Raul Hilberg - niewygodny historyk Zagłady

Historyka Zagłady podróż pod prąd
Raul Hilberg, historyk, autor przełomowej pracy „Zagłada Żydów europejskich”.
Henning Langenheim/AKG/EAST NEWS

Raul Hilberg, historyk, autor przełomowej pracy „Zagłada Żydów europejskich”.

Obrady trybunału w łódzkim Judenracie, ok. 1942 r.
Roger-Viollet/EAST NEWS

Obrady trybunału w łódzkim Judenracie, ok. 1942 r.

Raul Hilberg, Pamięć i polityka. Droga historyka Zagłady
materiały prasowe

Raul Hilberg, Pamięć i polityka. Droga historyka Zagłady

W 1955 r. liczący 1600 stron maszynopis „Zagłady Żydów europejskich” był gotowy. Jak się szybko okazało, o trzy dekady za wcześnie, i Hilbergowi przyszło przeżyć jedno z największych rozczarowań każdego naukowca, świadomego stworzenia dzieła może niedoskonałego, ale z pewnością przełomowego. Wyobrażał sobie, że jego książkę będą czytali Żydzi, wpłynie na ich postrzeganie historii, rozpali dyskusję. Nie pomylił się tylko w ostatniej kwestii.

Właśnie z utworzonego w 1953 r. w Jerozolimie instytutu Jad Waszem, gdzie próbował książkę wydać, nadeszła pierwsza fala krytyki. Również amerykańscy recenzenci chłodno, miejscami wrogo, potraktowali maszynopis, a wydawcy, przerażeni zarówno rozmiarami, szczegółowością, jak i ewentualnymi reperkusjami, odmawiali druku. Podawano różne powody, np. Wydawnictwo Uniwersytetu w Princeton uznało, że istniejące książki o Zagładzie są absolutnie wystarczające!

Kiedy olbrzymie, trzytomowe dzieło, po sześciu latach starań, ukazało się w 1961 r. – większość recenzji była miażdżąca; a jednocześnie nawet krytycy pełnymi garściami czerpali z jego ustaleń, nie siląc się zazwyczaj na przypis. Jako prostego researchera potraktowała go Hannah Arendt, gdy pisała „Eichmanna w Jerozolimie”, nieraz dosłownie przepisując fragmenty jego książki, ale powołując się na nią tylko w miejscach niewygodnych i tym samym zrzucając z siebie „winę”.

Nie rozpalił więc Hilberg publicznej dyskusji na temat nazistowskich Niemiec, nie przestawił nauki na nowe tory, za to od razu złamał wszystkie najświętsze zasady ówczesnej prezentacji najnowszej historii Żydów, obalając mity i „zniesławiając umarłych”. Nie pisał z perspektywy ofiary, najbardziej widoczny był sprawca.

Dokonał też swoistego świętokradztwa, zaznaczając marginalne znaczenie oporu, mającego szczególne znaczenie w legitymizacji izraelskiej państwowości. Opis Judenratów, dla Hilberga stanowiących ostatnie, tragiczne ogniwo w długim łańcuchu żydowskich strategii dostosowawczych, został przez recenzentów potraktowany jako kolaboracja. Autor stał się również swego rodzaju wrogiem publicznym. Izrael na Bliskim Wschodzie, a Niemcy w Europie były bowiem dla Waszyngtonu zbyt ważnymi sojusznikami, książka Hilberga podkopywała zaś fundamenty dobrych z nimi stosunków.

Pierwsze, czynione już w połowie lat 60., próby niemieckiego tłumaczenia spełzły na niczym nie tylko z powodów finansowych. Z jednej strony wciąż aktywne było pokolenie sprawców, z drugiej obawiano się, że teza o „kolaboracji” ze strony Żydów mogłaby być argumentem wykorzystywanym przez dawnych zbrodniarzy wojennych, których procesy właśnie się toczyły. Tłumaczenie niemieckie ukazało się ostatecznie w 1982 r.

„Zagłada Żydów europejskich” nie stała się jednak prorokowanym pogrzebem Hilberga. Okazało się, że mając odpowiedni zasób sił i determinacji, można nie tylko wytrzymać 30 lat płynięcia pod prąd, ale po drodze jeszcze udoskonalać technikę. Hilberg bowiem stale, praktycznie do końca życia, uzupełniał i cyzelował swoje opus vitae. Jednocześnie szukał nowych tematów i nowych dróg. Wyciągnął wnioski z zarzucanego mu skupienia się na sprawcach, niedostrzegania zaś zwykłych ludzi.

W wydanej w 1992 r. książce „Sprawcy, ofiary, świadkowie” (tłum. polskie 2007 r.) zaproponował klasyczną do dziś kategoryzację postaw wobec Zagłady. Nic też dziwnego, że od refleksji o tej właśnie książce zaczął opublikowane w 1996 r. wspomnienia.

Może nie miał wtedy jeszcze świadomości, że został klasykiem, ale z pewnością wiedział, że wygrał. Podróż pod prąd się skończyła, a „Droga historyka Zagłady” była wyrzuceniem balastu! Ostatecznym, choć pośmiertnym (zmarł w 2007 r.) zwycięstwem stało się wydanie w 2012 r. przez Jad Waszem – skąd ponad pół wieku wcześniej wyszły pierwsze słowa krytyki – hebrajskiego tłumaczenia „Zagłady”.

Raul Hilberg, Pamięć i polityka. Droga historyka Zagłady, tłum. Jerzy Giebułtowski, Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów, Warszawa 2012

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną