Historia

Koń helsiński

KBWE – polityczna broń obosieczna

Plenarna sesja konferencji helsińskiej, podpisanie aktu końcowego w Pałacu Finlandii Plenarna sesja konferencji helsińskiej, podpisanie aktu końcowego w Pałacu Finlandii EAST NEWS
40 lat temu w Helsinkach podpisano dokument, który miał utrwalić podział Europy na komunistyczny Wschód i demokratyczny Zachód. A stał się narzędziem rewolty.
Erich Honecker (NRD) i Helmut Schmidt (RFN) na konferencji w Helsinkach, 1975 r.Bundesarchiv/Wikipedia Erich Honecker (NRD) i Helmut Schmidt (RFN) na konferencji w Helsinkach, 1975 r.

Pomysł, aby europejska konferencja potwierdziła powojenne status quo, narodził się w Moskwie. Przywódcy ZSRR chcieli uzyskać międzynarodową legitymizację swoich wojennych zdobyczy, które nie zostały potwierdzone przez traktat pokojowy z Niemcami, gdyż nigdy go nie podpisano. Chodziło o gwarancje terytorialnej integralności zarówno dla Związku Radzieckiego, który w wyniku drugiej wojny światowej powiększył swoje terytorium o kraje bałtyckie, polskie Kresy Wschodnie i część Rumunii, jak i jego środkowoeuropejskich satelitów, w tym NRD. Kremlowi zależało również na potwierdzeniu suwerenności państw komunistycznych, pojętej jako brak ingerencji w ich sprawy wewnętrzne. A także na rozwoju współpracy gospodarczej, z czym wiązano nadzieje na dostęp do nowoczesnych technologii. Cena, jaką komuniści musieli za to zapłacić, okazała się jednak wysoka.

Od Rapackiego do Gromyki

Oficjalną propozycję europejskiej konferencji bezpieczeństwa zbiorowego i współpracy wysunął minister spraw zagranicznych PRL Adam Rapacki na forum ONZ w 1964 r. Rozmowy przygotowawcze na temat przyszłego porozumienia, mającego być politycznym zwieńczeniem odprężenia, rozpoczęły się jednak dopiero w 1972 r., po zawarciu układów RFN-ZSRR i RFN-PRL oraz porozumienia czterech mocarstw w sprawie Berlina. Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie po raz pierwszy zebrała się, na szczeblu ministrów spraw zagranicznych, w Helsinkach w 1973 r. Spośród istniejących wówczas w Europie państw tylko maoistowska Albania odmówiła w niej udziału. Pełnoprawnymi uczestnikami były natomiast USA i Kanada.

Udział Stanów Zjednoczonych był pierwszym sukcesem Zachodu. W zamyśle sowieckim z KBWE miały być wyłączone mocarstwa pozaeuropejskie, co mogło zapoczątkować wypychanie Amerykanów z Europy i marginalizację NATO. Tego właśnie obawiali się sojusznicy USA na starym kontynencie, przekonując Waszyngton do udziału w rozmowach. Szef amerykańskiej dyplomacji Henry Kissinger pozostawał sceptyczny, preferując dwustronne negocjacje pomiędzy supermocarstwami zamiast żmudnych, wielostronnych dyskusji na temat takich kwestii, jak wymiana kulturalna czy poszanowanie praw człowieka. W tej ostatniej sprawie, która okazała się najważniejszym osiągnięciem konferencji, główną rolę odegrali dyplomaci krajów tzw. Dziewiątki, czyli Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, poprzedniczki Unii Europejskiej.

Wszelako gdy 1 sierpnia 1975 r. przywódcy 35 państw uroczyście podpisali Akt końcowy KBWE, komentarze dalekie były od entuzjazmu. Wydawało się, że głównym beneficjentem umowy jest ZSRR, uzyskując przypieczętowanie jałtańskiego podziału Europy, a także utrwalenie podziału Niemiec. Po uważnej lekturze dokumentów helsińskich można się było jednak przekonać, że sprawy nie są tak jednoznaczne. Zapisano w nich na przykład, że państwa sygnatariusze „będą powstrzymywać się od jakiejkolwiek formy ingerencji zbrojnej lub groźby takiej ingerencji”. Za niedopuszczalne uznano także wywieranie „jakiegokolwiek militarnego lub politycznego, gospodarczego lub innego nacisku zmierzającego do podporządkowania swym własnym interesom wykonywania przez inne państwo uczestniczące praw wynikających z jego suwerenności”. Ewidentnym pogwałceniem tego punktu byłaby więc „bratnia pomoc” w rodzaju inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. A aprobatę dla powojennych zmian terytorialnych podważył prezydent USA Gerald Ford, podkreślając w przeddzień podpisania Aktu, że Stany Zjednoczone nigdy nie uznały aneksji państw bałtyckich przez ZSRR.

Kongres wiedeński bis?

Jednak przede wszystkim obóz komunistyczny zobowiązał się do poszanowania praw człowieka i podstawowych wolności: myśli, sumienia, wyznania i przekonań. A także do uznania praw narodów do samostanowienia. Kwestie te obejmował tzw. trzeci koszyk porozumień, które mówiły także o wolnym przepływie opinii i informacji między ludźmi i krajami.

Sygnatariusze Aktu końcowego – w imieniu PRL podpisał go Edward Gierek – zobowiązali się do popierania kontaktów swoich obywateli z zagranicą, ułatwiania im podróży, łączenia rodzin, organizowania spotkań młodzieży, wymiany naukowej itp. Rządy państw sygnatariuszy miały zachęcać „do korzystania z obywatelskich, politycznych, ekonomicznych, społecznych, kulturalnych i innych praw oraz wolności, które wynikają z przyrodzonej godności osoby ludzkiej i mają podstawowe znaczenie dla jej swobodnego i pełnego rozwoju”.

Podczas spotkania z kanclerzem RFN Helmutem Schmidtem – w trakcie szczytu w stolicy Finlandii – Gierek zgodził się na wyjazd z Polski 125 tys. osób pochodzenia niemieckiego, głównie Ślązaków i Mazurów. W zamian Niemcy Zachodnie wypłaciły Polsce 1,3 mld marek jako rekompensatę z tytułu wojny, choć ukryto to w bardziej dyplomatycznej formule. RFN udzieliło również PRL długoterminowej i niskooprocentowanej pożyczki w wysokości 1 mld marek.

W ten sposób Zachód, za cenę formalnego uznania granic bloku wschodniego, skłonił Moskwę do deklaracji przestrzegania praw obywatelskich w podporządkowanych jej krajach. Akt końcowy nie miał charakteru tak zobowiązującego jak traktaty międzynarodowe, nie był też wyposażony w mechanizm sankcji za jego łamanie, ale mógł stanowić groźny instrument polityczny.

Nie uszło to uwagi dogmatyków z Biura Politycznego KPZR, obawiających się otwarcia kraju na „trujące wpływy Zachodu”. Poważne kłopoty przewidywał szef KGB Jurij Andropow. Andriej Gromyko, minister spraw zagranicznych ZSRR, który obok Leonida Breżniewa był głównym zwolennikiem porozumień helsińskich, przekonywał towarzyszy z Politbiura, porównując szczyt w stolicy Finlandii do kongresu wiedeńskiego (1815 r.), który zapewnił Rosji na całe stulecie pozycję jednego z dyrygentów koncertu mocarstw w Europie. Mówił też o swoim uzgodnieniu z Kissingerem, w myśl którego Moskwa i Waszyngton miały, niezależnie od formalnych zapisów, powstrzymać się od ingerencji w sprawy wewnętrzne drugiej strony. „Pozostajemy panem we własnym domu” – zapewniał Gromyko.

Tę linię podjęła też propaganda sowiecka, prezentując Helsinki jako dyplomatyczny i geopolityczny triumf ojczyzny światowego komunizmu i osobisty sukces Breżniewa. W istocie, jak napisał jeden z zachodnich analityków, ZSRR zdobył w Helsinkach tytuł do tego, co już miał – swego wschodnioeuropejskiego imperium. A Zachód dostał do ręki środki, za pomocą których mógł to imperium zmienić.

Efekt Helsinek

Polscy opozycjoniści tego wymiaru Helsinek na początku nie dostrzegali. „Nudne pustosłowie, głupie kino, ale cel polityczny jest jasny i dla Rosji ważny: pokazać, że świat uznał rosyjskie podboje terytorialne w Europie po II wojnie światowej i że ta narada zastępuje konferencję pokojową” – zapisał w dzienniku Stefan Kisielewski. Z kolei Leszek Kołakowski oceniał: „Nie zanosi się (…) na to, aby zasada swobodnego przepływu informacji, werbalnie uznana na festiwalu w Helsinkach, mogła w bliskiej przyszłości przestać być tym, czym jest – papierową ozdobą, która uspokaja sumienia zachodnich konstruktorów fałszem podszytej detente”.

Równie negatywne oceny formułowali komentatorzy zachodni. „Nigdy w historii nie włożono tyle wysiłku, w tak długim czasie, aby osiągnąć tak mało” – pisał „New York Times”. Równie krytycznie oceniał Helsinki „Wall Street Journal”. Akt końcowy atakowali Ronald Reagan, wówczas gubernator Kalifornii, widząc w nim ustępstwa wolnego świata wobec „imperium zła”, oraz Margaret Thatcher.

„Zachód nie wierzy, że ZSRR zechce rzeczywiście wypełniać zasady zawarte w dokumencie końcowym. Ja również w to wątpię – notował 6 sierpnia 1975 r. Mieczysław Rakowski. – Odnoszę wrażenie, że nasze rządy będą teraz jeszcze bardziej wyczulone na wszelką »kontrabandę« burżuazyjną i że nie ma co liczyć na to, że osłabną w jakimś istotnym zakresie wszystkie ograniczenia, jakie w dziedzinie wolności istnieją w krajach rządzonych przez komunistów”. Redaktor POLITYKI trafnie oceniał intencje obozu rządzącego, ale zlekceważył potencjał środowisk opozycyjnych.

Najważniejszym – i przez nikogo nieprzewidzianym – efektem Helsinek był użytek, jaki z postanowień KBWE zrobili dysydenci. Rozwijające się w latach 70. w ZSRR, Polsce, Czechosłowacji, na Węgrzech i w NRD środowiska niezależne domagały się od komunistów respektowania zobowiązań Aktu końcowego. Hasło przestrzegania praw człowieka i obywatela stało się głównym żądaniem ruchów opozycyjnych, bardziej dotkliwym dla władz niż tradycyjna retoryka antykomunistyczna. Rewindykacjom opartym na katalogu helsińskim trudno było zarzucić wrogie inspiracje, skoro pochodziły z dokumentów podpisanych przez komunistyczne rządy. Postulaty odwołujące się do tak uniwersalnych norm, jak wolność słowa i wyznania, łatwiej też trafiały do zachodniej opinii publicznej, która była ważnym sojusznikiem wschodnioeuropejskich opozycjonistów. Presję na rządy zachodnie w tym kierunku wywierały pozarządowe organizacje obrony praw człowieka, takie jak Helsinki Watch założona w 1978 r. w Nowym Jorku (działa do dziś jako Human Rights Watch).

Pierwszą grupę obrony praw człowieka w ZSRR utworzono jeszcze w 1969 r., z udziałem m.in. Sergieja Kowalowa. W następnym roku powstał Komitet Praw Człowieka Andrieja Sacharowa. Podpisanie porozumień helsińskich dało temu ruchowi potężny impuls, tym bardziej że prasa sowiecka opublikowała pełny tekst Aktu końcowego. 12 maja 1976 r. Jurij Orłow, Andriej Amalrik, Jelena Bonner, Anatolij Szczarański i inni powołali do życia Społeczną Grupę Sprzyjania Wykonaniu Porozumień Helsińskich w ZSRR, znaną pod nazwą Moskiewska Grupa Helsińska. Zaczęła ona zbierać i upowszechniać informacje o łamaniu zapisów Aktu końcowego w kwestiach humanitarnych przez władze Związku Sowieckiego. Tego samego roku grupy helsińskie powstały na Ukrainie i Litwie, a w roku następnym w Gruzji i w Armenii.

W Polsce do zasad zawartych w dokumentach KBWE odwoływał się w swoich działaniach Komitet Obrony Robotników, utworzony we wrześniu 1976 r. Postulat pełnej realizacji postanowień helsińskich wysunął Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela. W pierwszym apelu ROPCiO z 25 marca 1977 r. przywoływano Akt końcowy jako zobowiązanie władz PRL do poszanowania praw człowieka i wolności jednostki, podkreślając, że zostało to podniesione „do rangi normy rządzącej stosunkami międzypaństwowymi na naszym kontynencie”. Podpis złożony w Helsinkach przez rząd czechosłowacki wykorzystali opozycjoniści w Pradze. Ogłoszona w styczniu 1977 r. Karta 77 deklarowała powołanie wolnej wspólnoty ludzi różnych przekonań na rzecz przestrzegania praw ludzkich i obywatelskich. Jej pierwszymi rzecznikami byli Václav Havel, Jiří Hájek i Jan Patočka.

Raport Madrycki

Podjęte na konferencji helsińskiej zobowiązania nie mogły skłonić komunistów do rewizji założeń ustrojowych czy choćby zmiany stylu rządzenia. Zepchnęły ich jednak do defensywy w kwestii swobód obywatelskich. W gierkowskiej Polsce, szczególnie wrażliwej na międzynarodowe naciski z powodu coraz bardziej rosnącego zadłużenia, skłoniły rząd do ostrożnego obchodzenia się z opozycją, którą nękano na rozmaite sposoby, ale nie zamykano w więzieniach.

Gorszy był los dysydentów w husakowskiej Czechosłowacji, gdzie znacznie mniej przejmowano się opinią zagranicy. Założyciele Karty 77 zostali poddani brutalnym prześladowaniom. Jeszcze ostrzej władze komunistyczne potraktowały uczestników ruchu helsińskiego w ZSRR – wielu, jak Kowalow czy Orłow, spędziło długie lata w łagrach lub zostało zmuszonych do emigracji.

Postępowanie wobec obrońców praw człowieka było najbardziej jaskrawym przykładem gwałcenia tych praw przez rządy, które uroczyście zobowiązały się ich przestrzegać. Dało to Zachodowi tytuł do krytycznej ofensywy wobec krajów komunistycznych na forum konferencji przeglądowych KBWE w Belgradzie (1977–78) i w Madrycie (1980–83). Wiarygodnych informacji o nieprzestrzeganiu przez władze zapisów Aktu końcowego dostarczali opozycjoniści wschodnioeuropejscy.

W Polsce od stycznia 1980 r. działała Komisja Helsińska, którą tworzyli działacze KSS KOR – Aniela Steinsbergowa, Ludwik Cohn, Edward Lipiński i Zbigniew Romaszewski. Przygotowali oni obszerny „Raport Madrycki” (opublikowany w obiegu niezależnym w 1980 r.), dokładnie opisujący liczne przypadki łamania praw człowieka w PRL i represje wobec opozycji. Raport przedstawić miał w Madrycie Romaszewski, ale odmówiono mu paszportu. W stanie wojennym monitorowanie realizacji postanowień helsińskich w Polsce kontynuował podziemny Komitet Helsiński z udziałem m.in. Jerzego Ciemniewskiego, Marka Nowickiego i Jarosława Kaczyńskiego.

Kwestia podstawowych praw człowieka należnych każdej osobie ludzkiej, niezależnie od systemu politycznego, stała się od 1975 r. ważnym elementem stosunków międzynarodowych. W swojej polityce odwoływał się do niej prezydent Jimmy Carter i wielu innych zachodnich mężów stanu, w swoich homiliach mówił o niej papież Jan Paweł II. Ten przełom nie nastąpiłby wszelako bez wschodnioeuropejskich opozycjonistów, którzy nie pozwolili na odesłanie zapisów helsińskich ad acta.

Autor jest historykiem i politologiem, profesorem Collegium Civitas. Ostatnio wydał „Na przekór geopolityce. Europa Środkowo-Wschodnia w myśli politycznej polskiej opozycji demokratycznej 1976–1989”.

Polityka 31.2015 (3020) z dnia 28.07.2015; Historia; s. 54
Oryginalny tytuł tekstu: "Koń helsiński"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

PiS wprowadza „ruski ład”? Polska spiera się z UE, Kreml klaszcze

„Ruski ład” w Polsce to scenariusz, któremu Kreml kibicuje od lat. Zresztą do tej pory prognozy Rosjan sprawdzają się co do joty. Co to oznacza? Że Polska z Unii formalnie wprawdzie nie wystąpi, ale osunie się na jej peryferie.

Agnieszka Bryc
22.07.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną