Historia

Ciemny pokój

Europa i przełomowy rok 1918

Pochód na Nowym Świecie w Warszawie, 17 listopada 1918 r. Pochód na Nowym Świecie w Warszawie, 17 listopada 1918 r. Muzeum Niepodległości w Warszawie
11 listopada obchodzimy jako dzień odzyskania niepodległości. Ale w tamtym gorącym roku 1918 niepodległość wykluwała się w wielu miejscach Europy. Historia żłobiła nową mapę kontynentu.
Prezydent USA Woodrow Wilson, główny architekt powojennego ładuBiblioteka Kongresu w Waszyngtonie/Wikipedia Prezydent USA Woodrow Wilson, główny architekt powojennego ładu

Początek wojny – mówił Churchill – to wejście po omacku do ciemnego pokoju. Ale wyjście z ciemności to dla oka najpierw oślepiający blask, a dopiero potem porządkowanie rzeczywistości. I tak też było w listopadzie 1918 r. Za koniec I wojny światowej przyjmuje się dzień 11 listopada, gdy w Compiègne czterej niemieccy emisariusze oraz marszałek Francji i trzej brytyjscy wyżsi oficerowie podpisali warunki zawieszenia broni na froncie zachodnim. Ale to data umowna, bo wojna toczyła się nadal, tyle że w liczbie mnogiej, jako „wojny Pigmejów” – znowu Churchill. W czasie trwającej rok paryskiej konferencji pokojowej, jeszcze wiosną 1919 r., naliczono 21 wojen granicznych między nowo powstałymi państwami. A gdyby dodać wojny domowe – wynik rewolucyjnych przewrotów – to ich liczba byłaby jeszcze większa.

Bolesne narodziny nowej Europy rozpoczęły się na długo przed militarną zapaścią Niemiec na froncie zachodnim późnym latem 1918 r. – jeszcze na fali niemieckich triumfów na froncie wschodnim po wybuchu obu rosyjskich rewolucji w 1917 r. Tamten rok był wprawdzie mniej krwawy niż 1916 r. – z „maszynką do mielenia kości” pod Verdun, bitwą nad Sommą, ofensywą Brusiłowa we wschodniej Galicji i tureckim ludobójstwem na Ormianach – ale już otworzył furtkę do dzielenia starych i tworzenia nowych państw. Początkowo na terenach, skąd Niemcy wyparli armie rosyjskie. Po „akcie dwóch cesarzy” (Wilhelma I i Franciszka Józefa) zapowiadającym w listopadzie 1916 r. utworzenie Królestwa Polskiego, a zwłaszcza po ogłoszeniu niepodległości przez Finlandię w grudniu 1917 r., jasne było, że każde z dotychczasowych wielonarodowych imperiów, które przegra wojnę, może mieć do czynienia z secesją.

A nawet Wielka Brytania. 24 kwietnia 1916 r. wybuchło wielkanocne powstanie, które wprawdzie szybko zostało zgniecione przez oddziały brytyjskie, ale ogłoszona wówczas Republika Irlandzka po wojnie irlandzko-angielskiej w 1919 r. rzeczywiście oderwała się od Wielkiej Brytanii. By zaraz wpaść w fazę wojny domowej. To klasyczny scenariusz wielu nowych państw – także Finlandii – potem wstydliwie wypierany z pamięci historycznej lub przesłaniany heroiczną opowieścią o solidarnym zwycięstwie nad dawnym zaborcą czy hegemonem.

Wysyp monarchii

W 1917 r. było na frontach mniej zabitych i więcej sygnałów pokojowych. Jeszcze w grudniu 1916 r. wychodziły one ze strony państw centralnych (Niemcy, Austro-Węgry, Turcja) przekonanych, że są górą. Mało konkretów, sama dyplomatyka. W styczniu 1917 r. prezydent USA rzucił na stół swe 14 punktów – również w sprawie Polski – zwracając się do państw ententy (Wlk. Brytania, Francja, Rosja) o zajęcie stanowiska. Odpowiedziały: niepodległość Belgii, Serbii i Czarnogóry, reparacje i odszkodowania. Przy czym w nocie do Wilsona stwierdzono, że trzeba złamać środkowoeuropejskie imperia. Zatem zarys Wersalu już się pojawił. 1 lutego Niemcy ponownie podjęły nieograniczoną wojnę podwodną, a dwa dni później zatopiły pierwszy amerykański parostatek. A gdy wyszło na jaw, że Berlin proponuje Meksykowi odzyskanie terenów utraconych w 1848 r. na rzecz Ameryki, USA w kwietniu 1917 r. wypowiedziały Niemcom wojnę.

Do rozbioru Ameryki nie doszło, ale Imperium Rosyjskiego jak najbardziej – początkowo w wersji niemieckiej Mitteleuropy czy Ober-Ostu, czyli nowych królestw z niemieckimi koronowanymi głowami. Przy czym Wettyn miał być przysłany Polakom w teczce, a wirtemberskiego księcia Uracha Litwini sami sobie wybrali w lipcu 1918 r. na Mendoga II (co prawda nigdy na Litwę nie dotarł). Podobnie jak nie dotarł heski szwagier Wilhelma II do korony Finlandii, a książę Meklemburgii jesienią 1918 r. nie został władcą Zjednoczonego Księstwa Bałtyckiego. Powstałe w kwietniu 1918 r. państwo ukraińskie też może stałoby się monarchią, gdyby Niemcy wygrali – jak nie z Niemcem na tronie, to może z urodzonym w Wiesbaden byłym carskim oficerem, a teraz z hetmanem Pawło Skoropadskim.

Podstawą tego wysypu monarchii niedokonanych był pokój brzeski podpisany w marcu 1918 r. między bolszewicką Rosją i państwami centralnymi, który miał Niemcom umożliwić przełamanie frontu na Zachodzie, zanim entencie przybędą z odsieczą oddziały amerykańskie. Nadzieje okazały się płonne. Letnia ofensywa niemiecka rozbiła się właśnie o Amerykanów, a jesiennej kontrofensywie brytyjsko-francuskiej Niemcy już nie mieli co przeciwstawić. I w listopadzie zaproponowali zawieszenie broni. Teraz rozpadła się nie tylko kondycja militarna państw centralnych, ale także społeczna i terytorialna...

Niemcy w ogniu

Pęknięcia były widoczne od początku wojny. Nie tylko narodowe – w postaci polskich legionów czy ukraińskich strzelców siczowych. Poparcie wojny przez większość socjalistów po obu stronach frontów – w Niemczech nazywało się to Burgfrieden, we Francji union sacrée – doprowadziło nie tylko do faktycznego rozpadu Międzynarodówki, ale i do podziału niemieckiej socjaldemokracji, co do dziś odbija się czkawką w niemieckiej historii.

Wprawdzie latem 1914 r. wszyscy posłowie SPD poparli kredyty wojenne w nadziei, że służbą na froncie robotnicy zaskarbią sobie poprawę świadczeń socjalnych, a ich partia – polityczne uznanie. Jednak „mniejszościowi socjaldemokraci” wojnę odrzucali. Wśród nich także Róża Luksemburg z polsko-litewskiej SDKPiL, skazana na 14 miesięcy więzienia za publiczne podburzanie do nieposłuszeństwa obywatelskiego. W 1915 r. rozłamu nie dało się ukryć. Jesienią za kolejnymi kredytami głosowało 64 posłów SPD, przeciwko – 20, a wyszło z sali 22. Ale to nie oni byli zaczynem niemieckiej rewolucji w listopadzie 1918 r., lecz konsekwentni przeciwnicy wojny, którzy w marcu 1916 r. utworzyli Związek Spartakusa, a w 1917 r. przyłączyli się do dysydenckiej USPD.

Zapalnikiem niemieckiej rewolucji i abdykacji Wilhelma II była jednak rewolta marynarzy w Kilonii. 30 października odmówili rozkazu wypłynięcia do samobójczej bitwy z Royal Navy. I otrzymali wsparcie portowców oraz obu partii socjaldemokratycznych.

Jeszcze 7 listopada – w pierwszą rocznicę rewolucji bolszewickiej – SPD i USPD wspólnie z żołnierzami przyciągniętymi z koszar ogłaszały utworzenie Wolnego Państwa Bawaria, co przerażonego króla Bawarii skłoniło do abdykacji. Ale już 9 listopada najpierw Philipp Scheidemann z okna Reichstagu ogłosił niemiecką republikę, a chwilę potem Karl Liebknecht sprzed Zamku Królewskiego – republikę socjalistyczną. Wojna domowa wisiała w powietrzu, tym bardziej że nie brakowało obrońców, jeśli nie cesarza, to ancien régime’u i narodowego stanu posiadania. Posiedzeń Reichstagu już nie zwoływano, natomiast za rosyjskim przykładem w całym kraju zaczęły powstawać rady robotnicze i żołnierskie.

W grudniu na berlińskim kongresie rad większość miała SPD. Ale zacięte walki wigilijne, wyparcie żołnierzy i okupacja kancelarii Rzeszy przez domagających się żołdu marynarzy pokazały, że socjaldemokratyczny rząd tymczasowy nie ma kontroli nad wojskiem. Dla radykałów był to sygnał, by brać władzę i zmieniać ustój. Dla rządu, by przedtem przeprowadzić wybory. USPD i komunistyczna KPD utworzona 1 stycznia m.in. przez Różę Luksemburg i Karla Liebknechta poparły strajk generalny. Zajęto redakcje gazet i drukarnie. Kanclerz Friedrich Ebert zdecydował się na użycie siły. Skrajnie prawicowe oddziały paramilitarne złamały strajk, rozstrzeliwując zatrzymanych. Róża Luksemburg i Karl Liebknecht zostali zamordowani.

19 stycznia odbyły się wybory powszechne, które wygrała SPD, choć strajki i walki w Rzeszy trwały aż do maja. 11 sierpnia w Weimarze uchwalono konstytucję. SPD potem jeszcze raz zdecydowanie wygrała wybory. Jednak atmosfera w Republice Weimarskiej daleka była od stabilizacji. Traktat wersalski wzbudził powszechne oburzenie, a ciągnące się od grudnia 1918 do lipca 1921 r. walki Freikorpsu z polskimi powstańcami w Wielkopolsce i na Śląsku stworzyły mit krwawiącej granicy i żądzę odwetu.

Wichry niepodlegości

O ile w Niemczech nieoczekiwana klęska spowodowała społeczny i polityczny wybuch, o tyle Austro-Węgry rozsypały się po cichu, jak zamek z piasku. Po śmierci Franciszka Józefa w 1916 r. mało kto był gotów bronić cesarstwa. Jego wielonarodowa armia była bita niemal na wszystkich frontach – może poza włoskim. Początkiem końca monarchii była kapitulacja sprzymierzonej Bułgarii 29 września. A potem samo się pruło. 6 października ukonstytuowała się w Zagrzebiu rada narodowa Serbii, Chorwacji i Słowenii. Gdy następnie w Sarajewie były premier Węgier Tisza tłumaczył delegatom, jak Wiedeń wyobraża sobie przyszłość Bośni i Hercegowiny, usłyszał tylko hajdemo (idziemy).

Na ogłoszony 16 października manifest „Do moich ludów” trzydziestoletniego cesarza Karola I, o zmianie monarchii w państwo federacyjne, mało kto zważał. 19 października 1918 r. we Lwowie zebrała się ukraińska rada narodowa. 28 października proklamowano w Pradze niepodległość Czechosłowacji. 31 października w Budapeszcie zginął zamordowany przez zrewoltowanych żołnierzy hrabia Tisza, po czym ogłoszono zerwanie unii z Austrią, a w Krakowie władzę objęła Polska Komisja Likwidacyjna. Następnego dnia Ukraińcy zajęli we Lwowie gmachy publiczne, ogłaszając powstanie Państwa Ukraińskiego – co rozpoczęło kilkutygodniową wojnę polsko-ukraińską o to miasto. 11 listopada własną republikę proklamowali Niemcy austriaccy. I 16 listopada także Węgry uznały się za republikę. Były jedynym krajem, do którego – w marcu 1919 r. – dotarł odprysk rewolucji bolszewickiej.

W chaosie pierwszych dni listopada polska niepodległość – ze względu na trzy zabory – wykluwała się w różnych miejscach i różnym czasie. W Krakowie urzędowała PKL. W Warszawie Rada Regencyjna, która zresztą już 7 października ogłosiła niepodległość Polski, ale będąc zależną od okupacyjnych władz niemieckich, nie miała żadnego uznania. W Poznaniu urzędowała nietknięta administracja pruska, ale obok niej już się formowały polskie i niemieckie rady robotnicze i żołnierskie. I wreszcie w Lublinie, który dotychczas był siedzibą austriackiego gubernatora generalnego, zresztą Polaka, w nocy z 6 na 7 listopada socjalista Ignacy Daszyński ogłosił utworzenie Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej. Przewidując miejsce w rządzie także dla Józefa Piłsudskiego.

Do internowanego od lata w Magdeburgu byłego komendanta Legionów już 31 października przyjechał z Berlina hrabia Harry Kessler, by omówić warunki zwolnienia. Piłsudski niczego nie podpisał, ale zapewniał, że obecna generacja Polaków nie pójdzie na wojnę o Poznańskie czy Prusy Zachodnie, dodając zarazem, że mimo socjalistycznej przeszłości nie ma nic wspólnego z bolszewizmem. 11 listopada Piłsudski przyjechał do Warszawy, a hrabia Kessler został pierwszym ambasadorem Niemiec w Polsce. Nie na długo, bo konflikt o polsko-niemiecką granicę był nieunikniony. Choć nie brakowało też – pokrętnej co prawda – współpracy. Podczas gdy w Warszawie Polacy rozbrajali Niemców, to w Paryżu Roman Dmowski przekonał Francuzów, by jednym z warunków zawieszenia broni było utrzymanie niemieckiego kordonu na wschodzie, nim go zluzują oddziały polskie...

Ta wielość inicjatyw i kontekstów sprawia, że data odzyskania przez Polskę niepodległości jest umowna. Dopiero ustawa z 23 kwietnia 1937 r. uznała dzień 11 listopada za święto państwowe. Chyba nie tylko ze względu na powrót Piłsudskiego do Warszawy w 1918 r. Tym gestem Polska stawiała siebie obok mocarstw zwycięskich, dla których 11 listopada był albo świętem państwowym – jak we Francji – albo Dniem Pamięci.

Wojna trzydziestoletnia

Nowe państwa powstałe w 1918 r. początkowy entuzjazm roztrwoniły w wojnach granicznych oraz jałowym nacjonalizmie narodowych mitów i jawnej lub podskórnej wojny domowej. Rewolucja w Rosji oraz rewolucja listopadowa w Niemczech uniemożliwiały stworzenie trwałego pokojowego ładu w Europie. Stąd skłonność takich historyków, jak Aron, Hobsbawm, Kershaw, Dahrendorf, ale i Churchill, do nazywania lat 1914–45 drugą wojną trzydziestoletnią, a także europejską wojną domową (Keynes, Nolte). Podważane są też powszechnie przyjęte klasyfikacje na dwie wojny światowe i międzywojnie. Pierwsza wcale nie była wojną światową, lecz europejską rozgrywaną przez Europejczyków także poza Europą. Światowa była tylko druga, bo w powiązaniu z wojną w Europie toczyły ją w Azji i na Pacyfiku także pozaeuropejskie mocarstwa. A „międzywojnie” to mydlenie oczu – ponieważ przez całe to dwudziestolecie gdzieś w Europie i jej okolicach toczyły się zewnętrzne i wewnętrzne małe wojny – graniczne i domowe, gorące i zimne, z wrogiem zewnętrznym i wewnętrznym...

W Polsce w 1945 r. święto 11 listopada zostało zastąpione przez 22 lipca, dzień manifestu PKWN, ale przywrócone w lutym 1989 r., jeszcze przed obradami Okrągłego Stołu. Dziś jest to Dzień Niepodległości. Polski jako takiej – bezprzymiotnikowej. Kojarzonej z Mazurkiem Dąbrowskiego, marszałkiem Piłsudskim, grobami nieznanych żołnierzy, a nie z demokracją, rzeczpospolitą – republiką – jako fundamentem patriotyzmu konstytucyjnego. A Dzień Niepodległości w Polsce powinien być także Dniem Republiki.

Polityka 45.2017 (3135) z dnia 07.11.2017; Historia; s. 52
Oryginalny tytuł tekstu: "Ciemny pokój"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

UKRAINA: Wołodymyr i jego drużyna

Prezydent Wołodymyr Zełenski wystartował z najbardziej ambitnym programem reform w historii kraju. Krytycy twierdzą, że ta niecierpliwość zgubi albo jego, albo Ukrainę.

Oleksandra Iwaniuk
18.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną