„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Historia

Historia, jakiej nie znacie: Amerykańskie oko na Maroko

USS Baltimore, jeden z amerykańskich krążowników wysłanych do Tangeru USS Baltimore, jeden z amerykańskich krążowników wysłanych do Tangeru US National Archives and Records Administration / Wikipedia
Oto historia o tym, jak marokański porywacz pomógł amerykańskiemu prezydentowi zdobyć reelekcję.

Cała afera zaczęła się 18 maja 1904 r., kiedy duża grupa marokańskich jeźdźców napadła na letni dom zamożnego, starszego dżentelmena Iona Perdikarisa. Uważany za obywatela amerykańskiego, mieszkał w Tangerze wraz z żoną (którą w atmosferze skandalu odbił innemu mężczyźnie) i dziećmi. Był majętny dzięki odziedziczonym pieniądzom, uchodził za playboya i artystę, choć jego próby malarskie i literackie nie wzbudzały zachwytu, odnosił za to sukcesy jako filantrop i podpora małej, ale wpływowej zagranicznej społeczności w Maroku. Kiedy usłyszał, że został porwany przez Raisuniego, naczelnika plemienia Jebala, zapewne ścierpła mu skóra. Ten wódz, partyzant, bandyta, pirat, kidnaper, potomek proroka, osobisty przeciwnik sułtana Abdelaziza (władcy Maroka) oraz paszy Tangeru znany był ze swego okrucieństwa i dzikości.

Czytaj też: Zadziwiające dzieje Ceuty

Raisuniemu nie chodziło jednak o pieniądze. Ten kaid (wódz) prowadził wojnę z sułtanem Maroka. Powody miał rozmaite. Po pierwsze, walczył w obronie swego plemienia, zamieszkującego góry Rif, prześladowanego przez władze centralne. Po drugie, zwalczał Abdelaziza, zwolennika zachodniej modernizacji, czyli pozwolenia, by w kraju panoszyli się europejscy, szczególnie francuscy dyplomaci, ściągania podatków, prób odebrania władzy takim wodzom jak Raisuni. Do tego jeszcze ubierał się w stylu zachodnim i kolekcjonował rowery, co również nie przysparzało mu popularności. Po trzecie wreszcie, Raisuni nienawidził się, z wzajemnością, z paszą Tangeru, zresztą swoim przyrodnim bratem, który podstępnie go uwięził, dosłownie przykuwając do ściany lochu na cztery lata.

Czytaj też: Poeci na Saharze walczą o niepodległość

Wyborcza okazja

Kiedy na miejsce przybył amerykański konsul, zastał tam wstrząśniętą żonę Perdikarisa (jego uprowadzono razem z pasierbem, po matce poddanym brytyjskim), kilku zabitych służących i poprzecinane kable telefoniczne. O napadzie i porwaniu natychmiast zawiadomił swój rząd. Niebawem Raisuni, któremu udało się bez przeszkód ujść w góry, przedstawił Abdelazizowi swoje żądania. Za uwolnienie zakładników miał otrzymać równowartość 70 tys. dol. (w srebrnej hiszpańskiej monecie), ale wypłaconych z zajętego majątku paszy Tangeru, sam dostojnik miał zostać uwięziony, z więzień mieli za to być wypuszczeni członkowie plemienia Jebala oraz, na koniec, drobiazg – sułtan miał przekazać Raisuniemu dwa najbogatsze okręgi w państwie (niebawem kaid zażądał czterech). Wszystko to miały zagwarantować USA i Wielka Brytania.

Urząd prezydenta USA sprawował wówczas Theodore Roosevelt, szykujący się właśnie do kampanii mającej zapewnić mu reelekcję. Wiadomość o porwaniu Perdikarisa potraktował jako świetną polityczną okazję. Lubujący się w siłowych rozwiązaniach Roosevelt wydał polecenia, by do Maroka udały się amerykańskie okręty, łącznie siedem jednostek – krążownik pancerny, cztery krążowniki i dwie kanonierki oraz dwie kompanie marines – siła wystarczająca, by w godzinę zamienić Tanger w dymiące zgliszcza. Eskadra ta dotarła na miejsce 30 maja. Dowódcom okrętów zabroniono jednak użycia siły bez wyraźnego rozkazu z Waszyngtonu. Ostatecznie w Tangerze wylądowało jedynie czterech marines z bronią boczną, mających strzec konsulatu i pani Perdikaris.

Czytaj też: Niebywała akcja ratunkowa

Co właściwie robiła w Maroku US Navy? Miała przypilnować, by żądania Raisuniego zostały spełnione, koszty nikogo nie obchodziły. Ale negocjacje z sułtanem wcale nie przebiegały gładko – nie dość, że wojowniczy kaid miał w rządzie wielu przeciwników, chcących wykorzystać okazję do załatwienia starych porachunków, to jeszcze sam porywacz nie ułatwiał sprawy. Na przykład wystawił sułtańskiego posłańca na swoistą licytację, w której brali udział członkowie jego plemienia – ten, który zapłacił najwięcej, kupił sobie prawo do własnoręcznego poderżnięcia gardła nieszczęsnego emisariusza. 29 maja Raisuni zagroził, że jeśli jego żądania nie zostaną spełnione w ciągu dwóch dni, zabije zakładników.

Żywy lub martwy

Tymczasem amerykańska prasa, a za nią opinia publiczna zareagowała entuzjastycznie na twardą postawę Roosevelta, zdecydowanego wywołać wojnę w obronie choćby jednego obywatela USA. Problem w tym, że kiedy sprawa stała się głośna, do prezydenta dotarła wiadomość, że Perdikaris w trakcie wojny secesyjnej, a przebywał wówczas w Atenach, wystąpił o przyznanie obywatelstwa greckiego, więc zgodnie z obowiązującym prawem przestał być obywatelem amerykańskim. Gdyby ta informacja została upubliczniona, Roosevelt znalazłby się w bardzo niewygodnym położeniu. Ale jego administracja miała wystarczająco duże wpływy, by zachować całą rzecz w tajemnicy. Roosevelt mógł wygłosić na konwencji republikanów zdanie, które podała dalej cała prasa światowa: „Chcemy żywego Perdikarisa albo martwego Raisuniego”. Wyborcy byli zachwyceni.

Czytaj też: Pierwsze ataki lotnicze? Porażka!

Negocjacje zrywano i podejmowano na nowo, wojowniczy kaid wciąż zmieniał warunki; zdając sobie sprawę z międzynarodowej presji na sułtana Maroka, żądał coraz więcej. A sytuacja komplikowała się coraz bardziej – Brytyjczycy wysłali pancernik z Gibraltaru, Hiszpania, mająca w Afryce Północnej swoje interesy i pamiętająca upokarzającą porażkę w niedawnej wojnie z USA, skierowała na marokańskie wybrzeże dwa swoje pancerniki. Włosi w reakcji na próbę porwania ich konsula wysłali kolejny pancernik. Zrobiło się naprawdę groźnie.

I (prawie) wszyscy zadowoleni

Wreszcie 22 czerwca sułtan Abdelaziz wypłacił okup i zgodził się na większość żądań porywacza. Dwa dni później Perdikaris wrócił do domu cały i zdrowy. Opisał zresztą swoją przygodę, wypowiadając się o Raisunim jak najlepiej. Miał być traktowany przyjaźnie i z szacunkiem, a osobowość wodza, „nie bandyty, lecz patrioty walczącego o swoją ziemię i lud...”, zrobiła na nim duże wrażenie.

Roosevelt, zgodnie z oczekiwaniami, został wybrany na drugą kadencję. Państwo Perdikaris opuścili Maroko i zamieszkali w Wielkiej Brytanii. Abdelaziz kilka lat później stracił tron, a Raisuni został bohaterem walk z Hiszpanami. Powtórnie zdradzony i wtrącony do więzienia, zmarł w 1925 r.

Czytaj też: Uroki życia w Tangerze

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Wymarsz z religii

W szkołach średnich, w dużych miastach, uczestniczący w lekcjach religii to już mniejszość. Topniejąca z roku na rok.

Joanna Podgórska
01.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną