Nasto-dziadki
Sześćdziesiątka to nowa czterdziestka? Seniorzy jak nastolatki, czyli kiedy zaczyna się starość
Gdy Marta przegląda album rodzinny, bez ustanku się dziwi, patrząc na zdjęcia swojej babci, gdy miała 40 lat – tyle, ile Marta ma teraz. Z upozowanych fotografii uśmiecha się nobliwa pani z fryzurą na baranka, w butach na kwadratowych obcasach i sukienkach z lakierowanym paskiem. Jeszcze bardziej Marta (sama ubrana w dżinsy, T-shirt i klapki) dziwi się, gdy patrzy na prababcię w wieku lat 65 – starowinkę (siwe włosy zwinięte na czubku głowy), w bluzce i spódnicy do pół łydki. Mama Marty Halina, lat 65, krótka fryzura blond, latem po domu krząta się w szortach do pół uda i koszulce na ramiączkach. Na zewnątrz wychodzi w bermudach i bluzkach ledwo zakrywających ramiona. Spodnie i koszulki kupują z Martą w tych samych sieciowych sklepach (przy wieszakach obok kręcą się licealistki). Potem idą razem na basen. A mama koleżanki – też z włosami do ramion, w modnych butach i spódnicach z oficjalnie młodzieżowej sieciówki – w wieku lat 60 kupiła pierwszy samochód. I twierdzi, że wtedy właśnie zaczęło się jej życie.
Więc Marta nad tymi zdjęciami zastanawia się, jaka była kolejność: czy najpierw zmienił się wygląd czy mentalność? Czy przeczucie dłużej dostępnych szans, wyborów, zmian w coraz dłuższym życiu, pozwala dojrzałym nosić kostiumy tych, co wszystko mają przed sobą? Czy kopiowanie swobodnych strojów i fryzur 60-letniej Sharon Stone, 66-letniego Stinga i im podobnych otworzyło umysły, pozwoliło tym dojrzałym poczuć się wciąż w nurcie?
Tatiana Hrechorowicz, specjalistka od kreowania wizerunku, jest pewna, że wszystko zaczyna się od głowy. Nawet kopiując wzorce z mediów, przepuszcza się je przez siebie. – Można włączyć filtr: „Nie, to nie dla mnie. Jestem za stara”, ale można też: „OK, wolno mi, mogę”.