„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Historia

Historia, jakiej nie znacie: Whisky, kobiety i niezwykłe zwroty akcji

Mabel Walker Willebrandt, zastępca prokuratora generalnego USA Mabel Walker Willebrandt, zastępca prokuratora generalnego USA Library of Congress / Wikipedia
George Remus, przyćmiony przez Ala Capone gangster epoki prohibicji, był największym bootleggerem w historii USA. Jego kariera zakończyła się jak szekspirowski dramat.

George Remus, syn niemieckich emigrantów, przypłynął do USA w 1882 r., mając zaledwie cztery lata. Rodzina po kilku przeprowadzkach osiadła w Chicago, nie wiodło jej się jednak dobrze. Głównie z powodu alkoholizmu ojca, niestroniącego też od przemocy, który zginął ponoć od ciosu butelką zadanego przez żonę. Młody Remus rzucił szkołę i w wieku 15 lat przyjął posadę w aptece wuja, cztery lata później został certyfikowanym farmaceutą, po dwóch kolejnych kupił pierwszą własną aptekę. Nie zamierzał na tym poprzestać – rozpoczął wieczorowe studia prawnicze i w 1904 r. został adwokatem.

Występował jako obrońca w sprawach kryminalnych, sławę zdobył, reprezentując mężczyznę oskarżonego o zabójstwo żony – wydawałoby się, że nic szczególnego, ale Remus jako pierwszy adwokat w historii amerykańskiej palestry użył na sali sądowej sformułowania „chwilowa niepoczytalność”. Sprawę przegrał, ale pisano o nim na pierwszych stronach gazet. Prohibicja, wprowadzona na terenie całych Stanów Zjednoczonych tzw. ustawą Volsteada w 1919 r., otworzyła przed nim nowe możliwości.

Remus wielokrotnie reprezentował przed sądem bootleggerów, czyli przemytników alkoholu, skazywanych na wielotysięczne grzywny. W zdumienie wprawił go fakt, że ci, jak sam ich określił, „bezmózdzy mężczyźni” bez zmrużenia oka wyjmowali z portfela zasądzone sumy, po czym najspokojniej w świecie wracali do swojego procederu. Przestudiował więc dokładnie ustawę i znalazł lukę, którą postanowił wykorzystać. Mniej więcej w tym samym czasie wdał się w romans ze swoją sekretarką, młodą rozwódką Imogene Holmes; kiedy sprawa się wydała, on również się rozwiódł, zamknął praktykę w Chicago i wyprowadził się do Cincinnati. Wybrał to miejsce nieprzypadkowo – w promieniu 500 km znajdowało się 80 proc. amerykańskich gorzelni produkujących whisky.

Czytaj też: Miękiszon z ferajny

Koło Remusa

Na czym polegał pomysł Remusa? Ustawa dopuszczała handel alkoholem do użytku medycznego. W zamkniętych gorzelniach czekały na lepsze czasy miliony galonów wysokoprocentowego alkoholu, więc przedsiębiorstwa i ich zapasy można było wykupić za bezcen. Adwokat wymyślił system, który nazwał „kołem”. Jako były farmaceuta założył całą sieć fałszywych aptek. Jego własne gorzelnie sprzedawały alkohol jego własnym aptekom, rozwoziły je należące do Remusa ciężarówki, na które z kolei napadali zatrudnieni przez Remusa gangsterzy, whisky trafiała na czarny rynek, a produkcję księgowano jako straty.

Ten genialny system przyniósł Remusowi w ciągu zaledwie dwóch lat działalności 40 mln ówczesnych dolarów, czyli dziś trochę ponad pół miliarda; w jego fabrykach pracowało na trzy zmiany 3 tys. robotników, kierowców i rewolwerowców. Centrum tej działalności była gorzelnia w Westwood, z tylko jedną drogą dojazdową, chronioną przez całą dobę przez uzbrojonych strażników. Napady kończyły się krwawymi strzelaninami, została więc nazwana „Doliną śmierci”. Remus stał się więc szybko największym w całych Stanach dostawcą nielegalnego alkoholu, choć sam, o ironio, był zagorzałym abstynentem.

Czytaj też: Wiktor Zieliński, pierwszy bandzior lat 20.

Rzecz jasna całe to przedsięwzięcie nie mogłoby działać, gdyby nie przekupni urzędnicy i policjanci. Ponieważ Remus bardzo nie chciał iść do więzienia, poza lokalnymi oficjelami postanowił opłacić kogoś z koneksjami federalnymi. Padło na Jessa Smitha, bliskiego współpracownika prokuratora generalnego Daugherty′ego. Smith, który przyjął od Remusa w sumie 250 tys. dol., zapewnił gangstera, że nigdy nie zostanie skazany. Na nieszczęście dla Remusa Daugherty miał zastępczynię Mabel Willebrandt, zajmującą się przestrzeganiem ustawy Volsteada, więzieniami federalnymi i podatkami. Ta młoda (w chwili nominacji miała 32 lata) prawniczka, zajmująca najwyższe stanowisko w administracji USA kobieta, została mianowana dlatego, że nikt inny nie chciał przyjąć tej posady. Willebrandt nie była nawet prokuratorem; wcześniej pracowała jako obrońca z urzędu. Co ciekawe, również skończyła wieczorowe studia prawnicze. Jeśli jej przełożeni z administracji myśleli, że nie da sobie rady, bardzo się pomylili. Willebrandt dała się poznać jako legalistka, tytan pracy i osoba więcej niż konsekwentna.

Czytaj też: Państwo i prawo w walce z nałogami

Bajeczne życie gangstera

Tymczasem Remus wiódł bajecznie bogate i pełne sukcesów życie gangstera-przemysłowca. Rozpieszczał Imogene, z którą wziął ślub już w 1920 r. Kochał ją i ufał bezgranicznie, nie mając przed nią żadnych tajemnic; to ona prowadziła księgowość jego szemranego przedsiębiorstwa i miała dostęp do całego ogromnego majątku. Remus kupował domy i drogie auta, urządzał dla niej ekstrawaganckie przyjęcia, jak to w prywatnym, krytym i podgrzewanym basenie pływackim, gdzie pani Remus wystąpiła w kostiumie kąpielowym, czy wystawną ucztę dla oficjeli, gdy każda z obecnych pań dostała w prezencie... nowe auto. Wszystko to opisywała prasa; ponoć przyjęcia Remusa stanowiły jedną z inspiracji dla scen z „Wielkiego Gatsby′ego”.

Ale Remus przeliczył się w końcu. Trafił na nieprzekupnego urzędnika, który zaprowadził go na ławę oskarżonych. Łapówki dla Jessa Smitha okazały się chybioną inwestycją – urzędnik, sam oskarżony o korupcję, popełnił samobójstwo. Remus, oskarżony o 3 tys. przypadków łamania ustawy Volsteada, został w 1925 r. skazany na dwa lata pobytu w więzieniu federalnym. Pobyt tam początkowo nie okazał się szczególnie dolegliwy – przekupny dyrektor więzienia zapewnił gangsterowi luksusowe warunki. Jedyne, co dolegało Remusowi, to tęsknota za żoną, do której pisał długie, pełne wyznań miłości listy. I tu zaczyna się dramat.

Czytaj też: Filmowa historia picia

Miłość, pieniądze, zdrada

Willebrandt, zawsze traktująca obowiązki z wielką powagą, poczuła się urażona doniesieniami o warunkach, w jakich Remus odbywał karę. Wysłała więc do więzienia zaufanego człowieka Franklina Dodge′a, cieszącego się nieposzlakowaną opinią, skutecznego agenta. Dodge został w całkowitej tajemnicy osadzony jako fałszywy skazaniec. Zdołał zbliżyć się do Remusa, który zwierzył mu się, że Imogene ma wszystkie jego pieniądze. Dodge złożył raport na dyrektora więzienia, po czym zajął się panią Remus w sposób znacznie wykraczający poza uprawnienia rządowego urzędnika.

Odszedł ze służby, uwiódł ją i zaczął korzystać z życia. Wraz z Imogene spieniężył i przepuścił cały majątek gangstera. Para posunęła się nawet do wynajęcia zawodowego zabójcy, który miał za 15 tys. dol. zastrzelić dawnego króla bootleggerów, jednak niedoszły wykonawca wyjawił całą intrygę.

Czytaj też: Śmierć i podatki

Kiedy Remus wyszedł z więzienia, czekał na niego pusty, splądrowany dom i pozew rozwodowy. 6 października 1927 r., w dniu ostatniej rozprawy, jadący taksówką Remus dostrzegł jadący do sądu samochód Imogene. Remus kazał kierowcy zajechać drogę pojazdowi, po czym wyszedł z auta i jeden raz strzelił do Imogene, która zmarła na miejscu.

Niepoczytalny

Sądzony za zabójstwo Remus występował również jako współobrońca, opowiadając przed ławą przysięgłych o podwójnej zdradzie żony i powołując się na... chwilową niepoczytalność. Tym razem skutecznie, bo ławnicy (w tym dwie kobiety) w ciągu zaledwie 19 minut już w pierwszym głosowaniu uzgodnili werdykt: „niewinny”. Remus spędził w zakładzie dla nerwowo chorych siedem miesięcy, po czym wyszedł na wolność i nigdy już nie złamał prawa.

Ożeniwszy się z kolejną sekretarką, dożył w spokoju 73 lat. Zhańbiony agent Dodge zaszył się w Michigan, gdzie pracował w komisji do spraw alkoholu. Mabel Willebrandt pracowała czynnie na rzecz republikańskiego kandydata Herberta Hoovera, zresztą jednej z najbardziej brutalnych i brudnych kampanii prezydenckich w historii USA, w czym Willebrandt miała wydatny udział. Nie otrzymawszy spodziewanego awansu w administracji zwycięskiego Hoovera, wróciła do prywatnej praktyki adwokackiej.

Czytaj też: Bardzo biedny gangster

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Wymarsz z religii

W szkołach średnich, w dużych miastach, uczestniczący w lekcjach religii to już mniejszość. Topniejąca z roku na rok.

Joanna Podgórska
01.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną