Historia

Buntownicy znad Dniepru

Ukraiński ruch literackiego oporu w ZSRR

Wasyl Stus, zdjęcie z kartoteki milicyjnej, 1980 r. Wasyl Stus, zdjęcie z kartoteki milicyjnej, 1980 r. AN
Bunt ukraińskich szistdesiatnyków, czyli pokolenia lat 60., nie nosił masowego charakteru jak na Zachodzie. Jednak jego uczestnicy ryzykowali w starciu z machiną totalitarnego państwa znacznie więcej niż ich koledzy nawet w PRL.
Sergo ParadżanowEAST NEWS Sergo Paradżanow
Wołodymyr CzornowiłAN Wołodymyr Czornowił
Połowa lat 60. XX w., członkowie Związku Pisarzy Ukrainy, od prawej: Jewhen Swerstiuk, Lina Kostenko, Iwan Switłyczny, Iwan Dracz, Iwan Dziuba, Mykoła WinhranowskiAN Połowa lat 60. XX w., członkowie Związku Pisarzy Ukrainy, od prawej: Jewhen Swerstiuk, Lina Kostenko, Iwan Switłyczny, Iwan Dracz, Iwan Dziuba, Mykoła Winhranowski

Miano szistdesiatnyków przylgnęło do pokolenia ukraińskiej inteligencji, głównie humanistów, które weszło w dorosłość na przełomie lat 50. i 60. XX w. Ten niesformalizowany i elitarny ruch był nastawiony głównie na walkę z rusyfikacją i odrodzenie ukraińskiej kultury narodowej. Jego uczestnicy początkowo nie wysuwali haseł politycznych, ale jedynie sprzeciwiali się wszechobecnemu kłamstwu, obłudzie i nachalnej propagandzie oraz pragnęli twórczo rozwijać ukraińską kulturę narodową i bronić swobód religijnych.

Jednym z pierwszych ośrodków ich ruchu był kijowski Klub Młodzieży Twórczej. Pod pomnikiem Tarasa Szewczenki w stolicy Ukrainy publicznie czytano dzieła klasyki ukraińskiej. Pojawiły się wówczas nowe tytuły wydawane po ukraińsku. Nastąpił intensywny rozwój badań historycznych, językoznawczych i literaturoznawczych, co przejawiało się m.in. w zorganizowaniu w 1963 r. w Kijowie Kongresu Kultury i Języka. Nawet władze sowieckiej Ukrainy postulowały, by w większym stopniu używać języka ukraińskiego na studiach wyższych i w tym języku korespondowały z Moskwą.

Do podjęcia takiej aktywności zachęcał klimat odwilży, jaki zapanował w ZSRR po śmierci Józefa Stalina. Ten okres względnej, kontrolowanej swobody nie potrwał zbyt długo. Usunięcie Nikity Chruszczowa i objęcie władzy przez Leonida Breżniewa w październiku 1964 r. przyniosło zmianę kursu. Zresztą już sam Chruszczow na przełomie 1962 i 1963 r. skrytykował „pokojowe współistnienie w sferze ideologii”, zaś inteligencję twórczą określił mianem „kosmopolitów, formalistów i odszczepieńców”. Wszelkie działania na rzecz zachowania i rozwoju kultury narodowej stygmatyzowano jako „burżuazyjny ukraiński nacjonalizm”, a zatem działalność antysowiecką. Nauczyciel muzyki Mykoła Horbal trafił do więzienia jedynie za napisanie wiersza po ukraińsku, którego zresztą nigdzie nie opublikował. W kwietniu 1964 r. rektor Uniwersytetu Kijowskiego własnoręcznie rozbił wykonany niedawno w foyer uczelni przez grupę młodych artystów, m.in. Ałłę Horską, witraż przedstawiający Tarasa Szewczenkę. Dzieło uznano za chybione ideologicznie, gdyż wywoływało wrażenie, że ukraiński wieszcz znajduje się za kratami.

Cienie zapomnianych przodków

24 maja 1964 r. wybuchł pożar w bibliotece Akademii Nauk USRR w Kijowie. Spłonęło 600 tys. wolumenów, w tym bezcenne rękopisy i starodruki. Podpalaczem okazał się pracownik biblioteki, niejaki Pohrużalski. Skazano go na 10 lat więzienia i uznano za niezrównoważonego psychicznie. Nie wszyscy dowierzali tej wersji wydarzeń, podejrzewając działania KGB. Publicysta i literaturoznawca Jewhen Swerstiuk zainicjował napisanie na ten temat zbiorowej, anonimowej, wydanej w samwydawie (wydawnictwo samodzielne, ukraiński odpowiednik rosyjskiego samizdatu) książki „Z okazji procesu nad Pohrużalskim”. Stała się ona jednym z głośniejszych utworów krążących w drugim obiegu na sowieckiej Ukrainie w drugiej połowie lat 60.

Już latem 1965 r. ukraińskich działaczy kulturalnych dotknęła pierwsza fala represji. Aresztowania przeprowadzono w Kijowie, Lwowie, Łucku, Tarnopolu i Iwano Frankiwsku. Do więzień trafili m.in. Iwan Switłyczny, Wałentyn Moroz oraz Bohdan i Michajł Horyniowie. Aresztowanym nie przedstawiono początkowo żadnych konkretnych zarzutów. Władza rozpuszczała jedynie pogłoski o wykryciu organizacji nacjonalistycznej, co miało zastraszyć osoby krytyczne wobec systemu.

Nie podziałało to na wszystkich. 4 września 1965 r. w Kijowie pokazano film ormiańskiego reżysera Sergo Paradżanowa „Cienie zapomnianych przodków”. Jego akcja toczy się wśród karpackich Hucułów i stanowi wyraz hołdu dla kultury ludowej. Przed projekcją krytyk literacki Iwan Dziuba wstał i powiadomił zebranych o setkach aresztowań, przypominających charakterem te z 1937 r. Dziubę zepchnięto ze sceny, zabrano mu mikrofon i włączono syreny alarmowe, aby zagłuszyć jego głos. Na wypełnionej po brzegi widowni powstali dziennikarz Wołodymyr Czornowił i poeta Wasyl Stus, apelując: „Kto przeciw tyranii, niech wstanie”. Podniosło się jeszcze kilka osób. W efekcie Stus, Czornowił i Dziuba stracili pracę. Aby się utrzymać, musieli imać się różnych najniżej płatnych zajęć, m.in. stróżów, palaczy, hydraulików, robotników budowlanych.

Sam Dziuba już jesienią 1965 r. napisał i opublikował w samwydawie pracę „Internacjonalizm czy rusyfikacja?”. Powołując się obficie na klasyków marksizmu-leninizmu, poddał w niej miażdżącej krytyce politykę narodowościową w ZSRR. Książkę tę wydano także za granicą, m.in. w 1968 r. w Monachium i Londynie. Z kolei Czornowił, poza pisaniem listów do KC komsomołu i KPU, wydał własnym sumptem książkę „Mądremu biada”, w której zarzucił władzom celowe niszczenie ukraińskiej kultury i opisał procesy osób aresztowanych latem 1965 r. Praca ta również trafiła na Zachód, została opublikowana w Paryżu. Najsłynniejszy z tych procesów rozpoczął się w kwietniu 1966 r. we Lwowie. Sympatycy oskarżonych przynosili im na sale rozpraw kwiaty i demonstrowali przed budynkiem sądu. Zorganizowali także fundusz pomocowy dla uwięzionych i ich rodzin.

Wówczas aktywnymi dysydentami było zaledwie kilkaset osób, głównie w Kijowie i we Lwowie. Brakowało im jednak struktury organizacyjnej, programu politycznego, a nade wszystko bazy społecznej. Jednak samo istnienie niepokornych zmuszało władze do reakcji, gdyż donosiły o nich zachodnie rozgłośnie, a także stanowili oni przedmiot walk frakcyjnych w samej partii. W 1967 r. 67 kijowian podpisało się pod listem wzywającym do zaprzestania aresztowań. Wiosną następnego roku 139 osób – pod listem do sekretarza generalnego KPZR Leonida Breżniewa i premiera ZSRR Aleksieja Kosygina w obronie aresztowanych intelektualistów, przeciwko łamaniu konstytucji, dławieniu krytyki, nietolerancji i nawrotowi do stalinizmu. Pismo utrzymane było w tonie oficjalnej ideologii i wyrażało zaniepokojenie odejściem od postanowień XX Zjazdu KPZR.

Wielki pogrom i Grupa Helsińska

W styczniu 1970 r. z inicjatywy Czornowiła wyszedł pierwszy numer nielegalnego pisma „Ukraiński Biuletyn”. Przez dwa lata wydano ich sześć; zawierały informacje o represjach, teksty literackie i publicystykę. Cztery numery udało się przemycić na Zachód. W listopadzie 1970 r. została zamordowana Horska. Za sprawcę władze uznały jej teścia, którego martwe ciało w dniu następnym znaleziono na torach kolejowych. W środowiskach opozycyjnych powszechnie wierzono, że plastyczka padła ofiarą mordu politycznego, a nie waśni rodzinnych. Jej pogrzeb stał się demonstracją patriotyczną. W grudniu 1971 r., po aresztowaniu Niny Strokatej-Karwańskiej, ukonstytuował się w jej obronie jeden z pierwszych w ZSRR komitetów obywatelskich. W styczniu 1972 r. na święta Bożego Narodzenia (według kalendarza juliańskiego) we Lwowie dysydenci chodzili, nienękani przez milicję, z tradycyjną kolędą.

Władza postanowiła rozprawić się z niepokornymi. Do tego posłużyła sprawa Jarosława Dobosza, Ukraińca z belgijskim paszportem, który przyjechał wówczas do ZSRR i został aresztowany. Zarzucono mu, że był emisariuszem emigracyjnej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. W zamian za wolność i zgodę na opuszczenie kraju Dobosz przyznał się do wszystkiego i publicznie pokajał.

Dało to sowieckiej propagandzie pretekst do przedstawiania dysydentów jako zachodnich agentów. Starano się rozbić „siatkę Dobosza”. W latach 1972–73 z przyczyn politycznych i religijnych aresztowano 70–100 osób. Tylko w nocy z 12 na 13 stycznia 1972 r. uwięziono 20 opozycjonistów. Za kraty trafili praktycznie wszyscy czołowi przedstawiciele odrodzenia narodowego i kulturalnego. Stus i Swerstiuk dostali po 7 lat pozbawienia wolności i 5 lat zesłania. Osoby mniej zaangażowane w działalność opozycyjną, a uznane przez władze za nieprawomyślne zwalniano z pracy lub stanowisk kierowniczych, wyrzucano ze stowarzyszeń twórczych, relegowano z uczelni czy obejmowano zakazem druku. Kręgi opozycyjne nazwały te falę represji wielkim pogromem. Według Stusa represje przemieniły całe pokolenie intelektualistów w pokolenie więźniów politycznych.

Breżniew starał się zaprowadzić nowy porządek i na szczytach władzy w Kijowie. Na majowym plenum w 1972 r. z funkcji pierwszego sekretarza KC KPU zwolniono Petro Szełesta. Został on przeniesiony do Moskwy i zastąpiony przez bardziej gorliwego rusyfikatora Wołodymyra Szczerbićkiego. Zwalczano wszelką ukraińską odrębność, a ze sfery publicznej wypierano język ukraiński, który miał prawo istnieć jedynie w folklorystycznym skansenie. W maju 1979 r. zginął 30-letni popularny kompozytor i piosenkarz Wołodymyr Iwasiuk. Choć w toku oficjalnego śledztwa za przyczynę zgonu uznano samobójstwo, to powszechnie sądzono, że został on zamordowany przez KGB.

W 1980 r. na terenie USRR jedynie 19 proc. czasopism i 24 proc. książek wydano w języku ukraińskim, resztę zaś po rosyjsku, podobnie jak całą prasę specjalistyczną. Ukraińskojęzyczne kanały telewizyjne i radiowe oferowały swym widzom i słuchaczom mało atrakcyjne filmy, programy i audycje. Ukraińscy dramaturdzy byli autorami tylko co czwartej wystawianej w ukraińskich teatrach sztuki. W 1987 r. na 300 tys. uczniów w Kijowie zaledwie 70 tys. pobierało naukę w języku ukraińskim.

Osadzonych więźniów politycznych starano się nakłonić do samokrytyki, kusząc wizją ułaskawienia i darowania reszty kary. Część osób poszła na takie rozwiązanie. Zdecydował się na to nawet częściowo złamany przez władze sam Dziuba, nieformalny przywódca ruchu, który po 18 miesiącach więzienia podpisał list do Rady Najwyższej USRR, w którym przyznawał się do błędów i prosił o ułaskawienie. Wielu jego towarzyszy uznało to za zdradę sprawy. Innych zmuszano do emigracji. W efekcie nasiliły się postawy konformistyczne. Jak wspomina ten okres ukraińska pisarka Oksana Zabużko: „Jedyną zasadą, jaka pozwalała wyżyć, była zasada – siedź cicho”.

Jednak zamiast rozbić nieliczną wszak opozycję, represje po 1972 r. przyczyniły się do jej radykalizacji. W więzieniach aktywiści domagali się przyznania im statusu więźniów politycznych, zrzekali się obywatelstwa ZSRR, potępiali kolegów, którzy wyrazili skruchę i poszli na kompromis z władzą. W 1974 r. po dwóch latach przerwy ukazał się kolejny numer „Ukraińskiego Biuletynu”. Wyrażano w nim otwarcie wrogi stosunek do leninizmu, głosząc postulat zbudowania niezależnego demokratycznego państwa ukraińskiego.

W sierpniu 1975 r. w Helsinkach podpisano Akt Końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Jego sygnatariusze – w tym i ZSRR – zobowiązali się do przestrzegania praw człowieka. Powołując się na ten dokument, w listopadzie 1976 r. założono w Kijowie Ukraińską Grupę na Rzecz Wprowadzania Postanowień Helsińskich. Miała ona swojego przedstawiciela także w Moskwie, gdzie znajdowały się ambasady państw zachodnich. Mimo fali aresztowań w 1985 r. wciąż liczyła 36 osób.

Nadzieja z Polski

Na przełomie lat 1979 i 1980 miała miejsce kolejna fala aresztowań niepokornych, których bezpardonowo skazywano na wieloletnie więzienie. Prześladowanym nadzieję dawał rozwój wypadków w Polsce. Dziennikarz i pisarz Jurij Łytwyn bardzo interesował się Solidarnością. Podpisał się nawet pod deklaracją jej poparcia. Swe uznanie dla tego ruchu społecznego wyraził także Stus. W notatniku „Z łagrowego zeszytu”, przeszmuglowanym na wolność w 1983 r., zadeklarował nawet, że gdyby nie był Ukraińcem, to chciałby być Polakiem. O Solidarności pisał: „Śledzę wydarzenia w Polsce. Niech żyją wolontariusze wolności! Cieszy nieugiętość Polaków wobec sowieckiego despotyzmu, ten ogólnonarodowy zgiełk robi wrażenie; robotnicy, inteligencja, studenci – wszyscy oprócz wojska i policji. (…) Polska robi epokowy krok w totalitarnym świecie i przygotowuje jego upadek. Ale czy polski przykład stanie się i naszym – oto pytanie. (…) Życzę polskim powstańcom najlepszej przyszłości i spodziewam się, że polityczny reżim 13 grudnia nie zdusi świętego ognia wolności”.

Jeszcze w latach 80. aż 60 proc. więźniów politycznych w ZSRR stanowili Ukraińcy (podczas gdy do tej narodowości należało 16 proc. obywateli ojczyzny światowego komunizmu). W więzieniu, do którego trafił w 1980 r., po zaledwie kilku miesiącach wolności, Stus stawał się coraz bardziej bezkompromisowy, ogłaszał głodówki, często był karany karcerem. Wciąż pisał wiersze i starał się je przemycać, m.in. w listach. W 1985 r. rozważano zgłoszenie jego kandydatury do Literackiej Nagrody Nobla. Jednak we wrześniu 1985 r. podczas jednej z głodówek zmarł na atak serca w karcerze w permskiej zonie WS 389/36. W tym samym okresie zmarli w łagrach – nie zawsze w jasnych okolicznościach – także Jurij Ływtyn, Oleksa Tychyj i Wałeryj Marczenko.

Jesienią 1989 r. – czyli już w okresie zaawansowanej pierestrojki – prochy Stusa, Tychego i Łytwyna uroczyście sprowadzono do Kijowa i pochowano na Cmentarzu Bajkowym. Towarzyszyła temu olbrzymia demonstracja narodowa. Były to już inne czasy, do nadejścia których przyczyniła się także odwaga i poświęcenie szistdesiatnyków.

Polityka 7.2016 (3046) z dnia 09.02.2016; Historia; s. 61
Oryginalny tytuł tekstu: "Buntownicy znad Dniepru"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną