Polowanie na ludzi
Makabryczna turystyka: kulisy polowań na ludzi w Sarajewie. „Dziecko było najcenniejszym trofeum”
AGNIESZKA SOWA: Właśnie ukazała się pańska książka „I cecchini del weekend” („Weekendowi snajperzy”), która opowiada o włoskich, ale także niemieckich, belgijskich, francuskich, angielskich i prawdopodobnie polskich turystach snajperach, którzy zabijali cywilów uwięzionych w oblężonym Sarajewie, płacąc nawet 100 tys. euro od jednego upolowanego. Jak to możliwe, że przez 30 lat milczano na ten temat i prokuratura zajęła się sprawą dopiero teraz, po pańskim doniesieniu? Przecież był film Mirana Zupaniča „Sarajevo Safari”, publikacje we włoskiej prasie, a nawet formalne zeznanie Johna Jordana przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze. Może nie dowody, ale ważne poszlaki.
EZIO GAVAZZENI: To dobre pytanie, ale nie do mnie. Miejska legenda istniała, plotki krążyły. Od czasu do czasu coś wyskakiwało w jakiejś gazecie, w sezonie ogórkowym, na zasadzie sensacji, tak jak się pisze o UFO, ale nikt nie próbował tego wyjaśnić, sprawdzić, zweryfikować. Nie wiem dlaczego. Może ludzie, którzy brali w tym udział, byli tak potężni, bogaci i wpływowi.
Musiał być nad nimi jakiś parasol ochronny.
Na pewno, ale ten parasol jest większy i chroni nie tylko myśliwych. Film „Sarajevo Safari” nie został zakupiony przez żadną zachodnią telewizję, mimo że był wielokrotnie nagradzany. Był emitowany na całych Bałkanach, z wyjątkiem Serbii oczywiście, w krajach arabskich, a nawet w Azji. Jednak żaden kraj zachodni nie kupił praw do jego emisji. To dziwne, prawda? Więc próbowałem się zastanowić dlaczego.
Odpowiedź, którą znalazłem, jest taka, że w filmie w pewnym momencie Edin Subasić, 62-letni emerytowany agent wywiadu wojskowego armii Republiki Bośni i Hercegowiny, mówi o tym, że bośniacki wywiad zawiadomił SISMI, włoski wywiad wojskowy.