Wojna o Arktykę
Konflikt o Arktykę to nie wymysł Trumpa. Alianci walczyli tam o wpływy z nazistami
Czerwiec 1942 r. Pierwsze amerykańskie bombowce dalekiego zasięgu B-17 zbliżały się do południowych wybrzeży Grenlandii. Stanowiły one część długo wyczekiwanej 8. Armii Powietrznej, która miała wesprzeć Brytyjczyków w wojnie z Niemcami. Kiedy oczom amerykańskich pilotów ukazała się skrząca w promieniach słońca bezkresna połać lodu, wiedzieli, że zbliżają się do jednego z najbardziej niebezpiecznych lotnisk na świecie – Bluie West One. Ze względu na otaczające je wysokie góry, silne wiatry i złe warunki pogodowe lądowanie tam było trudne nawet dla najbardziej doświadczonych załóg. Podejście wymagało lotu na niskiej wysokości wewnątrz wąskiego fiordu otoczonego ostrymi klifami. Wlatując do środka, piloci byli w potrzasku. W niewielkiej odległości za pasem startowym wznosiła się potężna ściana kamieni i lodu, a gwałtowne podmuchy wiatru mogły rzucić samolotem o pas startowy lub taflę wody.
Szacuje się, że w ciągu drugiej wojny światowej przez Grenlandię przewinęło się 10 tys. alianckich samolotów zmierzających do Europy. Wyspa stanowiła kluczowe ogniwo północnoatlantyckiej trasy powietrznej, łączącej Amerykę Północną z Wyspami Brytyjskimi. Większość ówczesnych samolotów miała zbyt krótki zasięg, aby bez międzylądowania pokonać drogę z baz w Maine do Anglii, musiały więc zatrzymać się po benzynę właśnie na Grenlandii. U szczytu swojej działalności w roku 1943 baza Bluie West One była tętniącym życiem miastem w sercu fiordu, gdzie stacjonowało ok. 4 tys. amerykańskich żołnierzy. Poza lotniskiem, szpitalem, setkami baraków były tam również piekarnia, kino, a nawet wydawana z myślą o personelu gazeta.
Czytaj też: