Historia

Dnieprowskie tsunami

Jak Rosjanie wysadzili zaporę na Dnieprze

Hydroelektrownia Dnieprogres zaczęła funkcjonować w październiku 1932 r. Hydroelektrownia Dnieprogres zaczęła funkcjonować w październiku 1932 r. Ria Novosti / EAST NEWS
Hydroelektrownia Dnieproges była rozsławioną przez propagandę sztandarową budową pierwszej radzieckiej pięciolatki. 18 sierpnia 1941 r. legendarną zaporę na rozkaz Stalina wysadzono w powietrze.
„Dnieprostroj postojen!” - Dnieprostroj zbudowany! - radziecki plakat propagandowyEAST NEWS „Dnieprostroj postojen!” - Dnieprostroj zbudowany! - radziecki plakat propagandowy
Baraki dla dnieprostrojców.Archiwum Baraki dla dnieprostrojców.
165-metrowa wyrwa w zaporze po wysadzeniu Dnieprogresu.Archiwum 165-metrowa wyrwa w zaporze po wysadzeniu Dnieprogresu.

Po najeździe Hitlera na ZSRR ppłk. Borysa Epowa, wykładowcę w akademii kształcącej saperów, odkomenderowano na przedpola Moskwy, gdzie projektował i budował inżynierskie przeszkody. Był specjalistą od wybuchów, uczestniczył m.in. w wysadzeniu w Moskwie w 1931 r. soboru Chrystusa Zbawiciela, największej w świecie prawosławnej świątyni. 14 sierpnia 1941 r. wezwał go dowódca wojsk inżynieryjnych gen. Leontij Kotlar i polecił opracować plan wysadzenia zapory hydroelektrowni Dnieproges w Zaporożu, do której zbliżały się niemieckie wojska. Stalin obawiał się, że Niemcy przeprawią się przez Dniepr po biegnącym na koronie zapory Prospekcie Lenina, po którym jeździły nawet tramwaje.

Nazajutrz Epow ze specjalnym pełnomocnictwem wyleciał do Zaporoża. Z oddanym mu do dyspozycji batalionem żołnierzy umieścił w wewnętrznym chodniku zapory dowiezione drogą powietrzną 20 ton amonalu, używanego do wypełniania torped i bomb głębinowych. Z kilkoma wprowadzonymi w tajną misję saperami z dowództwa Południowego Frontu uzgodnił, że ładunki odpali, kiedy Niemcy pojawią się na prawym brzegu Dniepru, a na lewy ewakuuje się ochraniający zaporę 157 pułk NKWD.

Stało się tak 18 sierpnia, nieco po godz. 20. „W rezultacie wybuchu z korpusu zapory wyrwane zostało około 100 metrów z jej 600-metrowej długości” – wspomina Epow w dostępnej w internecie „Autobiografii”. Po wysadzeniu zapory nieświadomi jego tajnej misji oficerowie z dowództwa Frontu kazali mu oddać broń i zarzucając zdradę, przekazali do dyspozycji kontrwywiadu (SMERSZ). A tam starano się wydobyć z niego zeznania o jego zleceniodawcach. Miesiąc później gen. Kotlar wspomniał o losie oficera na przyjęciu u Stalina. Nazajutrz Epow był wolny i dowódca oddziału SMERSZ przepraszał go za szykany w śledztwie. 20 września odleciał do Moskwy. Do końca wojny zajmował się rozwojem produkcji i konstruowaniem nowych typów min, za co też, z dwójką kolegów, w 1946 r. wyróżniony został Nagrodą Stalinowską. Zmarł w 1991 r. w wieku 91 lat.

Katastrofa hydrologiczna

Opisane w „Autobiografii” Epowa (ukończył ją w 1986 r.) okoliczności wysadzenia Dnieprogesu są nie tylko barwną opowieścią leciwego weterana wojny, ale i świadectwem zakłamywania historii w byłym Związku Radzieckim. Epow ani słowem nie wspomniał, że wskutek wyrwy w zaporze (165-metrowej, a nie 100-metrowej) w dół rzeki runęła wysoka na prawie 30 m ściana spiętrzonej w Dnieprowskim Zbiorniku wody. Niektórzy historycy szacują, że zginąć mogło od 30 do 120 tys. osób: mieszkańców niżej położonych ulic Zaporoża i nadbrzeżnych wiosek, uciekinierów z zajętych przez Niemców terenów, radzieckich żołnierzy broniących leżącej poniżej zapory wyspy Chortycy i przeprawiających się przez Dniepr, lecz także żołnierzy niemieckich. Rozkaz Stalina o wysadzeniu zapory spowodował najtragiczniejszą katastrofę hydrologiczną w Europie. Więcej ofiar (ok. 400 tys.) przyniósł tylko rozkaz Czang Kaj-szeka z 9 maja 1938 r. Wtedy chiński generalissimus w celu powstrzymania japońskiej ofensywy zdecydował o wysadzeniu wałów rzeki Huang-ho w Szenczou.

Za życia Stalina utrzymywano, że w 1941 r. zaporę zburzyli niemieccy lotnicy. Powstał nawet propagandowy film, w którym Rosjanie zmontowali niemieckie kroniki filmowe, pokazujące skutki jej zburzenia, z kadrami z bombardowania powierzchni jakiegoś jeziora. Cenzorski zapis o katastrofie obowiązywał zapewne nie tylko w ZSRR, skoro Zbigniew Wójcik w wydanej w 1966 r. książce „Katastrofy zapór wodnych” napisał o niszczeniu przez alianckie lotnictwo zapór w Niemczech i o „najstraszliwszej w skutkach” katastrofie w Chinach, a o Dnieprogesie nie wspomniał. A wtedy obowiązywała już nowa, chruszczowowska wersja zdarzeń – o wysadzeniu zapory przez Rosjan, aby wywołaną powodzią zniszczyć niemieckie przeprawy przez Dniepr i potopić niemieckich żołnierzy. O ofiarach wśród swoich zaczęto mówić w latach gorbaczowowskiej głasnosti. A nie była to jedyna biała plama w historii Dnieprogesu.

Lenin nie wymyślił elektryfikacji

Miasto Zaporoże lokację zawdzięcza Katarzynie Wielkiej, która w miejscu, gdzie kończą się porohy (granitowe progi przegradzające koryto Dniepru), obok wyspy Chortycy (siedziby Siczy Zaporoskiej), postawiła twierdzę Aleksandrowsk. Przy niej i przy później wybudowanej linii kolejowej wyrosło powiatowe miasto, któremu w 1921 r. bolszewicy zmienili nazwę na Zaporoże.

O bezpiecznej żegludze po czwartej co do długości rzece Europy myślano już przed wiekami. W XIX w. powstało kilka planów zalania groźnych porohów poprzez budowę tam, które miały podnieść poziom wody w Dnieprze, ale okazało się to zbyt kosztowne. Dopiero wykorzystywanie spiętrzonej wody także do napędu turbin w elektrowniach wodnych (te budować zaczęto pod koniec XIX w.) mogło zmniejszyć koszty. W 1905 r. na biurko cara Mikołaja II trafił plan budowy na Dnieprze zapory z elektrownią, potem kolejne, które też pozostały na papierze. Aleksander Winter, który w latach 1927–32 kierował budową zapory i elektrowni, w propagandowej broszurze pisze, że ziemi nad Dnieprem obszarnicy i członkowie rodziny carskiej nie zgodzili się odstąpić pod budowę. „Wielka Październikowa Rewolucja usunęła i tę przeszkodę” – wspomina.

Dnieprostroj (a po uruchomieniu Dnieproges – od Dnieprowskaja Gławnaja Elektriczeskaja Stancja), obok huty w Magnitogorsku, był sztandarową inwestycją pierwszej sowieckiej piatiletki (plan 5-letni) i zarazem państwowego planu elektryfikacji Rosji (GOELRO), powstałego (jak głosiła propaganda) z inspiracji Włodzimierza Lenina, autora hasła: „Komunizm to władza radziecka plus elektryfikacja całego kraju”. Dziś rosyjskie publikacje przyznają, że państwowy plan elektryfikacji z 1920 r. nie narodził się w głowie Lenina gdzieś na zesłaniu, podczas rozmów z Glebem Krzyżanowskim (późniejszym szefem komisji planu GOELRO), lecz był kontynuacją przedwojennych planów, na czym akurat bolszewik Krzyżanowski, energetyk z przedrewolucyjnym stażem, się znał. Projekt Dnieprostroju, największej wtedy elektrowni wodnej w Europie, z zaporą wysokości 60 m i długości 760 m, opracował zespół kierowany przez prof. Iwana Aleksandrowa. Zastanawiano się, czy robót nie zlecić zagranicznej firmie, lecz ostatecznie zdecydowano, że kierownictwo budowy obejmą rosyjscy inżynierowie z Winterem na czele, natomiast amerykańscy zostaną konsultantami.

Przez pół wieku radziecka cenzura nie puściłaby artykułu o Dnieprostroju z tytułem „Symbol radziecko-amerykańskiej przyjaźni”. Dziś w prasie ukraińskiej Wiktor Nowickij przyznaje, że Amerykanie konsultowali projekt i nadzorowali budowę. Z USA pochodziły też hydrogeneratory. Sześciu amerykańskich inżynierów, z ich szefem płk. Hugh Cooperem, „za szczególnie wydajną pracę” odznaczono orderami Czerwonego Sztandaru Pracy.

Z ujawnianych archiwalnych materiałów i wspomnień „dnieprostrojców” wynika, że do budowy zapory nie kierowano więźniów. Były natomiast nakazy pracy, zresztą tysiące osób same się zgłaszały. W listopadzie 1927 r. na budowie pracowało 13 tys. osób, w październiku 1931 r. – 43 tys., a w 1932 r. – 63 tys. Warunki pracy i życia były złe, co dostrzeżemy na zachowanych fotografiach, a nie zauważymy na pełnych entuzjazmu i patosu propagandowych filmach z tej budowy.

Winter we wspomnieniach chwali się, że pierwsze, co w Zaporożu postawił, to wielki kombinat żywienia zbiorowego, w którym wydawano do 20 tys. posiłków, w tym 8 tys. obiadów (nie podał już, że kuchenne kotły wykonano z 32 ton metalu z dzwonów twerskiego soboru). Szczyci się też, że w 1931 r. na budowie zapory położono 500 tys. m sześc. betonu – więcej niż kiedykolwiek dotąd na świecie. Przemilcza, że te tony betonu miesiły i ubijały nogami setki kobiet – betonszczic.

Koszmarne warunki pracy rzadko mogli lub chcieli dostrzec przywożeni do Zaporoża zachodni komunizujący pisarze i tzw. postępowi dziennikarze, poprzez których bolszewicy starali się wywoływać sprzyjające im nastroje wśród zachodnich elit (także polskich). „Ze wszystkiego, co dotychczas widziałem w ZSRR, najpiękniejsze – to Dnieprostroj i w ogóle budownictwo” – pisał w liście Władysław Broniewski. „Od czasu książki »Moja podróż do Rosji« jestem na czarnej liście u sowieckich urzędników. Proszą co pewien czas wszystkich literatów i karmią kawiorem, a ja za karę muszę siedzieć w domu” – skarżył się natomiast Antoni Słonimski. Dla niego tempo rozwoju radzieckiej gospodarki nie było ewenementem, skoro „Stany Zjednoczone, reprezentowane w 1900 r. na wszechświatowej wystawie w Paryżu przez wigwamy ze skór, po latach czternastu były największą potęgą przemysłową świata”.

Z sowieckiej gigantomanii wyśmiewała się satyryczna „Mucha”, drukując w 1933 r. „List komisarza Tryfona Połusztannikowa z S.S.R. do brata Hilarego Pół-Spodeńskiego, urzędnika XII-ej kat. w Pińsku”, w którym ten pierwszy pisze o gigantycznym Dnieprorozstroju. „Elektryczności tam się produkuje, że choć czapkami wynoś! Tymczasem – jasna rzecz – nie ma do czego jej przymienić, no jak w każdej chałupie lampek elektrycznych nawkręcamy, iluminacja będzie, można powiedzieć, galowa. Inne też, niemałopoważne, projekty są postanowione. (…). Krymski klimat będzie różnemi rurami na Kreml sprowadzany, dla ogrzania tow. Stalina, któremu czas do czasu zimny dreszcz po grzbiecie przebiegnie”.

Ale nasi twórcy tłumaczyli też radzieckie utwory o Dnieprogesie (choćby Julian Tuwim) i pisali własne. Po wojnie do śpiewników trafiła pieśń zaczynająca się zwrotką: „Warczą motory na Dnieprostroju, sztandar powiewa czerwony, a na zachodzie idą do boju proletariuszy miliony”. Odbudowie Dnieprogesu głosem lektora Andrzeja Łapickiego kibicowała Polska Kronika Filmowa. Wydano u nas powieści Fiodora Gładkowa o wiele mówiących tytułach: „Energia” i „Cement”.

Według smaku i możliwości

Dnieproges miał ruszyć 1 października 1932 r. i ta data widniała na zaproszeniach. Oczekiwano na Stalina, ale ten był zajęty i poradził, by obiekt uruchomić 10 października, w rocznicę urodzin naczelnika budowy Wintera. Z Moskwy przyjechali m.in. Michaił Kalinin (formalnie głowa państwa), Sergo Ordżonikidze i francuski pisarz komunista Henri Barbusse oraz zagraniczni korespondenci. Dnieprostrojec Boris Weide, na początku zwykły robotnik, a pod koniec budowy kadrowiec, pisał: „dwa dni trwały bankiety w restauracjach na prawym i lewym brzegu. Na stołach – wielki wybór dań, wina z piwnic Massandry [najsłynniejszych na Krymie – red.]. Demokracja była pełna: w pobliżu słynnego dowódcy brygady siedział zwykły rolnik, z akademikiem toasty wznosił montażysta (…). W biurach wydziałów stały stoły z wódką, mięsem, chlebem. Każdy mógł wypić i zakąsić, według swego smaku i możliwości”.

W Zaporożu był wtedy Jan Berson, korespondent „Gazety Polskiej”. W swojej relacji cytuje Ukraińca, delegata z kołchozu: „odezwał się po uroczystości mniej więcej, jak następuje: »Niechaj ełetryku zabyrajut’u Miskwu – a chlib ostawliat na Ukraini«”. Berson pisał, że „koszta budowy Dnieprostroju podają źródła sowieckie na 230 miljonów rubli… Cena jest wielokrotnie większa”. Dziś wiemy, że aby pokryć koszty budowy, za granicę wyprzedawano zbiory sztuki z Ermitażu oraz zboże, co już w roku otwarcia Dnieprogesu i w następnym przyczyniło się do klęski Wielkiego Głodu na Ukrainie i Powołżu. I może dlatego na zdjęciach z otwarcia Dnieprogesu widać nie tylko rewolucyjne hasła i przodowników pracy, ale i żołnierzy w szynelach do ziemi i bagnetami na karabinach, przedzielające dnieprostrojców i gości.

Niemniej z Dnieprogesu, który otrzymał imię Lenina, z tej „perły planu GOELRO” radziecka Rosja była dumna, a uniesieni rewolucyjnym duchem niektórzy rodzice córkom zaczęli nadawać imię Elektryfikacja. Zaporę jeździły oglądać wycieczki. Wyrosło też socjalistyczne miasto Zaporoże, z hutami i zakładami przemysłu maszynowego.

Przykład ofiarnego sabotażu

Rosjanie zniszczyli w elektrowni w 1941 r. amerykańskie hydrogeneratory. Zrobili to w prosty sposób, o czym z podziwem we „Wspomnieniach” pisze Albert Speer, minister uzbrojenia III Rzeszy. Podczas pracy turbin jedna osoba przestawiła dźwignie odcinające dopływ oleju smarnego, by pozbawione smaru maszyny przegrzały się i „dosłownie pożarły same siebie, zamieniając się w stosy bezużytecznego złomu”. W ich miejsce Niemcy wstawili własne turbiny i w 1942 r. elektrownię ponownie uruchomili.

Rozkaz Stalina przez lata pozostawał tajny, choć już we wrześniu 1941 r. pisały o nim amerykańskie i angielskie gazety, m.in. tygodnik „The Illustrated London News”: „Wielka dnieprowska zapora, duma całego ZSRR, zniszczona na rozkaz Stalina”. Solomon Łozowski, wtedy zastępca szefa Sowinformbiura (Radzieckiego Biura Informacyjnego), miał powiedzieć: „Wysadziliśmy to pierwsze dziecko pierwszej radzieckiej pięciolatki dlatego, by nie wpadło w ręce bandytów Hitlera”. Kpt. Falls, korespondent wojenny, napisał: „…Jest mało prawdopodobne, by był w ZSRR jakiś inny większy przedmiot do dumy. A został on teraz zniszczony w mgnieniu oka. Przy tym szczególnej szkody Niemcom to nie przyniosło. W ten sposób zademonstrowano rosyjską gotowość do poświęcenia wszystkiego, do nierezygnowania z walki. (…) Ten przykład ofiarnego sabotażu będzie jednym z największych w historii świata”.

Ofiarny sabotaż w sporej mierze poszedł jednak na marne. Niektórzy historycy uważają, że zaporę wysadzono przedwcześnie, co utrudniło ewakuację na wschód dwóch radzieckich armii i korpusu kawalerii. Niemców oraz ich węgierskich i rumuńskich sojuszników interesowały przeprawy przez Dniepr znacznie powyżej Zaporoża, w kierunku na Donbas, a także przeprawy na południu, bliżej morza i Krymu.

Dr Władysław Moroko, historyk z zaporoskiego uniwersytetu, w swoich wypowiedziach podkreśla, że o zamiarze wysadzenia zapory nie zostali uprzedzeni dowódcy oddziałów wojska i mieszkańcy, a poza tym źle wyliczono wielkość ładunku i zamiast planowanej 35-metrowej powstała ogromna 165-metrowa wyrwa. Jednak inni historycy i lokalni politycy o komunistycznym i prorosyjskim nastawieniu twierdzą, że to dzięki rozkazowi Stalina Niemcy zajęli miasto dopiero 45 dni po wysadzeniu zapory, co umożliwiło ewakuowanie z Zaporoża na wschód 22 przedsiębiorstw o strategicznym znaczeniu: całych linii technologicznych, surowców, dokumentacji i załóg. Pojawiają się też wypowiedzi kwestionujące rozmiar strat spowodowanych wysadzeniem zapory, a zwłaszcza strat w ludziach, których w wojennej zawierusze nikt nie liczył. Stąd mamy tak skrajne szacunki liczby ofiar, od pułku radzieckich żołnierzy broniących wyspy Chortycy i 1,5 tys. żołnierzy niemieckich po 20 tys. żołnierzy radzieckich, 80 tys. mieszkańców doliny Dniepru i nieznaną bliżej liczbę uchodźców.

W 1944 r. zapadła decyzja o odbudowie Dnieprogesu, który ponownie mocno ucierpiał w październiku 1943 r. podczas wyzwalania Zaporoża spod niemieckiej okupacji i tym razem rzeczywiście od niemieckich bomb. Za podniesienie z ruin Dnieprogesu i położonej obok huty odpowiadał sekretarz obwodowego komitetu partii. Od 1946 r. był nim Leonid Breżniew, odkomenderowany tu z aparatu politycznego armii. Za odbudowę Dnieprogesu i Dnieprostalu dostał swój pierwszy z ośmiu Orderów Lenina.

Coraz mniej jest świadków wydarzeń z 1941 r., których wcześniej nikt nie dokumentował. Oleksij Docenko w telewizyjnym filmie mówi o Dnieprze czerwonym po wybuchu od krwi. W internecie znajdziemy opis nadbrzeżnych drzew, na których po ustąpieniu wody wisiały zwłoki potopionych „obrońców socjalistycznej Ojczyzny”. Opisy te kwestionowane są przez tych, którzy do dziś wierzą, że sowieckie władze nie mogły czegoś takiego zrobić swoim obywatelom. Dla nich wyciągana dziś na wierzch liczba 100 tys. ofiar wysadzenia Dnieprogesu to tylko wroga propaganda ukraińskich faszystów. Dopiero od 2010 r. małe grupy działaczy narodowych w rocznicę wybuchu organizują w Zaporożu modlitewne czuwania i marsze pamięci.

Polityka 33.2014 (2971) z dnia 11.08.2014; Historia; s. 56
Oryginalny tytuł tekstu: "Dnieprowskie tsunami"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną