyn przyjechał do Mińska i wystąpił w Radzie Najwyższej. Potem pojechał do Wiskuli. – W końcu na polowanie poszli tylko Krawczuk i Fokin, który nawet ustrzelił dzika, mieliśmy go na obiad. No, może nie tego, ale innego. Dziwna rzecz – nie piliśmy whisky. Była oczywiście wódka. Kto chciał, to pił, była demokracja. W każdym razie było miło i nikt nie był pijany – wspomina Szuszkiewicz. – Pierwszego wieczoru zaczęliśmy rozmawiać w apartamencie Jelcyna. Okazało się, że on, gospodarz Rosji, nic nie może. Że po gaz i ropę trzeba się zwrócić do prezydenta ZSRR Michaiła Gorbaczowa.

Tak rozmowa zeszła z gospodarki na politykę, zastanawiali się wspólnie, co zrobić ze Związkiem Radzieckim. – Jelcyn, w imieniu Gorbaczowa, zapytał mnie, czy zgodzę się na podpisanie nowej umowy związkowej. Odpowiedziałem, że to niemożliwe, bo Ukraina już głosowała za niepodległością – wspomina Leonid Krawczuk, który od tygodnia był prezydentem Ukrainy. Jelcyn nie wydawał się tym zdziwiony. Zwłaszcza że już wcześniej Burbulis spotkał się w Kijowie z Krawczukiem, a w przygotowanym dla Jelcyna memorandum rozważał wariant nieuchronnego rozpadu ZSRR.

Tymczasem Michaił Gorbaczow w swojej książce „O moim kraju i świecie” lansuje tezę, że rozwiązanie ZSRR było spiskiem i że Jelcyn znacznie wcześniej zawarł w tej sprawie tajne porozumienia z liderami Ukrainy i Białorusi. Szuszkiewicz, Krawczuk i Burbulis stanowczo zaprzeczają, twierdzą, że nie było żadnych uzgodnień przed spotkaniem w Białowieży.

Na podstawie znanych dziś dokumentów trudno nadal powiedzieć, na ile było przygotowane to, co nastąpiło w Wiskulach. Może jednak jest prawdą, że to tam po raz pierwszy Burbulis sformułował historyczne zdanie: „Związek Radziecki jako podmiot prawa międzynarodowego i jako geopolityczna rzeczywistość przestaje istnieć”. Okazało się to sednem dalszych prac, bo uświadomiło zebranym, że rozwiązanie Związku Radzieckiego leżało w gestii jego założycieli, Białorusi, Rosji i Ukrainy, sygnatariuszy Układu Związkowego z 1922 r. Tak wykuwał się wstęp do deklaracji z grudnia 1991 r., która przesądziła, że Związek Radziecki parę tygodni później przestał istnieć.

Kiedy Burbulis wyjaśnił, że założyciele ZSRR mogą być równie dobrze jego likwidatorami, włączono do pracy ekspertów i doradców; byli w tej grupie wicepremierzy rządu Rosji Jegor Gajdar i Siergiej Szachraj oraz minister spraw zagranicznych Andriej Kozyriew. – Stół był kwadratowy, solidny, siedzieliśmy po dwie osoby po każdej stronie – zapamiętał Szuszkiewicz.

Pierwszy dokument jedyna obecna tam maszynistka napisała na maszynie, w trzech językach, a podpisali Szuszkiewicz, Jelcyn i Krawczuk. – Podpisywaliśmy w porządku alfabetycznym, wszędzie Białoruś jako pierwsza – wspomina Szuszkiewicz. – Maszyny z ukraińską czcionką nie było, Ukraińcy dopisali ręcznie odrębny znak ji swojego alfabetu.

Radykalną decyzję o rozwiązaniu ZSRR uzasadniali katastrofalną sytuacją ekonomiczną i całkowitym impasem w negocjacjach o nowym traktacie związkowym.

Priwiet, Dżordż

Główny dokument, jaki powstał tej nocy, zatytułowano „Porozumienie o powołaniu Wspólnoty Niepodległych Państw, z siedzibą w Mińsku”. Początkowo miał 18 artykułów, Szuszkiewicz pamięta, że była dyskusja, coś podzielili, coś połączyli. Ostatecznie zgodzili się na 14 artykułów. – Kiedy udało nam się sformułować niektóre trudne punkty, wypijaliśmy po takim mizernym kieliszku koniaku. Nie tak, jak zazwyczaj, kiedy koniak podawano w wielkich kieliszkach – wspomina.

Wysokie Umawiające się Strony w owych 14 artykułach zagwarantowały, że będą respektować międzynarodowe zobowiązania, wynikające dla ich krajów z umów podpisanych przez Związek Radziecki. Ustanowiły wspólny zarząd nad arsenałem jądrowym, zobowiązały się również do radykalnego zmniejszenia wydatków wojskowych. Ustaliły zasadę koordynowania polityki zagranicznej. Armia miała pozostać pod wspólnym zarządem, uzgodniono respektowanie istniejących już granic republik. Wszystkie te deklaracje były ważne dla opinii międzynarodowej, nawet gdy później niektóre z nich zmieniono, np. utworzono własne armie.

Pod tekstem całego porozumienia z 8 grudnia 1991 r. widnieją – obok szefów trzech państw – także nazwiska i podpisy premierów: Białorusi – Wiaczesława Kiebicza, Rosji – Giennadija Burbulisa, i Ukrainy – Witolda Fokina.

– Różne mieliśmy motywacje, dla Krawczuka było z pewnością ważne, że podpisuje dokument w imieniu wolnej Ukrainy, że jest równy prezydentowi Rosji, której kolonią Ukraina była przez 300 lat. A Jelcyn? Po co jemu potrzebny był Gorbaczow? Odsunąć go od prezydentury ZSRR nie mógł, ale zlikwidować Sojuz – tak, myślę, że to było mu bardzo na rękę. Ale wtedy o tym nie rozmawialiśmy – wyjaśnia dziś Stanisław Szuszkiewicz.

Wiedzieli, że powinni powiadomić teraz świat, ale najpierw Borys Jelcyn zadzwonił do radzieckiego ministra obrony, marszałka Jewgienija Szaposznikowa (który poparł go w dniach puczu). Jak mówi Burbulis, zdaniem marszałka decyzja była ryzykowna, ale obiecał zrobić, co w jego mocy, żeby zachować spokój w państwie.

Już wszyscy przenieśli się na drugie piętro rezydencji, zamierzali teraz połączyć się z Gorbaczowem i Waszyngtonem. Do Busha dzwonił Jelcyn. – A ja rozmawiałem z tymi, którzy łączyli mnie z Gorbaczowem – opowiada Szuszkiewicz. – Zanim do niego dotarłem, Borys Nikołajewicz dodzwonił się do Białego Domu, obok niego siedział Kozyriew, który tłumaczył na angielski i zdążyli powiedzieć: Priwiet Dżorż. Zakomunikowałem Gorbaczowowi, że zawarliśmy umowę, że jej treść jest taka i taka. Wtedy on odezwał się mentorskim tonem: A wyobrażacie sobie Stanisławie Stanisławowiczu, co powie społeczność międzynarodowa? Więc tłumaczę, że obok mnie Jelcyn rozmawia z Bushem i on tę informację przyjmuje świetnie. Wtedy Gorbaczow kazał mi stawić się na Kremlu nazajutrz. Ale w Mińsku miało się odbyć posiedzenie Rady Najwyższej, któremu Szuszkiewicz miał przewodniczyć. Próbował to wytłumaczyć Gorbaczowowi. – Uzgodniliśmy, że Borys Nikołajewicz o wszystkim go poinformuje.

Leonid Krawczuk opowiada, że rano, po powrocie z Białorusi, zadzwonił do niego Gorbaczow i polecił przylecieć do Moskwy. Będą szefowie wszystkich republik radzieckich i musimy cofnąć to, co zostało podpisane w Wiskulach – przekonywał. – Powiedziałem, że mam problemy we własnym kraju i że naszym delegatem jest Jelcyn. Kilka minut później zadzwonił asystent Gorbaczowa, mówiąc, że Stanisław Szuszkiewicz już się zgodził przylecieć. Natychmiast zadzwoniłem do Szuszkiewicza, pytam: Stanisławie Stanisławowiczu, czy wy lecicie do Moskwy? Po raz pierwszy o tym słyszę – odpowiedział. Oni użyli kłamstwa, żeby nas wyciągnąć do Moskwy. Można zadać pytanie, co oni tam dla nas przygotowali? – rozważa Krawczuk.

Szuszkiewicz i Krawczuk pozostali u siebie, parlamenty musiały teraz ratyfikować porozumienie. – Kiedy uświadomiłem sobie, że nasi komuniści muszą głosować nad tym dokumentem, poczułem po raz pierwszy dreszcz emocji. Wiedziałem, że jeśli nie ratyfikują, to czeka mnie śmierć polityczna – wspomina Szuszkiewicz. Ratyfikacja zajęła białoruskiemu parlamentowi dwa dni. W Kijowie i w Moskwie również zatwierdzono białowieskie porozumienie.

Wtedy Michaił Gorbaczow zrozumiał, że jego czas minął i uzgodnił z Jelcynem łagodne zejście z politycznej sceny. 25 grudnia 1991 r. przekazał mu urządzenie do sterowania głowicami jądrowymi, a radziecka flaga na Kremlu została zastąpiona rosyjską.

Polityka 49.2011 (2836) z dnia 30.11.2011; Historia; s. 63
Oryginalny tytuł tekstu: "Na obiad zjedli dzika"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Adoptujemy zwierzęta, bo pełnią w naszych domach rolę wiecznych i wiernych dzieci

Gdy ruszamy na ratunek, aby ulżyć cierpiącemu stworzeniu, przede wszystkim chcemy pomóc samym sobie.

Elżbieta Turlej
26.11.2013
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną