Historia

Historia, jakiej nie znacie: Most na rzece Kwai. Rasizm, kłamstwa i bomba

Słynny most współcześnie. Prostokątne przęsła zamontowano w miejscu uderzenia bomby lotniczej. Słynny most współcześnie. Prostokątne przęsła zamontowano w miejscu uderzenia bomby lotniczej. Gao Jianjun / EAST NEWS
Książka o niewolniczej pracy brytyjskich jeńców wojennych w Birmie stała się światowym bestsellerem, a jej filmowa adaptacja zdobyła siedem Oskarów i Złoty Glob. Tyle że nic się w tej historii nie zgadzało.

Czy szanowni Czytelnicy pamiętają film „Most na rzece Kwai” z niezapomnianą kreacją Aleca Guinnessa w roli płk. Nicholsona? A może czytali Państwo słynną książkę Pierre′a Boulle′a pod tym samym tytułem lub, szczęśliwym zbiegiem okoliczności, znają obydwa dzieła?

Jeśli nie, proszę pozwolić niżej podpisanemu zakreślić kontekst. Książka, opowiadająca o niewolniczej pracy brytyjskich jeńców wojennych w Birmie i będąca przy okazji metaforą cywilizacyjnego konfliktu między Zachodem a Dalekim Wschodem, ukazała się w 1952 r. we Francji. Przetłumaczona na angielski, stała się światowym bestsellerem, filmowa adaptacja z 1958 r. zdobyła siedem Oskarów i Złoty Glob. Cały świat mógł więc podziwiać, na kartach powieści lub na srebrnym ekranie, nieugiętego brytyjskiego oficera walczącego o godność z tępym, uzależnionym od alkoholu (lepszego, zachodniego) płk. Saito.

Czytaj także: Tajlandia ma nowego króla

Tym gorzej dla faktów

Wojenne rany wciąż były świeże, żyli też świadkowie i bohaterowie wydarzeń i to oni zaprotestowali przeciw książce i kinowemu obrazowi. W sytuacji niezgodności opowieści z faktami często zarzucamy autorowi brak znajomości kontekstu, ale to nie ten przypadek.

Otóż Pierre Boulle przez lata przebywał w Azji Południowo-Wschodniej i jako inżynier znał się na budowie mostów, w czasie wojny walczył jako tajny agent, spędził też dwa lata w japońskim obozie. I co napisał Boulle? Bohaterami powieści uczynił Brytyjczyków, choć sam przebywał wśród jeńców francuskich, Japończyków przedstawił jako intelektualnie niezdolnych do zbudowania drewnianego mostu, brytyjskiego dowódcę zrobił kolaborantem, choć jego główną motywacją miała być chęć utrzymania dyscypliny i wykazanie wyższości białej rasy, a zniszczenie mostu w kulminacyjnej scenie powierzył agentom SOE.

Co się nie zgadza? W zasadzie wszystko. Po pierwsze, książka jest rasistowska, i to w kompletnie bezmyślny i niezgodny z faktami sposób. Na przykład sprawność japońskich wojsk inżynieryjnych alianci oceniali bardzo wysoko i, abstrahując od zbrodni wojennych popełnianych na jeńcach i ludności cywilnej, budowę kolei birmańskiej uznano za wielkie osiągnięcie. Po drugie, opisana metoda oporu była w warunkach japońskiej okupacji niemożliwa do zastosowania i zakończyłaby się wymordowaniem jeńców. Po trzecie, żadna kolaboracja za strony Brytyjczyków (i Amerykanów) nie miała miejsca, inaczej zresztą niż w przypadku oficerów i podporządkowanej Vichy administracji francuskiej. Po czwarte wreszcie, most czy ściślej, dwa mosty zostały zniszczone w nalotach bombowych.

Czytaj także: Wielkie kopanie kanałów

Co się nie zgadza

Można by powiedzieć – i cóż z tego, powieść to dzieło literackie, nie musi trzymać się faktów jak pijany płotu, ważne, by była poruszająca (jest) i dobrze napisana (również jest). Pozostaje kwestia rzeczywistych uczestników wydarzeń. Nicholson jest wzorowany na brytyjskim płk. Philipie Tooseyu, najwyższym stopniem oficerze obozu w Tamarkan, gdzie więziono 2 tys. jeńców. Świadkowie zeznawali, że Toosey, poza dbaniem o podkomendnych, zrobił co mógł, żeby opóźnić budowę, popierał akty sabotażu i ucieczki.

Saito to nie nazwisko komendanta obozu, ale jego zastępcy w randze starszego sierżanta – Toosey zeznawał na jego korzyść w procesie zbrodniarzy wojennych, bo Japończyk w miarę możliwości starał się pomagać jeńcom. Zresztą obaj po wojnie utrzymywali kontakty, a Saito w tajemnicy został chrześcijaninem. Wreszcie same mosty zostały zniszczone przez lotnictwo – najpierw przez RAF, następnie przez amerykańskie Liberatory przy użyciu sterowanej radiem bomby VB-1 Azon. Prawda, jak to często bywa, przegrała z opowieścią. Szkoda, że kosztem prawdziwych bohaterów.

Przy budowie kolei birmańskiej zginęło ok. 12 tys. jeńców i od 80 do 100 tys. cywilów, zmuszonych do niewolniczej pracy przez Japończyków. Betonowy most odbudowano i jest dziś na tyle często odwiedzaną atrakcją turystyczną, że miejscowe władze zmieniły nazwę rzeki na... Kwai Yai.

Czytaj także: Co robić, by faktycznie pomóc biednym krajom

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną