Ślady za dużych butów
Za duże buty, morze ruin i cień znikającej Warszawy. Poszukiwania dziewczynki ze zdjęcia
Wydawało się, że tym razem to już na pewno ona. Pani Basia, która w Kartuzach sprzedaje sadzonki roślin. Po osiemdziesiątce, więc w 1946 r. miała około 10 lat, a na tyle właśnie wygląda dziewczynka ze zdjęcia. Urodzona w Warszawie, przetrwała w niej wojnę. Ale przede wszystkim miała to, co najważniejsze – te za duże buty. Chodziłam w za dużych butach po zburzonej Warszawie, całe powstanie w nich przechodziłam, zupełnie sama, bo rodzice zginęli pod gruzami naszej kamienicy na Woli, tylko mnie udało się wydostać – opowiadała 10 lat temu letnikowi Jackowi, przedsiębiorcy z Warszawy, który trafił do jej ogrodu przypadkiem, odpoczywając na Kaszubach.
Ta historia tak głęboko zapadła w pamięć Jacka, że gdy tego lata usłyszał, że trwają poszukiwania dziewczynki w za dużych butach ze zdjęcia na tle zburzonej Warszawy, nie pytał wcale ani po co, ani dlaczego, tylko od razu wszystko mu się połączyło z panią Basią. Pojechał. Siadł naprzeciwko i pokazał czarno-biały wydruk z komputera: na dachu dziewczynka w sukience i koszuli w kratę stoi twarzą do zrównanego z ziemią miasta, w dole kadru jej buty. Pani Basia wpatruje się, Jacek widzi łzy, wzruszenie ich ogarnia i w końcu pani Basia wzdycha: Nie, to jednak nie ja.
•
To jednak nie ona – zadzwonił Jacek do Patrycji Jastrzębskiej, Zuzanny Glińskiej i Krzysztofa Olszaka z grupy poszukiwaczy znikającej powojennej warszawskiej architektury „Tu było, tu stało”. To oni wrzucili zapomniane zdjęcie ze zbiorów światowego archiwum CORBIS na Facebook z apelem o pomoc w identyfikacji dziewczynki, wyzwalając tym, wychodzące poza internet, ogólnospołeczne poruszenie.
Zdjęcie przyniósł znajomy pisarz, ekspert ds. komunikacji i zarządzania wartością, prywatnie entuzjasta mediów społecznościowych, i zaproponował rozkręcenie akcji poszukiwawczej.