Historia

Satyra walcząca

Satyra czasów okupacji

Tworzeniem napisów na murach zajmowała się głównie młodzież z Organizacji Małego Sabotażu „Wawer”. Tworzeniem napisów na murach zajmowała się głównie młodzież z Organizacji Małego Sabotażu „Wawer”. repr. Tadeusz Późniak / Muzeum Karykatury
Zdumiewające, jak szybko trauma września 1939 r. uprzytomniła Polakom, mieszkańcom podbitego kraju, że skuteczną bronią jest śmiech i kpina z okupantów.
Okładka czasopisma satyrycznego „Zadra”, nr 1, 1 stycznia 1941 r.repr. Tadeusz Późniak/Muzeum Karykatury Okładka czasopisma satyrycznego „Zadra”, nr 1, 1 stycznia 1941 r.
Tzw. motylek rozlepiany na murach, wykpiwający czytelników „Nowego Kuriera Warszawskiego”.repr. Tadeusz Późniak/Muzeum Karykatury Tzw. motylek rozlepiany na murach, wykpiwający czytelników „Nowego Kuriera Warszawskiego”.
Aleksander Świdwiński „Humor warszawskiej ulicy”, 1943 r.repr. Tadeusz Późniak/Muzeum Karykatury Aleksander Świdwiński „Humor warszawskiej ulicy”, 1943 r.

Aby trafiać, należało stworzyć nowy język posługujący się szyderczymi skrótami. I tak na przykład zwycięzców nazywano krótkobytkami. Kolumny nekrologów zabitych na frontach niemieckich żołnierzy nazwano marmoladą, później rąbanką. Rozstawione na placach głośniki zmieniły się w szczekaczki, koncesjonowany „Nowy Kurjer Warszawski” zyskał miano szmatławca, jego odpowiednik „Goniec Krakowski” był Podogońcem. Kobiety zadające się z Niemcami doczekały się określenia filatelistki (zbierały marki). O folksdojczach mówiło się foksy, o szantażystach szmalcownicy. Nawet litera „V”, mająca symbolizować hitlerowskie zwycięstwa, opatrzona została komentarzem: V klasa loterii, milion już padł.

Konspiracyjne pisma, zbiorki satyr, antologie żartów – to było nieco później. Poprzedziła je szeptanka, humorystyka mówiona anonimowego autorstwa; przeznaczona była dla różnych odbiorców, toteż obok żartów wysokiej próby zdarzały się podróbki i rechotliwe wice. Ale one też są ważne – pokazują fragmenty ówczesnego życia, nastroje ulicy. Zdawał sobie z tego sprawę poeta z kręgu Sztuki i Narodu Wacław Bojarski: „Śmiech – zdrowa, wesoła pogarda dla ciemiężyciela – to pierwsza oznaka siły ciemiężonego”.

Przyjrzyjmy się tym oznakom, świadectwom tamtych lat.

– Ile lat będą bili się Niemcy? – Pół roku z Anglią, pół roku z Sowietami i 49 lat – w piersi.

Tramwaj. Na stopniach wisi dwóch warszawiaków. – Cześć Stachu, co robisz? – Jakby ci to… Handluję. A ty, co robisz Franiu? – Ja… Ja się ukrywam!

Poród bliźniaków. Jeden z nich wysuwa główkę i zaraz ją cofa. – Chowaj się – szepcze do braciszka. – Znowu, cholera, łapanka!

– Dlaczego Niemki noszą czarne majtki? – Obowiązuje zarządzenie o zaciemnieniu miejsc rozrywkowych.

Hitler spotyka się z Napoleonem. – Kolego – usiłuje poklepać go po ramieniu. – Będziesz mógł mówić do mnie kolego, gdy wrócisz spod Moskwy – przerywa mu Napoleon.

– Zniszczę Sowiety i komunizm – mówi führer. – Zniszczę III Rzeszę i faszyzm – mówi Stalin. Przysłuchujący się temu Churchill wznosi oczy do nieba i mruczy: – Daj Boże, żeby wasze życzenia się spełniły.

Stacyjka gdzieś w Polsce. Z pociągu wysiada Hitler. Podchodzi do stojącego na peronie Żyda. – Pożycz mi, parchu, pięćset złotych. – Proszę bardzo – Żyd podaje mu banknot. – A nie boisz się, że nie zwrócę ci tej pożyczki? – pyta. – Panie Hitler – odpowiada Żyd – pan całą Europę zwrócisz już niedługo, to ja miałbym się denerwować o jedną pięćsetkę.

Przejeżdża karawana. Na trotuarze babcia w chustce zanosi się łkaniem. – Co pani jest? Dlaczego pani płacze? – zatrzymuje się przy niej przechodzień. – Płaczę, bo ten karawan jest na sześciu nieboszczyków, a wiózł tylko dwóch szkopów.

– Kiedy Niemcom będzie dobrze? – Kiedy ubranka Goebbelsa będą pasowały na Göringa (Goebbels był chudzielcem, Göring – tłuściochem).

Nie tylko powtarzane na ucho dowcipy pozwalały na zachowanie równowagi psychicznej, wiary w happy end. Dotyczy to również napisów pojawiających się na murach i parkanach. Jednym z pierwszych był dwuwiersz: „Słoneczko wyżej, Sikorski bliżej” i napisy na latarniach: „Nur für Deutsche”, podobizna żółwia – wezwanie do spowalniania lub markowania pracy dla Niemców. Nie brakowało też haseł instruktażowych: Chcesz umierać na suchoty, jedź do Niemiec na roboty! Oraz zapadających w pamięć charakterystyk: – Kto ty jesteś? – Folksdojcz cwany. Jaki znak twój? – Krzyż złamany. – Kto cię stworzył? – Zawierucha. – Co cię czeka? – Gałąź sucha… Ryzyko wpadki było realne, mimo to autorzy napisów decydowali się na dłuższe teksty. Na cokole opustoszałym po pomniku Chopina w Łazienkach czyjaś ręka napisała: Nie wiem, kto i skąd, zabrał mnie stąd. Ale wiem, komu i dlaczego, zagram marsza żałobnego… Kim byli szaleńczo odważni grafficiarze? Bojownikami Organizacji Małego Sabotażu „Wawer”, komórki „N”, Komisji Propagandy Okręgu Warszawskiego AK (KOPR). Aktywność żołnierzy podziemia nie ograniczała się do malowania kotwic Polski Walczącej i karykatur Hitlera. Wyspecjalizowali się również w druku i kolportażu ulotek i wyklejanek na szybach, tak zwanych motylków. Motylki potępiały kolaborantów przypominając: „Warszawskimi ulicami chodzą szkopy ze świniami”, „Ja zawsze czytam »Nowy Kurjer Warszawski«” – zapewniało oślisko, „Za Wawer, Palmiry – zapłacicie zbiry” – czytamy na jednym z wielu motylków.

Jeszcze inny odwołuje się do aktualności: „W odwet za zniszczenie pomnika Kilińskiego zarządzam przedłużenie zimy o sześć tygodni. Mikołaj Kopernik, astronom”… Groźba o przedłużeniu zimy padła w chwili, gdy mróz i śnieg dał się już we znaki armii führera na froncie wschodnim.

Motyli żywot ulotek trwał krótko, zapominano o nich po kilku dniach. Natomiast nie dało się zapomnieć o twórczości piosenkarskiej, wracającej słowami refrenów, okupacyjną grypserą. Piosenka, zwłaszcza stylizowana na ludowość ballada, stała się bronią konspiracji antyhitlerowskiej, najpopularniejszą formą satyry walczącej. Zaczęło się to od parafrazy hymnu. W 1939 r. śpiewano:

„Jeszcze Polska nie zginęła/Póki Bóg nad nami –/Jeszcze Hitler będzie wisiał/Do góry nogami”.

Wkrótce tematem ballad stał się gubernator Hans Frank (Frank krwawy) i jego protektor: „Nad modrom rzekom, goniąc spojrzeniem/Siedzi Adolfek zgorzkniały…”.

Führer doczekał się także kujawiaczka: „Czemu ty, Hitlerze, tak pod Moskwą stoisz?/Czy na Włocha czekasz, czy się Ruska boisz?/Na Włocha nie czekam, Ruska się nie boję,/Przymarzła mi d… i dlatego stoję”.

Autorzy ulicznych śpiewanek nie zapomnieli o Mussolinim, Göringu, Goebbelsie, przedstawicielach generalicji. Starali się dodawać otuchy słuchaczom, przenosząc akcję kupletów do nękanych nalotami Niemiec: „Po Berlinie sobie tuptam,/Patrzę – trup tu, patrzę trup tam”.

Najtrwalej w pamięci zapisały się jednak rymowanki rejestrujące życie pod okupacją: „Siekiera, motyka, piwo, alasz – przegra wojnę głupi malarz” czy ironiczna pochwała sposobu na przetrwanie: „Teraz jest wojna, kto handluje, ten żyje. Jak sprzedam kaszankę, słoninę, rąbankę, to bimbru się też napiję!”. Nie pomagały obławy na śpiewaków i podwórzowych grajków. Byli stale obecni, gotowi do komentowania rzeczywistości oświetlonej iskrą nadziei.

Napisy na murach, ulotki, zakazane piosenki – z tą formą oporu spotykamy się we wszystkich krajach podbitych przez hitlerowską machinę wojenną. Ale tylko w okupowanej Polsce, oprócz wydawanych w podziemiu książek, biuletynów i pism politycznych, informacyjnych, literackich, nastąpił wysyp czasopism satyrycznych. „Biały koń”, „Hak”, „Lipa”, „Zadra”, „Szpilka”, „Moskit”, „Dyliżans”, „Nowa Mucha” – lista jest niekompletna. Drukowane w miesięcznikach, tygodnikach i jednodniówkach wiersze, fraszki, felietony i groteski prozą, podpisywane pseudonimami, bywały debiutami młodych autorów i dziełem znanych przed wojną poetów. Satyryk Tadeusz Hollender pisał jako Tomasz Wiatraczny, Ryszard Dobrowolski – Giez, Tadeusz Zelenay – Kleks, Aleksander Maliszewski. Zdarzało się i tak, że w satyrycznych pismach publikowali swoje utwory mieszkańcy getta, dzielnicy zamkniętej.

„To już nie męstwo,/To tylko tupet:/ Krzyczeć zwycięstwo,/Gdy się bierze w d...” – ten czterowiersz napisał Jurandot. Gdyby nie pisma satyryczne, nawiązujące do tradycji „Cyrulika Warszawskiego” i „Szpilek”, pewnie nigdy nie powstałyby rysunki, karykatury i plakaty, które dziś jeszcze zaskakują pomysłami, swobodą kreski, komunikatywnością. Wystawa w Muzeum Karykatury na Koziej pozwala na docenienie różnorodności i klasy talentów takich grafików, jak Stanisław Tomaszewski (Miedza), Andrzej Will (Was), Henryk Chmielewski (Yes), Maksymilian Kałużny (Cyk), Jerzy Kajetański (Jur) czy Władysław Janiszewski, autor sześciometrowej podobizny Hitlera z wczepionym w jego but Mussolinim. Karykatura ta zwisała z latarni na placu Trzech Krzyży, jej kopie na ulicach Żoliborza.

Jeśli przypominamy dzisiaj karty satyry walczącej, warto wspomnieć o jedynej w swoim rodzaju próbie dotarcia do okupantów, wpłynięciu na ich nastroje. Posłużono się fałszywką, wydając kilka pism w języku niemieckim. Pism sugerujących, że są głosem opozycji zarówno w III Rzeszy, jak i w korpusie oficerskim. Aby uwiarygodnić narastającą świadomość klęski, autorzy przedstawiali w czarnych barwach sytuację na frontach, ogrom poniesionych strat, skutki alianckich bombardowań, zderzone z buńczucznymi mowami führera, przedstawionego jako kościotrup wyciągający ręce w kierunku aryjskich żon, matek i dzieci. Taką właśnie akcję dywersyjną przez dwa lata (1942–44) prowadził redagowany przez Stanisława Smoleńskiego, później przez Kazimierza Kumanieckiego „Der Klabautermann”. Był podrzucany w lokalach odwiedzanych przez Niemców, wysyłany do koszar w kopertach hitlerowskich tygodników. Inicjatorzy tej akcji spodziewali się zapewne, że nieco skłócą gestapo z Wehrmachtem i zasieją niepokój o rodziny i wierność pozostawionych w kraju blond aniołów.

Dzieje podziemnej satyry, świadectwa tamtych czasów, zostały solidnie zdokumentowane przez badaczy, często świadków i uczestników tamtych wydarzeń: Grzegorza Załęskiego, Władysława Bartoszewskiego, Lucjana Dobroszyckiego, Stanisława Miedzę-Tomaszewskiego, Zdzisława Jastrzębskiego, Tomasza Szarotę. Dzięki temu obraz okupacji nie ogranicza się do martyrologii i żałobnictwa, poświadczając prawdę słów wiersza: „Światełko jakieś błyska w chmurze,/Mniej jakoś ciąży chamski but,/Kiedy przeczyta się na murze/Krótkie, cieszące wzrok »kaputt«”.

Wystawa w Muzeum Karykatury „Warszawa 1939–1944 – satyra konspiracyjna oraz okupacyjna rzeczywistość w rysunkach polskich grafików”, według scenariusza prof. Tomasza Szaroty, czynna jest do końca maja.

Polityka 10.2012 (2849) z dnia 07.03.2012; Historia; s. 54
Oryginalny tytuł tekstu: "Satyra walcząca"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Demonstrancie, pokaż twarz!

Zakazy zakrywania twarzy podczas demonstracji mnożą się nie tylko w państwach autokratycznych, ale też na Zachodzie. Czy możliwa jest demokracja bez anonimowości?

Jędrzej Winiecki
15.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną