Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Historia

Hobo na kolejowym szlaku

Hobo, włóczędzy na kolejowym szlaku. Jak zapisali się w historii Ameryki? To cała subkultura

Preferuj w Google
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google, aby częściej widzieć „Politykę” w wynikach wyszukiwania.
x
Trzech „rycerzy wagonów towarowych”, którzy przybyli do Cincinnati w Ohio na zlot włóczęgów (National Hobo Convention) w sierpniu 1934 r. Od góry: Montana Kid, L.&N. Slim oraz Kentucky Kid, jak podpisał ich autor tego kultowego zdjęcia Otto Bettmann. Trzech „rycerzy wagonów towarowych”, którzy przybyli do Cincinnati w Ohio na zlot włóczęgów (National Hobo Convention) w sierpniu 1934 r. Od góry: Montana Kid, L.&N. Slim oraz Kentucky Kid, jak podpisał ich autor tego kultowego zdjęcia Otto Bettmann. Bettmann / Getty Images
Setki tysięcy włóczęgów przemierzało Amerykę towarowymi pociągami. Wśród nich słynny polski pięściarz. Tworzyli osiedla dżungle, mieli własną subkulturę i kodeks.

„Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet. Ściskając w ręku kamyk zielony…” – śpiewa Maryla Rodowicz. Był czas, że na gapę jeździły tysiące ludzi. W ręku ściskali nie kamyk na szczęście, tylko coś, co nadawało się do obrony albo ataku.

Wyobraźmy sobie taką scenę: lata wielkiego kryzysu w Stanach Zjednoczonych, rok 1932, bocznica kolejowa w jakimś mieście. Trzymajmy się repertuaru Maryli Rodowicz – niech to będzie Syracuse z „Ballady wagonowej” napisanej przez Agnieszkę Osiecką. Na bocznicę w kłębach pary wtacza się pordzewiała lokomotywa pamiętająca czasy prosperity po pierwszej wojnie światowej, a za nią ciągną się wagony towarowe: kryte, przeznaczone do przewozu bydła i koni oraz odsłonięte platformy z materiałami budowlanymi i żelastwem. Z wagonów zaczynają wyskakiwać ludzie: dwóch, pięciu, dziesięciu…, trzydziestu… Robotnicy kolejowi oczekujący tego składu, by go rozładować, od razu poznają, kim są pasażerowie, którym niestraszna podróż w siermiężnych warunkach – to hobo.

Armia włóczęgów

Hobo znaczy włóczęga, ale hobo przemierzający Stany Zjednoczone w pociągach towarowych nie byli zwyczajnymi włóczęgami – niebieskimi ptakami wędrującymi bez celu lub gnanymi przez zew przygody. Choć i tacy się między nimi zdarzali. Prawdziwy hobo ryzykował skok do towarowego pociągu, by dojechać do miejscowości, w której miał szansę znaleźć pracę lub przynajmniej porządnie się najeść w jadłodajni prowadzonej przez organizację charytatywną lub jeden z kościołów. Hobo pojawili się wraz z podbojem amerykańskich prerii przez „żelaznego konia”, czyli od końca lat 60. XIX w., kiedy pierwsza linia transkontynentalna połączyła Wschodnie Wybrzeże z Kalifornią i wybrzeżem Pacyfiku.

Polityka 39.2026 (3583) z dnia 22.09.2026; Historia; s. 67
Oryginalny tytuł tekstu: "Hobo na kolejowym szlaku"
Reklama