Klasyki Polityki

Smalec strategiczny

Smalec strategiczny. Psychoza wojenna w PRL

Wiejski sklep spożywczy Wiejski sklep spożywczy L. Wawrynkiewicz / Forum
Gdy czterdzieści lat temu, w październiku 1962 r., radzieckie rakiety płynęły na Kubę, przed światem stanęło widmo atomowego konfliktu. Polacy rzucili się do sklepów kupować futra i słoninę. Napady psychozy wojennej były w PRL zjawiskiem stałym.

Nie ma przesady w stwierdzeniu, że Polacy po 1945 r. byli stale uwikłani w dialog ze strachem – by posłużyć się określeniem Jeana Delumeau, autora „Strachu w kulturze Zachodu”. Częstym tematem tego dialogu była wojna. Nad Wisłą lęk ten był zresztą w jakiś sposób racjonalny. Przeszliśmy prawdziwą wojnę, bombardowania miast, głód i dwa powstania w Warszawie. W PRL żadnego innego słowa nie odmieniano tak często przez przypadki jak pokój. Mimo to w kraju „miłującym pokój” jego mieszkańcy bali się wojny. Choć też był czas, że wielu wyglądało jej z nadzieją.

„Truman zrzuć ta bania”

Jeszcze przed zakończeniem II wojny światowej zaczęto mówić o nowej, trzeciej wojnie. Długo nadzieją na jej wybuch żyła polska emigracja oraz polityczne i zbrojne podziemie w kraju.

Polityka 44.2002 (2374) z dnia 02.11.2002; Historia; s. 71
Oryginalny tytuł tekstu: "Smalec strategiczny"
Reklama