Rozmowy z rewolwerem na stole
Rozmowy z rewolwerem na stole, czyli jak Gomułka kłócił się z Chruszczowem. „Słyszymy głos bolszewika!”
Rankiem 19 października 1956 r. wylądowała w Warszawie nieproszona delegacja Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego z sekretarzem generalnym Nikitą Chruszczowem na czele. Towarzyszył jej naczelny dowódca Układu Warszawskiego marszałek Iwan Koniew ze swoim sztabem. Sowiecki przywódca już z daleka wygrażał witającym go Polakom, wykrzykując pod adresem I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki: „Zdradziecka działalność towarzysza Ochaba wyszła na jaw! Ten numer wam nie przejdzie!”.
Był to szczytowy moment kryzysu, jaki narastał w Polsce od wiosny 1956 r. Śmierć Bolesława Bieruta i upowszechnienie w Polsce wystąpienia Chruszczowa „O kulcie jednostki i jego następstwach” podważyły stalinowski system rządów i rozbudziły w społeczeństwie nadzieję na zmiany. Po tym, jak w czerwcu zbuntowani robotnicy Poznania otwarcie podnieśli hasła antykomunistyczne, „odwilż” przeistoczyła się w prawdziwą „powódź”. Po kraju rozlewała się fala dyskusji i krytyki. Hasłem dnia stały się praworządność i demokratyzacja.
Dwie frakcje
Napiętnowanie zbrodni Stalina dało asumpt do przypomnienia krzywd doznanych od Związku Radzieckiego: wymordowania elity KPP, agresji 17 września 1939 r., zbrodni katyńskiej, procesu szesnastu. Jesienią 1956 r. na wiecach i w prasie społeczne żądania często wyrażano w języku antyradzieckiej frazeologii.
Tymczasem komunistyczną elitę władzy paraliżował spór między dogmatyczną frakcją „natolińczyków” i bardziej proreformatorską frakcją „puławian”. Pierwsi (nazwani od rządowego pałacyku w Natolinie) chcieli zneutralizować napięcie społeczne, zrzucając odpowiedzialność za wypaczenia stalinizmu na konkretnych działaczy, zwłaszcza pochodzenia żydowskiego. Byli zwolennikami rządów twardej ręki, domagali się silniejszej kontroli partii nad prasą i powściągnięcia swobody dyskusji.