W czasach PRL-u z Polski wyjechała przeszło połowa Żydów ocalałych z Zagłady

Czas walizkowych nastrojów
W latach 1945−47, za cichym przyzwoleniem władz, z Polski wyjechało ok. 140 tys. Żydów. To przeszło połowa ocalałych z Zagłady, którzy po wojnie znaleźli się w kraju.
Grupa byłych więźniów Buchenwaldu na pokładzie statku „Mataroa”, który przywiózł uciekinierów z Europy do portu w Hajfie.
Zoltan Kluger/AN

Grupa byłych więźniów Buchenwaldu na pokładzie statku „Mataroa”, który przywiózł uciekinierów z Europy do portu w Hajfie.

Żydowscy emigranci w porcie w Izraelu, 1947 r.
PikiWiki/Wikipedia

Żydowscy emigranci w porcie w Izraelu, 1947 r.

Do 1949 r. oficjalny kurs polityki komunistów wobec ludności żydowskiej zakładał spory margines pluralizmu. Na tzw. Ziemiach Odzyskanych próbowano stworzyć projekt żydowskiego osiedla. Powstawały żydowskie instytucje społeczno-kulturalne, legalnie działało kilkanaście organizacji i partii. Otwierano szkoły, redakcje gazet, kina, teatry i młodzieżowe kibuce. Żydzi zyskali nieograniczoną możliwość podjęcia studiów wyższych i pracy w administracji. Ofertę władz popierali żydowscy komuniści i działacze Bundu. Tymczasem dylemat „zostać czy wyjechać?” dotyczył prawie każdego ocalałego z Zagłady. W jednym z dokumentów Centralnego Komitetu Żydów Polskich pierwsze lata po wojnie określono jako „czas walizkowych nastrojów”.

Do wyjazdów skłaniały setki osobistych powodów, m.in. chęć połączenia się z ocalałymi krewnymi za granicą, nadzieja na rozpoczęcie nowego życia z dala od cmentarza bliskich, marzenia o własnej ziemi i niechęć do krzepnących nad Wisłą rządów. Niewątpliwie ważnym powodem wyjazdów był antysemityzm, który po wojnie stał się powszechnym doświadczeniem ocalałych polskich Żydów, podejmujących próby powrotu w rodzinne strony. Niezdecydowanych zachęcali syjoniści, roztaczając czarną wizję życia w Polsce i podsycając poczucie zagrożenia. Hasło budowy państwa żydowskiego w Palestynie nigdy nie było tak aktualne i tak nośne. „Jadę do Erec Israel – wyznawał jeden z ocalałych w anonimowej ankiecie przygotowanej po wojnie przez Sarę Hurwic. – Polska przestała dla mnie istnieć wraz z moimi rodzicami i wszystkimi 3-ma milionami Żydów. Teraz czuję się tu tak samo obcym jak we wszystkich innych krajach prócz Palestyny”. Podobne odczucia przywołał po latach powstaniec getta warszawskiego Kazik Ratajzer (Simcha Rotem): „Było dla mnie absolutnie jasne, że ten świat, który znałem w Warszawie… że tego świata już nie ma. Nie było ludzi, nie było miejsc. Niczego. Było też dla mnie oczywiste, że nie ma przyszłości dla Żydów w Polsce”. Z takiego założenia wychodzili ocaleni działacze organizacji syjonistycznych, którzy już od drugiej połowy 1944 r. organizowali nielegalne wyjazdy.

Powojenna imigracja Żydów do Palestyny (alija) była zjawiskiem masowym i zorganizowanym. Działania syjonistów sprzeciwiały się polityce imigracyjnej Wielkiej Brytanii, która od objęcia protektoratu nad Palestyną (1922 r.) ściśle limitowała liczby osadników żydowskich. Po Zagładzie możliwość legalnego wyjazdu nadal obejmowała tylko nikły procent chętnych. W latach 1945-47 palestyńskie certyfikaty osadnicze otrzymało jedynie 12 tys. Żydów z Polski. Przytłaczająca większość chcących opuścić kraj korzystała z nielegalnych sposobów przekraczania granicy. W Polsce główną rolę w organizacji przerzutów odegrali działacze Koordynacji Syjonistycznej, znanej szerzej pod hebrajskim słowem Bricha (ucieczka). Tym samym słowem określano zjawisko nielegalnej emigracji Żydów w Europie Wschodniej.

Pierwsze punkty Brichy powstały w 1944 r. w Wilnie i Równem. Ich twórcami byli działacze młodzieżówek syjonistycznych, partyzanci z tzw. grup przetrwania i ocaleni z gett, wśród nich m.in. jeden z dowódców powstania w getcie wileńskim Aba Kowner. Korzystano z tradycji i szlaków nielegalnej emigracji, która rozwijała się w okresie międzywojennym. Poprzez kontakty z emisariuszami z Palestyny, obsługującymi punkty przerzutowe w Rumunii, rozpoczęły się pierwsze wyjazdy z ziem zajętych przez Sowietów (przez Czerniowce) do portów czarnomorskich, a następnie na Bliski Wschód.

Pod koniec 1944 r. członkowie Brichy powołali w Lublinie komitet koordynacyjny. W jego prace włączyli się m.in. byli żołnierze ŻOB ocaleni z getta warszawskiego: Icchak Cukierman ps. Antek, Cywja Lubetkin, Stefan Grajek czy wspomniany Kazik Ratajzer. Później dołączyli także wysłannicy z Palestyny, m.in. Mosze Meiri ps. Ben.

W pierwszej połowie 1945 r. szlaki emigracji rozszerzono na Węgry i Czechosłowację. Tę fazę organizatorzy nazywali grecką, ponieważ osoby wyruszające w podróż szlakami Brichy podawały się za Żydów greckich, uwolnionych z obozów koncentracyjnych. Grecki bluff opierał się na sfałszowanych dokumentach Czerwonego Krzyża. Przerzut odbywał się pociągami, ciężarówkami lub pieszo, najczęściej małymi, kilkunasto-, kilkudziesięcioosobowymi grupami.

Ludzie Brichy szukali chętnych do wyjazdu we wszystkich polskich miastach i miasteczkach, w których pojawiły się większe skupiska ludności żydowskiej. Działalność organizacji była tajna. Używano fałszywych dokumentów i pieczątek, lokale nosiły kryptonimy, a w telegramach posługiwano się szyfrem. Icchak Cukierman wspominał: „Zasada mówiła: nie liczymy się z granicami, prawami, przepisami (…), uważaliśmy, że należy emigrować do Palestyny wszelkimi dostępnymi drogami”. Nieoficjalnie wykorzystywano w tym celu sieć komitetów żydowskich podległych CKŻP. Ważne były także prywatne relacje działaczy z przedstawicielami władzy. Marek Edelman wspominał m.in. o spotkaniach Cukiermana z byłymi żołnierzami Gwardii Ludowej/Armii Ludowej – Januszem Zarzyckim (niebawem szefem Głównego Zarządu Politycznego WP) i Franciszkiem Jóźwiakiem (komendantem głównym MO i wiceministrem bezpieczeństwa publicznego). Owocowały one nowymi możliwościami przerzutu.

Wraz z końcem drugiej wojny nielegalna emigracja przybrała na sile. Powstające obozy dla dipisów (DP, displaced persons, osób wywiezionych na przymusowe roboty do III Rzeszy) w Niemczech i Austrii otworzyły możliwości łatwiejszego przerzutu ludzi za zachodnią granicę. W organizację i opłacanie szlaków na starym kontynencie włączyły się m.in. partie syjonistyczne, Amerykańsko-Żydowski Komitet Rozdzielczy (Joint) oraz żołnierze Brygady Żydowskiej stacjonującej we Włoszech.

Przede wszystkim jednak działania Brichy były powiązane z polityką imigracyjną najważniejszej organizacji syjonistycznej Agencji Żydowskiej, kierowanej przez Dawida Ben Guriona. Jednym z jej założeń był masowy napływ osadników żydowskich do Palestyny i walka o niepodległe państwo żydowskie. Z korespondencji zachowanej w Archiwum Syjonistycznym w Jerozolimie wyłania się także obraz ścisłych powiązań Brichy z Haganą (działającą w Palestynie żydowską organizacją paramilitarną) i podległym jej biurem do spraw nielegalnej aliji (tzw. aliji B), Mossad le-Alija Bet. To właśnie Hagana odpowiadała za organizację 64 statków, które w latach 194548 przetransportowały ok. 70 tys. nielegalnych imigrantów do wybrzeży Palestyny (w tym najsłynniejszego o nazwie „Exodus”).

Od maja 1945 r. trasa Brichy wiodła m.in. przez Słowację do Austrii, a stamtąd do portów włoskich i francuskich. Następnie drogą morską próbowano dopłynąć do Hajfy. Często bez powodzenia. Palestyńska straż przybrzeżna zmuszała wynajęte statki do powrotu lub internowała uciekinierów w specjalnym obozie, który powstał w tym celu na Cyprze. Od sierpnia 1945 r. większość emigrantów kierowano do obozów DP w amerykańskich strefach w Niemczech i Austrii. Ocenia się, że w następnych latach (1946-47) w obozach tych znajdowało się nawet 150 tys. Żydów z Polski. Pomimo intencji syjonistów nie wszyscy emigrujący kierowali się do Palestyny. Dla wielu celem nadrzędnym był wyjazd na Zachód.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną