Historia

17 września oczami Rosjan

Wytyczanie granicy niemiecko-sowieckiej na okupowanym terytorium II RP w okolicach Sejn w 1939 r. Jej przebieg określił Traktat o granicach i przyjaźni zawarty 28 września 1939 r. pomiędzy III Rzeszą i ZSRR. Wytyczanie granicy niemiecko-sowieckiej na okupowanym terytorium II RP w okolicach Sejn w 1939 r. Jej przebieg określił Traktat o granicach i przyjaźni zawarty 28 września 1939 r. pomiędzy III Rzeszą i ZSRR. Forum
Putin nie chce przepraszać za pakt Ribbentrop-Mołotow. Oficjalna wersja Kremla brzmi: ZSRR został zmuszony do rokowań z III Rzeszą.
Stronice paktu o nieagresji z 23 sierpnia 1939 r., widać podpis Wiaczesława Mołotowa.Ria Novosti/EAST NEWS Stronice paktu o nieagresji z 23 sierpnia 1939 r., widać podpis Wiaczesława Mołotowa.
Eksponaty z moskiewskiej wystawy.Ria Novosti/EAST NEWS Eksponaty z moskiewskiej wystawy.
Eksponaty z moskiewskiej wystawy.Ria Novosti/EAST NEWS Eksponaty z moskiewskiej wystawy.
Oryginalne dokumenty niemieckie i radzieckie
udostępnione zwiedzającym.Ria Novosti/EAST NEWS Oryginalne dokumenty niemieckie i radzieckie udostępnione zwiedzającym.

Artykuł w wersji audio

W księdze gości poświęconej wystawie „1939. Początek II wojny światowej”, którą można oglądać w moskiewskiej galerii Rosyjskiego Archiwum Państwowego od 20 sierpnia, wyraźnie wzburzony uczeń lub student napisał: „W końcu wiadomo, jak było z tym paktem! Nasza nauczycielka historii nas okłamała!”. Po obejrzeniu wystawy trudno jednak stwierdzić, czy anonimowa historyczka odarła swoich uczniów ze złudzeń, przedstawiając pakt Ribbentrop-Mołotow zgodnie z badaniami naukowców, czy też pozwoliła sobie przemówić głosem propagandy, tak typowej dla kremlowskiej polityki, przy pomocy której władza od lat, przy każdej okazji, stara się grać na patriotycznych uczuciach Rosjan.

W niepamięć odeszły czasy, kiedy o pakcie o nieagresji, zawartym pomiędzy III Rzeszą a ZSRR, oraz jego tajnym protokole na lekcjach historii w Rosji nie mówiło się wcale. Jednak jego ocena, chociaż 23 sierpnia od jego podpisania minęło już 80 lat, wciąż dla wielu Rosjan jest kwestią sporną. Przekonałam się o tym wielokrotnie, słysząc od swoich co dowcipniejszych rozmówców w Rosji: „W żadnym wypadku niech ci się nie zdarzy tu powiedzieć, że ZSRR napadł na Polskę”. Co też oczywiście przy każdej okazji robiłam, póki nie zrozumiałam, że w większości przypadków przyjdzie mi wysłuchać nerwowej tyrady, którą można streścić w kilku słowach: „to wszystko nie do końca tak, jak się wydaje”. Dokładnie takie same odczucia można mieć podczas oglądania wystawy, od samego początku budzącej wątpliwości, choćby ze względu na patronów, wśród których znalazły się np. prorządowe media.

Mimo otwarcia archiwów, zgromadzenia w trzech muzealnych salach kilkuset materiałów, pozyskania części eksponatów dzięki współpracy z zagranicznymi placówkami, wyeksponowania w centrum wystawy umowy podpisanej przez ministrów spraw zagranicznych Joachima von Ribbentropa i Wiaczesława Mołotowa, nie jest to metaforyczny gest uderzenia się przez Rosję w pierś. Efekt pracy kuratora Walerija Arcybaszewa nie świadczy o pochyleniu się Rosjan nad niezbyt chwalebnymi momentami swojej historii. Nikt nie rozlicza się tutaj, choćby symbolicznie, z przeszłością. Cała wystawa skonstruowana jest w taki sposób, by przeciętny widz wyszedł z niej z przeświadczeniem, że Stalin był genialnym strategiem i dyplomatą. A nieco bardziej krytyczni mogą uspokoić swoje obarczone odpowiedzialnością za decyzje przodków sumienia i pomyśleć: „Nie było to w porządku, ale innym można zarzucić równie wiele”. Taki efekt możliwy był do uzyskania dzięki manipulacji materiałami – dobranie ich tak, by jak najbardziej negatywnie przedstawić hitlerowskie Niemcy, zachowawczo i neutralnie ZSRR, a wszelkie niejednoznaczne wypowiedzi czy też działania innych państw uwypuklić lub podkoloryzować.

Paradoksalnie więc, bez względu na fakt, że w odkrywaniu kart historii aktywnie biorą udział wszystkie strony i ofiary konfliktu, kremlowska narracja obrana przez Władimira Putina różni się od tej uznawanej w Europie za obowiązującą. Różni się także od tej, która pojawiła się na krótko za czasów Michaiła Gorbaczowa. Nie ma dla kreujących państwową narrację polityków Kremla większego znaczenia fakt, że w uroczystym otwarciu wystawy, oprócz ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa i szefa rosyjskiej służby wywiadu Siergieja Naryszkina, wzięli udział także przedstawiciele korpusu dyplomatycznego Francji, Czech, Słowacji, Wielkiej Brytanii, Finlandii, Łotwy, Litwy i Izraela. Podobnie nie miało na nich wpływu to, że moskiewskie obrady okrągłego stołu w sprawie paktu Ribbentrop-Mołotow śledziły w sierpniu tego roku media całego świata. Najwyraźniej zdaniem polityków Kremla Rosjanie wychowani w ideologicznym kulcie Dnia Zwycięstwa i poczuciu dumy z przynależności do narodu, który zwalczył faszyzm i ocalił Europę, nie dojrzeli do poznania trudnej, bolesnej prawdy, że nic nie jest czarno-białe.

Jedyną akceptowalną przez prorządowych ekspertów wersją minionych wydarzeń jest ta, w której odizolowany przez pozostałe państwa ZSRR, gotowy do utworzenia wcześniej koalicji antyhitlerowskiej, zmuszony został do podpisania paktu z III Rzeszą, chroniąc w ten sposób swoich obywateli. Sam akt zawarcia umowy z Hitlerem i opracowania tajnego protokołu jest – w tym ujęciu – traktowany przez innych zbyt surowo, w dodatku w oderwaniu od kontekstu. W historycznym konflikcie stronę pozytywną stanowił więc ZSRR, a negatywną – wszystkie pozostałe państwa. Taka polaryzacja nasiliła się jeszcze bardziej w ostatnich latach, w czym ogromna zasługa polityki Władimira Putina. Rosyjski prezydent nie akceptuje jakiejkolwiek krytyki Rosji czy ZSRR, a powszechnie obowiązująca wersja wojennych wydarzeń idealnie wpasowuje się w kultywowany przez niego mit Rosji jako oblężonej twierdzy. „Niewdzięczny” Zachód od wieków żądny jest jej klęski i osłabienia, przy każdej okazji umniejsza lub próbuje odebrać Rosjanom wszelkie ich zasługi.

Putin nie waha się głosić własnych interpretacji wydarzeń historycznych, jak to miało miejsce choćby w 2005 r., kiedy zrównał pakt Ribbentrop-Mołotow z układem monachijskim. Obecna wystawa także kładzie nacisk na 1938 r. oraz układ Wielkiej Brytanii i Francji z Niemcami. Putinowi nie ustępują zresztą i inni politycy, jak choćby Siergiej Ławrow, który często podkreśla, że Rosja nigdy nie pozwoli sobie odebrać lauru zwycięzcy w II wojnie światowej. Podczas otwarcia wystawy nie omieszkał wtrącić, że dzięki niej można przekonać się, „kto próbował zepchnąć świat w przepaść, a kto go ze wszystkich sił ratował”. Dał do zrozumienia, że jego zdaniem, gdyby pozostałe państwa zgodziły się na współpracę z ZSRR przed wybuchem wojny, wielu ofiar można byłoby uniknąć.

O początkach II wojny światowej mówi się w Rosji niewiele w porównaniu do opowieści o przebiegu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941–45, której kult z każdym rokiem się nasila. Nietrudno domyślić się, że dla mniej zainteresowanych historią Rosjan, szczególnie tych, którzy wiedzę o świecie czerpią z prorządowych źródeł informacji, ZSRR rzeczywiście może odgrywać jednoznaczną rolę. Najpierw ofiary, a następnie wielkiego wyzwoliciela Europy, który w krwawej walce poświęcił niemal 27 mln obywateli, by zapewnić „spokój Europie”.

Taki obraz od lat kreują w mediach politycy, najczęściej niewiele wiedzący na temat historii. Docierają do znacznie większej grupy odbiorców niż historycy. Ubolewa nad tym Nikita Pietrow, rosyjski historyk, wiceprzewodniczący Stowarzyszenia Memoriał. Jego zdaniem wystawa „1939. Początek II wojny światowej”, mająca teoretycznie za zadanie propagować „prawdę o II wojnie światowej”, tak naprawdę jest kolejną próbą usprawiedliwienia działań ZSRR i samego Stalina, decydującego o pakcie. A co za tym idzie, jak podkreśla wzburzony Pietrow, wystawa jest „zwyczajnym kłamstwem”. Utwierdza ona Rosjan w przekonaniu, że ZSRR rzeczywiście miał dobre intencje i w 1939 r. wkroczył do II Rzeczpospolitej, by ratować Polaków. Szanse dotarcia do prawdy mają jedynie ci, którzy się szczerze zainteresują historią, albo ci, którzy mieli szczęście trafić w szkole na „uczciwego” lub młodego nauczyciela.

Jak dużą rolę w kształtowaniu poglądów odgrywają oficjalne źródła informacji, z których korzystają przedstawiciele różnych pokoleń, przekonać się bardzo łatwo. Pytane przeze mnie starsze osoby, konfrontowane w trakcie rozmowy z informacją o pakcie i jego istocie, najczęściej bezradnie wzruszały ramionami i dodawały: „Ale przecież Armia Czerwona chciała ratować Polskę”. Osoby w średnim wieku twierdziły z kolei, że to dobrze, że taka wystawa w Moskwie jest, nie zastanawiając się jednak dłużej nad jej wydźwiękiem. Do podawanych w szkole lub przez przedstawicieli władzy informacji krytycznie odnosi się głównie młode pokolenie, bardziej refleksyjne od poprzedniego, ukształtowane już w czasach internetu i niejako wolne od kultu wojny oraz ojczyzny. Pytani przeze mnie o pakt Ribbentrop-Mołotow moskiewscy studenci zgodnie odpowiadali, że oceniają go negatywnie i zdają sobie sprawę z tego, że był umową zawartą między dwoma totalitarnymi reżimami, dążącymi do podziału między siebie wpływów w Europie. Większość z nich dodawała jednak, że częściej spotkam się pewnie z zupełnie inną, bardziej zachowawczą lub zbliżoną do państwowej narracji odpowiedzią.

WIKTORIA BIELIASZYN Z MOSKWY

Polityka 37.2019 (3227) z dnia 10.09.2019; Historia; s. 50
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną