Historia

Kaczyński przejął, a nie stworzył „Tygodnik Solidarność”. Prawdziwe świętowanie 35-lecia odbyło się bez niego

Kaczyński przejął, a nie stworzył „Tygodnik Solidarność”. Prawdziwe świętowanie 35-lecia odbyło się bez niego

Daniel Dmitriew / Forum
Poniedziałkowe obchody 35-lecia „Tygodnika Solidarność”, zorganizowane przez przewodniczącego Dudę z udziałem Jarosława Kaczyńskiego, według mnie powinny być więc obchodami 27-lecia przejęcia.

W Teatrze Polskim w Warszawie odbyły się uroczystości 35-lecia „Tygodnika Solidarność”. Uczestniczyli w nich prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło, przew. NSZZ Solidarność Piotr Duda. Gościem głównym był Jarosław Kaczyński, naczelny „Tygodnika Solidarność” od października 1989 r.

Obchodzono więc uroczystości 27-lecia przejęcia TySola, bowiem 35-lecie pisma założonego w 1981 r. i redagowanego przez red. Tadeusza Mazowieckiego powinno się obchodzić na przełomie marca i kwietnia. Na uroczystości nie zaproszono nikogo z redakcji Tygodnika z 1981 r.

Prawie sześć lat temu zaproponowałem kolegom z Tygodnika’81, byśmy uhonorowali tamten czas położeniem kamienia z tablicą w okolicy rogu ul. Batorego i al. Niepodległości w Warszawie, tuż koło stojących do dziś baraków, w których w 1981 r. mieściła się redakcja. Pomysł się spodobał, ale trzeba było jeszcze przekonać Szefa.

Zadzwoniłem, opowiedziałem, spytałem i po chwili milczenia usłyszałem:

Panie Jarku, kamień? To tak trochę jak nagrobny powiedział, przeciągając głos, Tadeusz Mazowiecki.
Panie redaktorze, nie nagrobny, a edukacyjny! – odpaliłem.
A, jak edukacyjny, to proszę bardzo! – powiedział już radośniejszym głosem. Jak powiedział, tak się stało, i na przełomie marca i kwietnia 2011 r. tablica na wielkim głazie została uroczyście odsłonięta.

Trzy lata później ktoś tablicę rozbił. A starać się musiał bardzo, bo bez łomu, kilofa czy czegoś z tego rodzaju sprzętów by nie dał rady.

Ten ktoś nie wiedział, że rozpętał burzę w kręgu żyjących wówczas jeszcze pracowników TySola’81. Odnawiać tabliczkę czy nie odnawiać? Może zostawić ślad nienawiści? Spór trwał, aż – jak w starym dowcipie o leśniczym – sprawę za nas załatwiła burmistrz Ochoty pani Katarzyna Łęgiewicz (bo to kamień na ochockim rogu Pola Mokotowskiego) i tablicę wymieniła.

Czy wówczas zaprosiliśmy późniejszych naczelnych i dziennikarzy pracujących w piśmie o tym samym tytule, wychodzącym do dziś? Nie, nie zaprosiliśmy. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu – honorowaliśmy tamten rok, tamto pismo, w tamtym miejscu, z tamtymi ludźmi. Ale – jak widać na zdjęciu – w odsłonięciu uczestniczyli ci, którzy byli z nami w naszej redakcji w 1981 r., a którzy dziś są gdzie indziej. Na przykład Krzysztof Czabański, który już miał za sobą epizod w Polskim Radiu z namaszczenia Jarosława Kaczyńskiego.

„Tygodnik Solidarność” 1981 był zupełnie innym pismem niż to, którym się stało po październiku 1989 r., czyli po przejęciu redakcji przez Jarosława Kaczyńskiego i po odejściu z redakcji większości dziennikarzy, którzy pracowali z Tadeuszem Mazowieckim. Odeszli, bo usłyszeli na spotkaniu z nowym naczelnym, namaszczonym 13 września 1989 r. przez przewodniczącego NSZZ Solidarność Lecha Wałęsę, kilka konkretnych zdań.

Popołudniowe spotkanie z nowym naczelnym zaczęło się ostro – pisałem wówczas w „Przeglądzie Wiadomości Agencyjnych”. – Nie będę występował w roli oskarżonego – powiedział na spotkaniu w redakcji Jarosław Kaczyński. – Taka była konieczność polityczna. Tak zdecydował Wałęsa. Są trzy ośrodki politycznej dyskusji: OKP (Obywatelski Klub Parlamentarny, którym w Sejmie była solidarnościowa grupa posłów), rząd Mazowieckiego i Związek, czyli Gdańsk – tłumaczył Kaczyński. – Solidarność już utraciła „Gazetę Wyborczą”, nie może więc teraz utracić „Tygodnika”. A działacze związkowi tego się właśnie obawiają. Poza tym powiedziałem wam już i tak dużo, więcej nie powiem, bo ja jestem politykiem, wy jesteście dziennikarzami, czyli ludźmi nadmiernie wrażliwymi, a ja jestem człowiekiem gruboskórnym. Poza tym jest to decyzja KKW [Krajowej Komisji Wykonawczej NSZZ Solidarność – red.] i nie ma odwrotu.

Po tym spotkaniu i deklaracji większości zespołu o opuszczeniu redakcji wydawano jeszcze TySol pod kierunkiem Jana Dworaka do końca września. Ostatni numer na pierwszej stronie miał znamienną grafikę – rękę rozstawiającą pionki na szachownicy. Czy była to ręka Lecha Wałęsy? Czy raczej Jarosława Kaczyńskiego? Czyja by nie była, to i tak od października redaktorem naczelnym i szefem nowego zespołu został Jarosław Kaczyński.

Czym był „Tygodnik Solidarność” w 1981 roku?

„W Polsce roku 1981 »Tygodnik Solidarność« był niepowtarzalnym zjawiskiem. Kronikarzem i świadectwem ówczesnych myśli, przeżyć, dążeń. Bywał trudny w lekturze, w wielu sprawach nadmiernie wstrzemięźliwy, a może też zbyt mało krytyczny dla »naszej« strony. Podlegał cenzurze, ale i podejmował z nią boje, które nie powinny być zapomniane. Ludzie, którzy spotkali się w redakcji wiosną 1981 r., byli pełni entuzjazmu i chcieli coś znaczącego zrobić dla »Solidarności« i dla Polski. Dziś są rozproszeni, związani z różnymi redakcjami lub w ogóle odeszli od pracy dziennikarskiej, wielu podzieliły różnice polityczne. Ale chyba wszyscy z sentymentem wspominają tamten czas” – tak pisał o „Tygodniku Solidarność” A.D. 1981 Andrzej Friszke. Oprócz opracowania opublikowano wówczas cyfrowy reprint 37 numerów, które udało się wydać 35 lat temu – od 3 kwietnia do 12 grudnia 1981 r.

„Tygodnik Solidarność” wydawany był w 1981 r. przez Krajową Komisję Porozumiewawczą NSZZ „Solidarność”. Utworzony został w wyniku realizacji porozumień sierpniowych z 1980 r. Negocjacje i dyskusje nad tym, kto miał być naczelnym i jaki miał być skład redakcji, trwały parę miesięcy. Ostatecznie na posiedzeniu Krajowej Komisji Porozumiewawczej NSZZ „Solidarność” w Gdańsku 7 i 8 stycznia 1981 r. została podjęta uchwała powołująca Tadeusza Mazowieckiego na redaktora naczelnego organu ogólnozwiązkowego – „Tygodnika Solidarność”.

Tadeusz Mazowiecki miał duże doświadczenie jako wieloletni redaktor katolickiego miesięcznika „Więź”. Działał publicznie od trzech dziesięcioleci. Zaczynał ją w Stowarzyszeniu PAX, ale już w 1956 r. był współzałożycielem i jednym z przywódców Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie, a w latach 1961–71 zasiadał w Sejmie jako jeden z pięciu posłów Koła Znak. Należał do inicjatorów zbliżenia katolickich i niekatolickich krytyków systemu, opowiadał się m.in. za niezależnością związków zawodowych od kontroli partyjno-administracyjnej. W 1977 r. był rzecznikiem głodówki korowskiej w kościele św. Marcina, a w 1978 r. współzałożycielem Towarzystwa Kursów Naukowych.

Miał zatem szerokie kontakty i ugruntowaną pozycję w środowisku KIK-ów, wśród księży i biskupów (w tym osobista znajomość z Janem Pawłem II), w wielu środowiskach inteligencji humanistycznej, twórczej, naukowej, w kręgu działaczy KSS „KOR”. Był także osobą znaną za granicą, zwłaszcza we Francji i w Niemczech Zachodnich, jako od wielu lat uczestnik dialogu polsko-niemieckiego. Nie był też postacią nieznaną w kręgach władzy, aczkolwiek postrzeganą tam negatywnie. Do tych bogatych doświadczeń dopisywał od sierpnia 1980 r. nową kartę jako czołowy doradca „Solidarności”.

„Mazowiecki – jak pisał Andrzej Friszke – przychodził do tygodnika, który miał kształtować miliony czytelników, ale też miał być czytany przez przeciwników »Solidarności« w kraju i za granicą. Sposób redagowania pisma i artykuły polityczne miały zwiększać szansę »Solidarności« na przetrwanie i Polski na stopniowe poszerzanie granic wolności. By to osiągać, tygodnik powinien być odważny, ale i roztropny, uderzać we wrogów »Solidarności«, ale też nie prowokować tych, którzy byli niezdecydowani. Za granicą – wschodnią granicą – miał starać się budować przekonanie, że to, co dzieje się w Polsce, jest sprawą Polaków, nie zagraża globalnemu porządkowi, spokojnie i konsekwentnie oswajać Kreml z polską odmiennością”.

Budując redakcję, Mazowiecki zamierzał oprzeć się na wielu środowiskach. Funkcje swoich zastępców powierzył Bohdanowi Cywińskiemu, działaczowi KIK i TKN, autorowi słynnej książki „Rodowody niepokornych”, a w sierpniu 1980 r. także członkowi gdańskiej Komisji Ekspertów, oraz Kazimierzowi Dziewanowskiemu, znanemu dziennikarzowi, reportażyście, eseiście, związanemu z tygodnikiem „Literatura”, ponadto od 1979 r. członkowi kierownictwa Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość”. Sekretarzem redakcji został Artur Hajnicz, niegdyś dziennikarz „Życia Warszawy”, przed laty wielki zwolennik rad robotniczych, w 1968 r. usunięty z redakcji za „rewizjonizm”.

Ułożenie koncepcji pisma i poszczególnych działów redakcyjnych było bardziej skomplikowane. Stosunkowo najłatwiejszym rozwiązaniem było powierzenie kierownictwa działu ekonomicznego Waldemarowi Kuczyńskiemu, opozycjoniście o stażu sięgającym 1965 r., wykładowcy TKN, członkowi gdańskiej Komisji Ekspertów, autorowi książki o gospodarce dekady Gierka „Po wielkim skoku”, którą niezwykle pozytywnie oceniało środowisko ekonomistów.

Pierwsze spotkania redakcyjne odbywały się w gmachu Politechniki Warszawskiej. Mazowiecki zapraszał na rozmowy kolejne osoby, przedstawiał im swoje wyobrażenia i życzenia oraz pytał o zamierzenia. Tam zatrudnił wielu członków redakcji, m.in. w połowie lutego Andrzeja Friszkego (szef działu historycznego). Wśród twórców tygodnika było przeświadczenie, że musi się on różnić w zasadniczy sposób od pozostałej prasy wydawanej w PRL. Chodziło nie tylko o odmienne perspektywy ideowe, właściwe dla „Solidarności”, ale także możliwie bliską więź z czytelnikami. Bez traktowania z góry, co wiązało się z koniecznością publikowania artykułów pisanych zrozumiałym językiem, ale bez nadmiernego upraszczania i dydaktyzmu. Na łamach pisma miały być zamieszczane głosy czytelników, ich spostrzeżenia i refleksje. Dlatego dział listów miał być jednym z najważniejszych w piśmie. Organizowała go Wanda Wojnicz, związana ze środowiskiem literackim. W dziale listów zatrudniono co najmniej kilka niezwykłych indywidualności, m.in. Małgorzatę Łukasiewicz (tłumaczkę literatury niemieckiej), Stanisławę Domagalską, Ryszarda Holzera, Krzysztofa Gottesmana, Macieja Cisłę, Piotra Stańczyka, Wojciecha Brojera.

Dział informacji związkowej Mazowiecki oddał w ręce Jarosława Szczepańskiego, dziennikarza „Expressu Wieczornego”. W dziale byli Józef Ruszar, Zyta Oryszyn, Maciej Ziemba z Wrocławia (po paru miesiącach wstąpił do zakonu dominikanów) i Jan Dworak, ważna postać opozycji demokratycznej, były redaktor „Opinii” i działacz ROPCiO, a także Jerzy Modlinger, którego po trzech miesiącach zastąpił Mateusz Wyrwich. Doszła Katarzyna Banachowska. Zespół ten zajmował się przede wszystkim gromadzeniem i redagowaniem informacji, które zamieszczane były w większości na drugiej i przedostatniej stronie tygodnika. Rok 1981 określano też jako czas „rewolucji teleksowej” – z komisji zakładowych płynęły za pośrednictwem teleksów tysiące informacji do agencji związkowych i właśnie „Tygodnika Solidarność”. Wyłuskując najważniejsze wiadomości spośród zalewu papierowych taśm, dział informacji związkowej przygotowywał serwisy na drugą i przedostatnią stronę tygodnika, które były redagowane najpóźniej. Teleksami płynęły też szersze relacje, wykorzystywane na innych stronach pisma. Informacje, czasami ułamki informacji, stanowiły też nieraz impuls dla reporterów tygodnika. Z tego działu wychodziły też reportaże i rzeczowe sprawozdania o „Solidarności” w poszczególnych regionach. Oceny i analizy tego, co w związku się dzieje, oraz wynikająca stąd publicystyka powstawały w kilku działach i na samodzielnych stanowiskach publicystycznych Wojciecha Arkuszewskiego (byłego współpracownika KOR i redakcji „Głosu”) i Józefa Duriasza, znanego wówczas aktora.

Na czele działu społecznego stanęła Wiesława Grochola, dziennikarka o wielkim doświadczeniu, a później przybyły z POLITYKI Ernest Skalski. Wspierali Krystyna Jagiełło i Andrzej Kaczyński, dołączyli Krzysztof Czabański (poprzednio „Kultura”) oraz Małgorzata Niezabitowska oraz przesunięty z działu listów Krzysztof Gottesman. Dział społeczny i „Tygodnik” zajmował się sprawami całego kraju, a nie tylko sprawami związkowymi. Kompetencje zazębiały się z działem ekonomicznym, w którym pracowali Piotr Rachtan i Teresa Kuczyńska, oraz prawnym, którym kierowała Jolanta Strzelecka, a który wzbogaciła swym piórem Wanda Falkowska, znana dziennikarka, która dla tygodnika porzuciła POLITYKĘ. Poważnie były traktowane dział historyczny prowadzony przez Andrzeja Friszkego oraz dział kulturalny z krytykiem filmowym Krzysztofem Kłopotowskim jako kierownikiem, którego wspierali Anna Schiller i Mirosław Kowalski. Małgorzata Cywińska prowadziła dział rodzinny. Fotoreporterami byli Aleksander Kęplicz, Lesław Wdowiński, Andrzej Szarkowski.

Pierwszy lokal redakcji mieścił się na ul. Malczewskiego 54, ale już w kwietniu redakcja uzyskała obszerne dwupiętrowe pomieszczenia w segmencie przy ul. Batorego 14. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że lokal musiał być „odpowiednio przygotowany” przez Służbę Bezpieczeństwa. Mówiliśmy też, że zapewne wszelkie środki łączności – telefony czy teleksy – mają swoje drugie końcówki na nieodległej Rakowieckiej.

Dwa artykuły na pierwszej stronie pierwszego numeru pisma były deklaracjami programu. Tadeusz Mazowiecki w artykule „Początek rozmów” pisał, że „Solidarność” jako ruch społeczny stała się wyrazem zbiorowej, polskiej nadziei, a losy „Solidarności” – sprawą Polski i jej przyszłości. Udało się stworzyć masowy ruch społeczny i wywalczyć duży obszar wolności, który teraz będzie trzeba wypełnić społeczną aktywnością. Powstanie „Solidarności” jako wielkiego niezależnego i samorządnego związku, który stoi „na straży dokonanych zmian”, otworzyło kwestię dopasowania organizmu państwowego do tej sytuacji. Źródłem nadziei jest zdolność rozwiązywania konfliktów na drodze porozumienia, bez rozlewu krwi. W posłaniu „Do Czytelników” podpisanym przez redakcję pisano, że sensem i racją istnienia pisma jest, by było ono jak najściślej związane z życiem społeczeństwa polskiego oraz by mówiło prawdę, a jeśli – wobec istnienia cenzury – całej prawdy powiedzieć nie będzie mogło, to żeby nie kłamało.

„Czasami nasze milczenie będzie równie wymowne, jak zadrukowane strony”. Podkreślano, że pismo będzie walczyć o prawa ludzi i obywateli, naprawę życia publicznego, gospodarczego i kulturalnego, jednakowe prawa dla wszystkich. „Aby obywatele Polski byli prawdziwymi gospodarzami swego kraju, aby uczestniczyli w rządzeniu i ponosili za nie odpowiedzialność”.

„Tygodnik” pisał o Polsce i lansował wizję przemian. Obszerna dyskusja o programie Związku była zarazem debatą o Polsce i drogach jej naprawy. Liczne artykuły diagnozowały stan polskiej gospodarki. Postulowano środki zaradcze. Cykl artykułów Jarosława Szczepańskiego o Śląsku i górnikach był jedną z pierwszych pogłębionych diagnoz na ten temat w polskiej prasie. Dział prawny pisma podkreślał potrzebę przywrócenia niezawisłości sędziego i sądownictwa, upominał się również o poprawę warunków w więzieniach, a gdy jesienią 1981 r. wybuchły w więzieniach bunty, „Tygodnik” wskazywał na ich obiektywne podłoże. Stały felieton „Ja i moje Prawo”, pisany najpierw przez Jerzego Jedlickiego, potem przez Lecha Falandysza, był cyklem wykładów o prawach obywatelskich. Wiele miejsca poświęcano rolnikom i ich „Solidarności”, a także problemom polskiej wsi.

Pismo nie atakowało wprost systemu politycznego, stawiało postulaty, których spełnienie musiało oznaczać głębokie zmiany systemowe. Podejmowano polemiki z propagandą, zwłaszcza telewizyjną, także w wątkach dotyczących historii. Znakomity reportaż występującej w „Tygodniku” gościnnie dziennikarki „Kultury” Barbary Łopieńskiej „Ja cenzor” (nr 6) ujawniał opinii publicznej sposób działania tej instytucji wszechobecnej, ale nigdy nieopisywanej.

Batalie z cenzurą to odrębny rozdział historii pisma. Redakcja „Tygodnika” nie ulegała łatwo ingerencjom. Toczyła negocjacje i odwoływała się oraz informowała czytelników o postępie prac nad ustawą o cenzurze.

„Tygodnik Solidarność” był pierwszym pismem o takim nakładzie, które podjęło problem mniejszości narodowych, o których istnieniu przez lata nie wspominano. Maciej Kozłowski pisał o Łemkach, Bohdan Skaradziński o Białorusinach, Erwin Kruk o Mazurach. Teksty te były przypomnieniem pozostałości Rzeczypospolitej Wielu Narodów i wynikającego stąd kulturalnego bogactwa.

Wiele miejsca zajmowała historia. Poświęcono artykuły Konstytucji 3 maja, rocznicy powstania listopadowego. Próbowano „odkłamać” tradycje ruchu robotniczego, przedstawiając jego lewicowy, ale niekomunistyczny nurt. Przypomniano dramaty lat wojny artykułami Stefana Korbońskiego o Służbie Zwycięstwu Polski, Władysława Bartoszewskiego o powstaniu warszawskim, Andrzeja Paczkowskiego o Stanisławie Mikołajczyku, Andrzeja Friszkego o Kazimierzu Pużaku. Artykuły te odkłamywały ważne wydarzenia i postacie z najnowszej historii, opacznie przedstawiane w systemie edukacji i propagandy PRL.

Wydrukowano ogromny raport sędziego Mieczysława Szerera o zbrodniach sądowych w stalinowskiej Polsce. O procesach tych pisano po raz pierwszy od wielu lat. Szczególnie dużo pisano o ruchach wolnościowych w powojennej Polsce i związanych z nimi inicjatywach obywatelskich, nigdy dotąd niepoznanych przez szerszy krąg obywateli. Zamieszczono więc obszerne artykuły i wspomnienia o poznańskim czerwcu 1956 oraz o radomskim i ursuskim czerwcu 1976 r., przypomniano wydarzenia października 1956 i grudnia 1970. Opowiedziano historię korowskiego „Robotnika” i „Nowej”, Towarzystwa Kursów Naukowych, Studenckich Komitetów Solidarności, a także początków gdańskiego sierpniowego strajku. Znakomity esej Bohdana Cywińskiego i inne materiały wydane po śmierci Prymasa Wyszyńskiego ukazywały jego drogę zmagania z systemem. Zwrócono też uwagę czytelników na literaturę emigracyjną, choć publikowanie materiałów o paryskiej „Kulturze” czy Radiu Wolna Europa nie było wówczas możliwe z przyczyn cenzuralnych. W rocznicę strajków dokumentowano ich przebieg i ważniejsze dokumenty aż do powstania „Solidarności” w cyklu „Przed rokiem”, a także w reportażach i wywiadach wspomnieniowych.

Prof. Krystyna Kersten, wybitny znawca historii pierwszych lat powojennych, pisała o PKWN, które ujawniały okoliczności jego powstania i dominującą w tej sprawie rolę Stalina, a także przypomnienie i uporządkowanie faktów związanych ze zbrodnią kielecką 1946 roku. Kerstenowa napisała historię pierwszego dziesięciolecia Polski powojennej, która jako wkładka do pisma miała być wydrukowana w numerze 38. Po wprowadzeniu stanu wojennego wkładka została przez władzę zniszczona.

Udało się wydrukować kilka „wkładek” rozprowadzanych wraz z numerem pisma. Ukazały się debata w Krajowej Komisji Porozumiewawczej o sytuacji kraju (nr. 19), sprawozdanie KKP na Zjazd (nr 24) oraz przyjęty na Zjeździe program „Rzeczypospolitej samorządnej” (nr 29). Związek nie dysponował innym wydawnictwem o możliwości druku w zbliżonym nakładzie. Pozostawało wygospodarowanie papieru kosztem objętości numeru i rozprowadzenie dokumentu wraz z tygodnikiem, w jego sieci kolportażu.

TySol był pismem ogólnopolskim, jednak w odróżnieniu od wychodzących wówczas licznych niecenzurowanych biuletynów regionalnych podlegał cenzurze państwowej. Pierwszy numer ukazał się 3 kwietnia 1981 r. w nakładzie pół miliona egzemplarzy. Ukazał się tuż po największym w Polsce czterogodzinnym strajku ostrzegawczym, jaki miał miejsce 27 marca. Ten strajk objął praktycznie całą Polskę. Wówczas też władza komunistyczna była zdecydowana na uderzenie i stłamszenie ruchu „Solidarności”, miała też gotowe listy osób do internowania. Jednak zdecydowała się czekać do połowy grudnia 1981 r. Te trzy kwartały to były trzy kwartały wielkiego „Tygodnika”.

Tygodnik był składany (skład metalowy w kasztach) w drukarni „Expressu Wieczornego”, gdzie dziś mieści się siedziba centrali partii Prawo i Sprawiedliwość i gdzie rezyduje na co dzień Jarosław Kaczyński. Część nakładu drukowano w Warszawie, większą w Łodzi. Rozprowadzany w powszechnym systemie dystrybucji prasy.

Było to miejsce polemiki z władzą, gazetą codzienną wychodzącą raz w tygodniu, podającą przegląd tego, co działo się w kraju, w regionie, na świecie, szczególnie podającym te informacje, które oficjalna propaganda starała się ukryć. Udawało się drukować wiele informacji, które chętnie cenzura zdjęłaby, a nie miała podstaw. Drukowano opowieści o peerelowskich więzieniach i grypserze, co pomogło wielu dziennikarzom aresztowanym czy internowanym łatwiej przeżyć czas w kryminałach. – Kryminalni  odnosili się z wielkim szacunkiem, bo pierwsi o nas napisaliście – mówili.

Tygodnik drukował diariusz wydarzeń na I Zjeździe Solidarności, który odbywał się w dwóch turach we wrześniu i październiku w hali gdańskiej Olivii. Udało się wówczas zwiększyć nakład do miliona, by wieści o tym, co działo się na zjeździe, docierały jak najszerzej. Mimo że nie była to najciekawsza forma dziennikarska, to była to bardzo ważna decyzja.

Jesień 1981 r. przynosiła pesymistyczne pytania, co znajdowało wyraz w radykalizacji komentarzy „Tygodnika”. Mówiły o tym już same tytuły, np. artykułów Ernesta Skalskiego „Kontrola – nie władza!” (nr 30), „Batalia o środki przekazu” (nr 31), „Porozumienie czy fasada?” (nr 36) lub Waldemara Kuczyńskiego „Kryzys zaufania czy systemu politycznego” (nr 34). Znakiem wejścia na obszar dla władzy szczególnie drażliwy był ogromny dwuczęściowy artykuł Krzysztofa Czabańskiego „Przywileje”, poświęcony różnorodnym przywilejom nomenklatury w PRL. Po wielu tygodniach sporów z cenzurą artykuł ukazał się w listopadzie, a czytelnicy poznali ogromną, dobrze dotąd skrywaną sferę rzeczywistości. Reportaż Wiesławy Grocholi obnażał kłamstwa propagandy, zarzucającej „Solidarności” profanowanie grobów żołnierzy radzieckich (nr 32).

Nie wiemy, czy rozchodził się cały nakład, bo władza robiła, co mogła, by ograniczyć oddziaływanie pisma. Ostatni, 37. numer pisma zawierał znakomity reportaż Małgorzaty Niezabitowskiej „Sztandar i drzwi” o Grudniu 1970 r., reportaż Gottesmana i Wyrwicha o ataku milicji na Wyższą Oficerską Szkołę Pożarnictwa, sprawozdanie Józefa Duriasza z obrad radomskich, artykuły Witolda Trzeciakowskiego o Społecznej Radzie Gospodarki Narodowej, której powołania chciała „Solidarność”, oraz Kazimierza Dziewanowskiego o Kongresie Kultury, który zbierał się w Warszawie 12 i 13 grudnia w PKiN. Jan Olszewski udzielił wywiadu o potrzebie samorządu terytorialnego. Najbardziej proroczym, jak się okazało, tekstem był niewielki artykuł Ernesta Skalskiego pt. „Zamach”.

Po wprowadzeniu stanu wojennego kilkunastu dziennikarzy i redaktorów pisma internowano – m.in. Tadeusza Mazowieckiego, Waldemara Kuczyńskiego, Jana Dworaka, Wojciecha Brojera, Małgorzatę Łukasiewicz, Krzysztofa Wyszkowskiego, który był sekretarzem redakcji „Tygodnika” od połowy 1981 r. Wydawanie pisma władze zawiesiły 13 grudnia 1981, ale zlikwidowano je dopiero po likwidacji NSZZ „Solidarność” w październiku 1982 r.

Część pracowników TySola była zaangażowana od grudnia 1981 w różne działania podziemnej „Solidarności”, tworzyli i pracowali na rzecz wielu redakcji „Tygodnika Wojennego”, „Przeglądu Wiadomości Agencyjnych PWA”, „Górnika Polskiego”, „Tygodnika Mazowsze”, „Biuletynu Praworządności Solidarności”.

W czerwcu 1989 „Tygodnik” został reaktywowany pod redakcją Tadeusza Mazowieckiego w nakładzie 100 tysięcy. Zespół w znacznej części złożony z twórców pisma z 1981 r. rozszerzono o m.in. o Ludwikę Wujec, Janusza Jankowiaka, Jana Bryłowskiego, Jana Skórzyńskiego, Michała Boniego, Macieja Zaleskiego.

Po powołaniu przez Sejm Tadeusza Mazowieckiego na stanowisko premiera i przejęciu pisma przez Jarosława Kaczyńskiego stał się pismem praktycznie kontrrządowym. W sensie polityczno-intelektualnym ciągłość „Tygodnika” została zerwana, choć tytuł ukazuje się do dziś – mówi Waldemar Kuczyński. Jednak nie jest to pismo mające cokolwiek oprócz nazwy i wydawcy wspólnego z tym z 1981 r. Tak jak dzisiejsza NSZZ „Solidarność” ma niewiele wspólnego z ruchem społecznym, jakim była w 1981 r.
Co więcej, również z tym, co wywołało i przeprowadziło strajki roku 1988. I tym, co przeprowadziło Polskę przez Okrągły Stół i doprowadziło do pokojowego przejęcia władzy przez ludzi Solidarności.

A trzeba pamiętać, że wśród nich byli obaj bracia Kaczyńscy i Lech i Jarosław, którzy wraz z Tadeuszem Mazowieckim prowadzili negocjacje z komunistyczną władzą tamtego czasu. Bo innej opcji nie było.

Poniedziałkowe obchody 35-lecia „Tygodnika Solidarność”, zorganizowane przez przewodniczącego Dudę z udziałem Jarosława Kaczyńskiego, według mnie powinny być więc obchodami 27-lecia przejęcia.

***

W tekście wykorzystałem obszerne fragmenty opracowania „Tygodnik Solidarność” Andrzej Friszkego, „Biuletyn IPN” nr 7–8 z roku 2005, oraz „Przystosowanie i opór. Studia z dziejów PRL”, Warszawa 2007. Archiwalne numery TS można znaleźć pod tym linkiem.

Reklama

Czytaj także

Nauka

Ożywianie mózgu po śmierci i transplantacja głowy. Czy istnieją granice neuronauki?

Badaczom udało się wznowić niektóre funkcje mózgów pobranych od świń, a inny naukowiec chciałby przeprowadzić transplantację ludzkiej głowy.

Piotr Rzymski
22.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną