Drugie życie
Jak wskrzeszano nieochrzczone dzieci w średniowieczu. „Z jej nozdrzy wypłynęły krew i woda”
Pielgrzymowanie było w średniowieczu ważnym elementem życia religijnego i społecznego: aktem pobożności, pokuty, nadziei na otrzymanie takich łask jak szczęśliwy poród czy uzdrowienie z choroby. W niektórych sanktuariach modlono się o coś z dzisiejszej perspektywy zaskakującego – chwilowe „zmartwychwstanie”. Od XIII do połowy XVIII w. (a niekiedy później) do sanktuariów na terenie dzisiejszych Francji, Niemiec, Belgii, Austrii i Szwajcarii pielgrzymowali rodzice ze zmarłymi niemowlętami. Wyruszając w drogę, nie oczekiwali powrotu dziecka do życia na stałe. Wystarczyło, by „ożyło” na kilka minut – tyle, aby udało się je ochrzcić.
Działalność obiektów sakralnych, nazywanych dziś z francuska sanctuaires à répit (sanktuaria odroczenia – pierwszy tej nazwy użył etnolog Pierre Saintyves), znamy dzięki księgom parafialnym, dokumentom kościelnym i hagiografiom. Ich funkcjonowanie naświetlają również badania archeologiczne, m.in. w miejscowości Oberbüren w dzisiejszej Szwajcarii, gdzie odkryto liczne pochówki niemowląt.
Ich fenomen daje wgląd nie tylko w religijność ludową późnego średniowiecza i wczesnej nowożytności, lecz także ówczesną emocjonalność oraz sposoby radzenia sobie ze stratą dziecka.
Czytaj też: Śmierć wiecznie żywa. Wciąż próbujemy targować się z losem
Z piekła do limbo
Aby zrozumieć zjawisko krótkotrwałych „zmartwychwstań” niemowląt, trzeba cofnąć się w czasie. Koncepcja chrztu jako sakramentu kluczowego dla zbawienia pojawiła się w chrześcijaństwie od początku.