Dziwni prezydenci USA. Trzy razy na sto lat wygrywają antysystemowcy
Przeważnie prezydentem USA zostaje wzięty prawnik, który polityczne szlify zdobył w Kongresie i na gubernatorskim stołku, rzadziej sławny generał. Ale trzy razy na stulecie zdarzają się wyjątki.
KŻ/Polityka

Niechciany przez Partię Republikańską, jej kandydat na prezydenta Donald Trump zupełnie nie pasuje do amerykańskiego wzorca kariery politycznej. Nigdy nie zasiadał w Kongresie, nie był gubernatorem ani nawet działaczem partyjnym. Również nie jest przykładem self made mana, choć za takiego lubi uchodzić. Przemilczał ostatnio marne 150 mln dolarów, jakie dostał w spadku po ojcu na początku swej biznesowej kariery.

Jedynym atutem, do którego się przyznaje, jest członkostwo – cytując za nim samym – „Klubu Szczęśliwej Spermy” (member of The Lucky Sperm Club).

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną