Tajemnice generała Geibla
Tajemnice generała Geibla, „mordercy Warszawy”. Dlaczego został zwolniony? Co się z nim działo?
Dowódca SS i policji w dystrykcie warszawskim gen. Paul Otto Geibel pierwszego dnia powstania uciekł do schronu w swoim urzędzie – Prezydium Policji na Szucha 23, tuż obok gmachu gestapo, gdzie urzędował Ludwig Hahn. Dzielnica policyjna, koszary i więzienie na Rakowieckiej były atakowane przez oddziały AK bez szans na powodzenie. Odpowiedzialność Geibla za zbrodnie dokonane w tym rejonie miasta można porównać z masakrą na Woli. Na Mokotowie zamordowano ok. 10 tys. mieszkańców. Geiblowi powierzono też 12 października ewakuację ludności i zburzenie Warszawy.
Po wojnie został wydany Polsce w październiku 1947 r. Wysiadł z samolotu na Okęciu, wyglądem przypominał turystę z bagażem przewieszonym przez ramię. Przez kilka lat zastanawiano się, jak jego proces wykorzystać politycznie. Czas mijał i okazało się, że propagandowo Geibel nie jest już potrzebny jak choćby Ludwig Fischer, gubernator dystryktu warszawskiego, sądzony przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w 1947 r. Na sali obecni byli wówczas korespondenci kamerzyści i tłum publiczności wpuszczany za biletami.
Czytaj też: Jak działał mózg nazisty?
Proces bez kamer
Geibel stanął przed Sądem Wojewódzkim w Warszawie dopiero w maju 1954 r. Kilkakrotnie przeglądałem roczniki gazet z tego okresu i nie znalazłem o tym najmniejszej wzmianki. Publikowano za to informacje o wizycie delegacji włókniarek NRD czy wydaniu 28. tomu dzieł Lenina. Proces był pospieszny, bez stenografowania i kamer. Już pierwszego dnia został odroczony, ponieważ tłumacz nie dawał sobie rady. Świadków zbrodni przesłuchano w ciągu jednego dnia, tylko pięciu, choć sąd dysponował obszerną dokumentacją zebraną pracowicie przez Komisję Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce.