Flota ku pokrzepieniu serc
Flota ku pokrzepieniu serc. Marynarka była wielką nadzieją II RP. Skończyło się rozczarowaniem
„Senat Wolnego Miasta [Gdańska – przyp. aut.] nie chciał przedłużyć umowy w sprawie tzw. port d’attache dla naszej floty wojennej i zagroził traktowaniem naszych okrętów jako okrętów obcego państwa” – zapisał na kartach „Ostatniego raportu” Józef Beck. Naciski Warszawy nie przynosiły rezultatów, władze Wolnego Miasta zaś wiosną 1932 r. parły do wyrugowania wszelkich polskich wpływów z Gdańska. Miały w tym pełne wsparcie Berlina. Także nadzorujący miasto z ramienia Ligi Narodów włoski komisarz Manfredi Gravina nie ukrywał proniemieckich sympatii.
Działa w stronę miasta
Zaniepokojony Józef Piłsudski zdecydował się więc na ryzykowną demonstrację siły. Pretekstem do niej stała się kurtuazyjna wizyta w Gdańsku eskadry okrętów Royal Navy. W nocy poprzedzającej ich przybycie ORP „Wicher” pod dowództwem Tadeusza Podjazd-Morgensterna miał się pojawić na redzie gdańskiego portu. „Marszałek wydał osobiście rozkaz ustny i pisemny dowódcy floty – w mojej obecności. Okręt miał mieć pełne wyposażenie bojowe, a dowódca miał rozkaz w razie obrazy bandery zbombardować ogniem artylerii najbliższy urzędowy gmach gdański” – wspominał Beck.
Rankiem 14 czerwca 1932 r. Gdańszczanie ujrzeli na redzie portu dumę polskiej floty, niszczyciela „Wicher” z działami zwróconymi w stronę miasta. Polski okręt powitał brytyjskich gości i nawet wpłynął z nimi do portu. „Dzień przeszedł w silnym napięciu, które udzieliło się prasie europejskiej, jednak bez incydentów i ORP »Wicher« po wykonaniu zadania powrócił do Gdyni” – odnotował Beck. Po czym senat Wolnego Miasta zaakceptował umowę pozwalającą polskim okrętom swobodnie korzystać z gdańskiego portu. W Polsce przyjęto ten fakt z entuzjazmem.