Klasyki Polityki

Gordana i Jehona

Gordana i Jehona. Serbka i Albanka rozdzielone waśnią narodową

Gordana już jako tłumaczka przy misji ONZ. Jehona nie pozwoliła się sfotografować. Gordana już jako tłumaczka przy misji ONZ. Jehona nie pozwoliła się sfotografować. Rafał Domański, Tomasz Lipko / Polityka
Historia dwóch przyjaciółek od dzieciństwa z jednego osiedla w kosowskiej Prisztinie. Gordana jest Serbką, a Jehona Albanką. Rozłączyła je serbsko-albańska waśń narodowa. Gdy się znów spotkały, uścisnęły się bez słowa.

– Miło was poznać – mówi Gordana i zaraz ostrzega: – Musimy mówić cicho, wokół pełno Albańczyków. Jest blondynką, Serbką z Prisztiny. Spotkaliśmy się w hotelu Grand, jedynym czynnym w stolicy Kosowa. Niedaleko był jeszcze hotel Bonjour, ale jego właścicielem jest Albańczyk, więc na kilka dni przed wejściem natowskich wojsk rodacy Gordany zdążyli budynek zdemolować. Już po dwóch dniach obecności dziennikarzy w niedostępnej dla nich dotychczas Prisztinie pięciogwiazdkowy Grand, pozbawiony wody, śmierdział jak dworcowa toaleta, a boye w muchach musieli lawirować między śpiącymi na schodach rosyjskimi korespondentami.

Polityka 31.1999 (2204) z dnia 31.07.1999; Na własne oczy; s. 84
Oryginalny tytuł tekstu: "Gordana i Jehona"

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016