Samuel Willenberg: cichy bohater z obozu w Treblince

To ja wygrałem
Miał zginąć w piekle na ziemi, ale przeżył. Został adwokatem tych, którzy mieli mniej szczęścia. W ubiegłym roku po raz pierwszy na rocznicy powstania w Treblince zabrakło go – ostatniego świadka.
Samuel Willenberg podczas obchodów rocznicy powstania warszawskiego w 2011 r.
Sławomir Olżacki/Forum

Samuel Willenberg podczas obchodów rocznicy powstania warszawskiego w 2011 r.

Bóg? Tu go nie było! – Samuel Willenberg podnosi głos, jakby chciał, by ten, tam w górze, usłyszał, co ma mu do zarzucenia. Potrząsa głową, aż beret zsuwa się, a jego rzadkie, siwe włosy zaczynają tańczyć na wietrze. Drewnianą laską celuje w niebo i wymachuje nią, jakby groził Bogu. – Szukałem go tu, w Treblince, przez cały czas, ale nie znalazłem! Cichnie nagle. Rozgląda się, jakby liczył na jakąś odpowiedź. Portugalscy turyści przemykają obok, zasłuchani w swoje audioprzewodniki („Obóz natychmiastowej zagłady, drugi po Auschwitz-Birkenau, do 900 tys.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną