Z ziemi polskiej do włoskiej
Przed 30 laty skazani w procesach po Czerwcu 76 zostali zwolnieni z więzień wskutek amnestii, która objęła też działaczy KOR. Wprowadzono ją dzięki naciskom Episkopatu, ale i interwencji włoskich komunistów, do których list napisał Jacek Kuroń.
24 czerwca 1976 r. premier Jaroszewicz na posiedzeniu Sejmu przedstawił projekt podwyżek cen na wiele podstawowych artykułów spożywczych. Nazajutrz, 25 czerwca, strajkowało co najmniej 80 tys. osób w 112 zakładach w 24 (na 49) województwach. Żądano odwołania podwyżki. W większości zakładów strajki miały spokojny przebieg, obejmowały tylko część załogi i często trwały stosunkowo krótko. W Radomiu tysiące robotników wyszły na ulice, doszło do spalenia gmachu Komitetu Wojewódzkiego PZPR i wielogodzinnych walk z milicją na ulicach. W Ursusie robotnicy wylegli na tory i zatrzymali ruch pociągów. Wieczorem zostali spacyfikowani przez milicję.

Również wieczorem premier odwołał podwyżkę. Strajkujący po raz pierwszy w dziejach PRL odnieśli tak szybkie i tak spektakularne zwycięstwo. Władze się cofnęły, zarazem jednak brały odwet, zwłaszcza w Radomiu i Ursusie. Zatrzymanych przewożono do komend milicji, gdzie przechodzili przez tzw. ścieżki zdrowia, czyli między szpalerem milicjantów bijących pałkami. Setki osób stanęły przed kolegiami do spraw wykroczeń.

Liczba represjonowanych nadal jest niepewna, mimo wydania w ubiegłym roku znakomitej monografii młodego historyka Pawła Sasanki „Czerwiec 1976”. W październiku 1976 r., w opracowaniu Departamentu Społeczno-Administracyjnego MSW, podawano, że do kolegiów skierowano 353 wnioski o ukaranie, w tym 214 w Radomiu, 131 w Warszawie i 8 w Płocku. Orzeczono 314 kar aresztu, w tym 250 na trzy i 50 na dwa miesiące. Równolegle w Radomiu w trybie przyspieszonym skazano na kary więzienia 42 osoby, w tym 28 na pięć miesięcy do roku. W zwykłym trybie wniesiono do sądu w Radomiu oskarżenia przeciw 188 osobom.

W lipcu w Radomiu odbyły się dwa i w sierpniu kolejne dwa procesy, w których sądzono łącznie 25 osób. Wobec oskarżonych zastosowano zasadę zbiorowej odpowiedzialności: „działając w sposób chuligański, wzięli udział w zbiegowisku publicznym, którego uczestnicy wspólnymi siłami dopuścili się gwałtownego zamachu na funkcjonariuszy publicznych oraz na obiekty i urządzenia gospodarki uspołecznionej, powodując w następstwie tego zamachu uszkodzenia ciała 75 funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej oraz szkodę w mieniu społecznym w wysokości ponad 28 mln zł”. Ośmiu robotników skazano na kary 8–10 lat, jedenastu na 5–6 lat, pozostałych na 2–4 lata więzienia. Postępowanie prokuratorskie wszczęto przeciw 33 osobom z Ursusa. W procesie ursuskim, 16–17 lipca 1976 r., siedem osób skazano na kary 3–5 lat.

W tych dniach pod salą rozpraw zgromadziło się kilkadziesiąt osób – w tym Jacek Kuroń, Jan Józef Lipski, Antoni Macierewicz – które zapoczątkowały zbiórkę pieniędzy dla rodzin oskarżonych, zainteresowały się sytuacją sądzonych, zaproponowały pomoc dobrych adwokatów. Tak rozpoczęły się działania późniejszego Komitetu Obrony Robotników. Jedną z form pomocy było ujawnienie krajowej i zachodniej opinii publicznej faktu skazywania uczestników protestu na kary więzienia.

18 lipca Jacek Kuroń skierował list otwarty do Enrico Berlinguera, sekretarza generalnego Włoskiej Partii Komunistycznej. List przekazał przez akredytowanych w Warszawie dziennikarzy agencji prasowych ANSA, Reutera i AP. Przedstawił w nim przebieg ostatnich zdarzeń, przypominając poznański Czerwiec 1956 r. i Grudzień 1970 r., kiedy „robotnicy polscy płacili własną krwią za błędy tych, którzy są u władzy”. Wydarzenia czerwcowe są przejawem ciężkiego schorzenia życia społecznego, a odpowiedzialność za ten stan rzeczy spada na władze, które „pozbawiły klasę robotniczą i całe społeczeństwo jakichkolwiek sposobów wyrażania swych poglądów i obrony swoich interesów”. Zrzucanie na uczestników demonstracji „odpowiedzialności moralnej i prawnej za szkody spowodowane wskutek niemożności dobrego zorganizowania przez nich demonstracji, nie ma nic wspólnego z praworządnością. Chodzi tu jedynie o odwet ze strony ludzi, którzy przez 30 lat rządzenia niczego się nie nauczyli i niczego nie zrozumieli”.

Kuroń wskazywał na kampanię w prasie i telewizji oraz masowe wiece, w których robotników określa się jako chuliganów. Represje kieruje się przeciw przypadkowo złapanym na miejscu zdarzeń, „w Radomiu i w Ursusie aresztowano wiele osób; ci, którzy wracają z komisariatów milicji, mają na sobie ślady pobicia, niekiedy bardzo poważne. (...) Odpowiedzialność oskarżonych była udowadniana jedynie fotografiami zrobionymi przez milicję. (...) Robotnicy nie posiadający własnych organizacji i pozbawieni informacji są całkowicie bezbronni wobec represji. Reakcja władz zaostrza nastroje nienawiści i desperacji. Następny wybuch mógłby stać się tragedią dla narodu polskiego i oznaczać może polityczne bankructwo całej lewicy w Europie. Tylko generalna amnestia może położyć kres antyrobotniczemu terrorowi. Opinia publiczna w krajach, w których jest prawdziwie niezależna, może podjąć walkę o amnestię. Wiem, że Europa Zachodnia liczy się z Pańskim zdaniem, tak samo jak władze w Polsce. Apeluję do Pańskiego sumienia. Oby nie było obojętne wobec tej sprawy”.

List ten w owym czasie nie wzbudził kontrowersji w środowisku opozycyjnym; na ogół uznawany był za celne posunięcie taktyczne. Milczenie Berlinguera narażałoby go na zarzuty we własnym kraju, a wystąpienie w obronie robotników nie mogło być całkiem zignorowane przez ekipę Gierka. Szczególnie, że list miał szeroki rezonans, był omawiany w prasie włoskiej, a został opublikowany m.in. przez „Osservatore Romano”. Z czasem, w miarę narastania konfliktów w środowisku opozycyjnym, zaczęto czynić zarzut Kuroniowi: list miał być dowodem, że nie przeciął pępowiny łączącej go z komunizmem. Choć trudno zakwestionować fakt, że Kuroń miał więcej zrozumienia dla zachodniej lewicy niż np. chadeków, list miał przede wszystkim znaczenie praktyczne i pragmatyczne. I okazał się posunięciem niezwykle skutecznym.

W aktach dawnej PZPR, przechowywanych w Archiwum Akt Nowych, znajdują się dokumenty ilustrujące dalszy ciąg sprawy. Włoska Partia Komunistyczna zareagowała natychmiast. 20 lipca Sekretariat WPK przesłał list do KC PZPR, w którym pisano: „Wiadomości, jakie dotarły na temat procesów, wyroków sądowych i środków policyjnych (...) wzbudziły zaniepokojenie w szerokich warstwach opinii publicznej i naszej partii. Informacja była niewystarczająca, fragmentaryczna i w tej sytuacji nie może dziwić, że zostały wzięte pod uwagę wiadomości nieoficjalne i że odbijają się szerokim echem informacje i listy, jak ten, który agencje prasowe podały do wiadomości, mówiąc, że jest on skierowany do towarzysza Enrico Berlinguera. Nie jesteśmy w stanie ocenić wiarygodności faktów takich informacji i listów. Myślimy jednakże, że fakt, że nie było możliwe lub że nie dążyło się do zapewnienia obecności dziennikarzy zagranicznych na procesach, stanowił element negatywny, uniemożliwiając, aby były znane terminy postępowania za przekroczenia, jakie z tej okazji zostały popełnione”.

List kończyły wyrazy pragnienia, „aby wasze problemy mogły być rozwiązane oraz aby środki zmierzające do wykazania umiarkowania, a także łaski, mogły być podjęte i podane do wiadomości”. W imieniu Sekretariatu WPK podpisał Gerardo Chiaromonte. Tekst, wraz z chropawym tłumaczeniem, ambasador PRL w Rzymie Kazimierz Sidor przesłał 23 lipca do Bogumiła Sujki, zastępcy kierownika Wydziału Zagranicznego KC PZPR.

W Warszawie pisma towarzyszy włoskich nie można było zlekceważyć. WPK była największą partią komunistyczną zachodniej Europy, chociaż od dawna pozostającą w sporze z partiami rządzącymi w bloku radzieckim. Do jednego z takich sporów doszło w grudniu 1975 r. w czasie trwania VII Zjazdu PZPR, gdy przemówienie włoskiego gościa zostało ocenzurowane przez „Trybunę Ludu”. Wywołało to oficjalny protest Włochów. Jednak Warszawie, a także Moskwie, mimo sporów, zależało na utrzymaniu z WPK poprawnych stosunków, zarówno ze względu na jej – mimo wszystko – komunistyczny charakter, jak i siłę partii (jej deputowani zajmowali jedną trzecią miejsc w parlamencie).

Odpowiedzialny za stosunki z zachodnimi partiami komunistycznymi Ryszard Frelek przystąpił do pisania odpowiedzi. Jej pierwsza wersja trafiła do sekretarza KC Stanisława Kani i nosi ślady jego odręcznych pytań i poprawek. W tekście zwraca uwagę zdanie: „procesy sądowe nie objęły żadnego z uczestników demonstracji, jeśli nie przekroczył on porządku prawnego”. Zaprzeczano, by sądy pociągnęły do odpowiedzialności tych, którzy „uciekli się do przerwania pracy i wyjścia na ulicę. Sądzono tylko tych, którzy wykorzystali te manifestacje dla aktu grabieży i wandalizmu”. Procesy były jawne i odbyły się „z pełnym zachowaniem przewidzianej prawem procedury sądowej”. Słowa te były typową półprawdą: sądzono ludzi rzeczywiście nie za udział w strajku i demonstracji, ale za spowodowanie strat materialnych wywołanych w czasie demonstracji, nie dbając jednak, by konkretnej osobie udowodnić winę; wystarczał „udział w zbiegowisku”. Nie wspominano też w ogóle o postawionych przed kolegiami, które skazywały na kary do 3 miesięcy aresztu.

W wersji drugiej złagodzono ton pretensji wobec włoskich towarzyszy o uleganie presji antykomunistycznej interpretacji zdarzeń, ale i tak pozostało zdanie: „Przykro nam jedynie, że informacja o nim [liście KC WPK] została opublikowana w prasie, zanim dotarł on do naszych rąk”. Na tekst 30 lipca naniósł poprawki sekretarz KC Edward Babiuch, zaznaczając m.in., że nie przekonuje zdanie: „procesy sądowe nie objęły nikogo, kto w sposób jaskrawy nie naruszył norm prawnych”. Do zdania, że większość podsądnych to ludzie, którzy już poprzednio naruszali normy i byli karani, a w Radomiu „tylko tacy byli sądzeni”, Babiuch dopisał: „mam wątpliwości, czy tak jest”.

Jak wynika z tych dopisków, zastanawiano się nad każdym słowem odpowiedzi, słusznie mniemając, że Włosi nie przyjmą jej bezkrytycznie. Prace nad tekstem przedłużały się, dlatego zapewne 31 lipca Frelek wysłał do ambasadora Sidora depeszę, by przekazał towarzyszom z KC WPK, że wkrótce zostanie przekazana odpowiedź na ich list. Anonsował też przybycie 3 sierpnia do Rzymu sekretarza KC Andrzeja Werblana, który spotka się z kimś z kierownictwa partii włoskiej.

Andrzej Werblan wspomina, że we Włoszech rozmawiał z Giancarlo Pajettą, który nieźle znał Polskę. Zapamiętał tę rozmowę jako pozbawioną napięcia. Tłumaczył okoliczności decyzji o podwyżce cen, uspokajał, że napięcia z tym związane będą łagodzone. Oceniając dziś tamte wydarzenia, Werblan jest przekonany, że z działań represyjnych i tak władze by się stopniowo wycofywały. Były one bowiem wynikiem irytacji i chęci wzięcia odwetu za upokorzenie władzy, ale dla Gierka dobre stosunki z państwami Zachodu były ważniejsze. Werblan uważa również, że ostry kurs represyjny był związany z zamiarem zastraszenia robotników przed powtórzeniem operacji cenowej, co miało się dokonać jeszcze latem. Tymczasem na zjeździe partii komunistycznych w Berlinie, 29 czerwca, Gierek usłyszał od Breżniewa stanowczy zakaz ponawiania tak ryzykownej operacji. Moskwie zależało bowiem na spokoju w Polsce.

Ostateczna wersja odpowiedzi, zaakceptowana przez Gierka, nosiła datę 18 sierpnia. Pierwszą część poświęcono uzasadnieniu potrzeby podniesienia cen z przyczyn ekonomicznych, co bynajmniej „nie wiąże się z jakimikolwiek kryzysowymi zjawiskami”. Podawano oficjalną wersję, że projekt podwyżki był jedynie skierowany do konsultacji, podczas której zgłoszono „dużo uwag i wniosków”, zatem „kierownictwo partii postanowiło skierować projekt do ponownego rozważenia”. W Radomiu i Ursusie doszło do zakłócenia porządku, wandalizmu, niszczenia mienia. Napisano – to było zgodne z prawdą – że przywracający porządek funkcjonariusze nie mieli broni palnej i nie doszło do żadnego przypadku jej użycia.

W dalszej części listu podtrzymywano tezę, że rozprawy sądowe w Radomiu i Ursusie i wymierzone kary dotyczą kilkudziesięciu osób, które popełniły przestępstwa kryminalne, a rozprawy odbywały się z zachowaniem obowiązującej procedury prawnej. „Nikt nie był aresztowany lub sądzony za udział w przerwach w pracy lub demonstracjach. Takie przedstawienie sprawy jest wyraźnie inspirowaną przez ośrodki antykomunistyczne dezinformacją”. Pod koniec napominano Włochów, że byłoby dobrze, „aby tego typu listy trafiały bezpośrednio do adresata, a nie stawały się przedmiotem rozgłosu w prasie”.

Nie wiemy, jaka była reakcja Włochów, ale brak tekstu odpowiedzi, jak również dalsze perypetie władz w Warszawie z kierownictwem WPK wskazują, że wyjaśnienia Sekretariatu KC PZPR nie przekonały adresata. I słusznie, zawierały bowiem wiele półprawd i przeinaczeń. Nie wspominano o przemocy fizycznej milicji wobec zatrzymanych już robotników czy o zwolnieniach tysięcy osób z pracy. Wbrew faktom pisano, że trwające procesy sądowe odbywają się praworządnie i że nikt nie był aresztowany za udział w strajku. Jednocześnie próbowano podważyć wiarygodność przeczących temu świadectw według znanej w ruchu komunistycznym zasady, że wiadomości nie mogą być wiarygodne, jeśli pochodzą z wrogich „ośrodków antykomunistycznych”. Istota rzeczy polegała jednak na tym, że interwencja włoskiej partii, obok interwencji Episkopatu Polski, była kluczowa dla uwolnienia z więzień przynajmniej części przetrzymywanych w nich robotników.

Pod koniec lipca w polityce represyjnej nastąpiła znacząca korekta. Władze zaczęły dzielić oskarżonych na grupy i zwalniać mniej winnych. Na zlecenie MSW prokuratury wnosiły wnioski o uchylenie orzeczeń kolegiów. Z aresztów zwolniono 144 osoby w Radomiu i 27 w Warszawie, a także 111 skazanych przez radomskie sądy. Zwalnianie trwało do września, a także później. Niemniej 15 września nadal w więzieniach przebywało 155 robotników, w tym 118 w Radomiu, 24 w Warszawie Ursusie i 13 w Płocku. Departament Postępowania Karnego przewidywał zwolnienie jeszcze 58 osób, ale pozostawienie w więzieniach 97, w tym 76 w Radomiu, 12 w Warszawie Ursusie i 9 w Płocku. W listopadzie w więzieniach przebywały jeszcze 74 osoby, a pod koniec stycznia 58 osób.

Dzięki aktywności utworzonego 23 września KOR problem więźniów czerwcowych stał się sprawą powszechnie znaną w kraju i za granicą. W ciągu kilku miesięcy działania Komitet objął bezpośrednią pomocą materialną ponad tysiąc rodzin uwięzionych lub pozbawionych pracy, organizował zbiórkę pieniędzy na ich rzecz, publikował poza cenzurą i przekazywał zagranicznym korespondentom dowody bezprawia i przemocy zastosowanej wobec robotników.

Władze PRL znajdowały się w defensywie, gdy prasa światowa publikowała podawane przez członków KOR informacje o represjach, niepraworządnych procesach sądowych, biciu zatrzymanych w aresztach, masowych zwolnieniach z pracy. Trwały jednak przy swoim, także wobec towarzyszy włoskich. W szyfrogramie z 21 października Wydział Zagraniczny KC PZPR prosi ambasadora Sidora, by przekazał Berlinguerowi, że „obserwowana w dalszym ciągu kampania prasy burżuazyjnej pod hasłem rzekomej obrony praw robotników w socjalistycznej Polsce jest aktualną formą antykomunizmu”, a „tzw. komitet obrony robotników jest polityczną imprezą wywołaną na zapotrzebowanie ośrodków antykomunistycznych, o czym świadczy jego skład i metody działania, są to ludzie, którzy nigdy nie mieli nic wspólnego z klasą robotniczą”.

Berlinguer nie spieszył się jednak z przyjęciem ambasadora PRL, co nawet spowodowało ponaglenia nadesłane z Warszawy 30 października i 2 listopada. Dopiero sześć dni później ambasador raportował, że list przekazał. Pośrednio sygnałem stanowiska partii włoskiej były artykuły w prasie partyjnej, wyraźnie krytyczne wobec postępowania władz PRL. W Polsce tymczasem KOR rozwijał działania i mobilizował poparcie społeczne dla zaniechania poczerwcowych represji. Do władz kierowano zbiorowe petycje podpisywane przez ludzi kultury i studentów, a wiadomości o tych aktach sprzeciwu obiegały zachodnią prasę. O zaniechanie represji apelował również Episkopat Polski i osobiście kardynał Stefan Wyszyński. Władze PRL znajdowały się więc pod presją wewnętrzną i zewnętrzną.

Uwolnienie większości więzionych przyniosła amnestia ogłoszona przez Radę Państwa 5 lutego 1977 r. Również tu zauważyć można kontekst włoski. Do Warszawy przybył bowiem 1 lutego zastępca kierownika Wydziału Zagranicznego WPK Antonio Rubbi. W rozmowie z nim sekretarz Frelek powiedział, że „w żaden sposób nie możemy pogodzić się z uleganiem Wł.PK naciskowi propagandy antykomunistycznej, o czym świadczą dość częste krytyczne jej publikacje o Polsce i innych krajach socjalistycznych”. Rubbi odpowiedział, że przedmiotem troski partii włoskiej nie są dysydenci, ale „rozwój stosunków pomiędzy władzą a masami i w jaki sposób partia wciąga szerokie masy społeczeństwa do uczestnictwa w życiu politycznym i społecznym”.

Ostatni skazani w poczerwcowych procesach opuścili więzienia w lipcu 1977 r., wskutek kolejnej amnestii, która objęła też aresztowanych kilka tygodni wcześniej działaczy KOR.

Andrzej Friszke

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj