Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Klasyki Polityki

Sam na sam

Nigdy nie było aż tylu samotnych. „Nowa wolna kobieta lubi chodzić w adidasach"

Samotni to rosnąca armia. Samotni to rosnąca armia. Mirosław Gryń / Polityka
Pojedynczy są już potęgą w statystykach. W Polsce według ostatnich wyliczeń GUS na 12,5 mln gospodarstw domowych było 19,7 proc. jednoosobowych. Co piąte.
W Ameryce samotnych jest 24,3 proc., w Szwecji 39,6 proc., w Rosji 26,2 proc. dorosłych obywateli.Mirosław Gryń/Polityka W Ameryce samotnych jest 24,3 proc., w Szwecji 39,6 proc., w Rosji 26,2 proc. dorosłych obywateli.

W świecie nastąpiła eksplozja samotności. Pojedynczy są już potęgą w statystykach. W Polsce według ostatnich wyliczeń GUS na 12,5 mln gospodarstw domowych było 19,7 proc. jednoosobowych. Co piąte. To właśnie samotni. W Ameryce samotnych jest 24,3 proc., w Szwecji 39,6 proc., w Rosji 26,2 proc. dorosłych obywateli. Niższe wskaźniki mają tylko kraje nisko rozwinięte, a zwłaszcza muzułmańskie. We wszystkich krajach europejskich przybywa co roku ludzi żyjących w pojedynkę i trend ten zdaje się nie mieć granicy. Do samotnych z musu – klasycznych – dochodzą ci ze świadomego wyboru. Do pokrzywdzonych przez los dołączają wybrańcy losu i tacy, którzy nie potrafią się już niczym dzielić. A zwłaszcza swoim życiem. W Polsce do niedawna wszystko było nastawione na podwójność: od butelek na mleko po skierowania na wczasy i politykę prorodzinną. Ale to się zmienia. Tak jak na świecie, gdzie wytwórcy jadła i rozrywek od dawna świetnie wiedzą, że samotność to biznes. Bo samotni to rosnąca armia.

Panny, wdowy i rozwódki. Kawalerowie, wdowcy, rozwodnicy. Wymuskani albo zaniedbani. Przebojowi hedoniści albo depresyjne flaki. Pożeracze książek i gazet albo telewizyjni leniwcy kanapowi. Podróżnicy z mieszkaniami jak jamy, bo tak lubią, albo jak bombonierki – pełnymi przesadnej wygody, bo lubią inaczej. Samotni.

„Samotność jest święta, prosta, niezepsuta i najbardziej czysta ze wszystkich rzeczy ludzkich. Samotność nie chce nikogo zwodzić, nikomu nie schlebia, nic nie ukrywa, nic nie zmyśla. Jest całkiem naga i bez ozdób. Nie wystawia się na widok publiczny ani nie szuka oklasków, które zatruwają duszę” – pisał Francesco Petrarka.

Wybierali ją z dawien dawna myśliciele, filozofowie, artyści, z rozmysłem lub też ci tak bardzo pochłonięci pielęgnowaniem talentów lub idei, że nie chcieli, jak Nietzsche, żadnego świadka, który by przeszkadzał w skupieniu.

Polityka 23.2000 (2248) z dnia 03.06.2000; Raport; s. 4
Oryginalny tytuł tekstu: "Sam na sam"
Reklama