Klasyki Polityki

Ostatnia usługa

Dziś na cmentarzach liczy się, za przeproszeniem, kubatura

Dziś na cmentarzach liczy się, za przeproszeniem, kubatura – mówi profesor antropologii. Dziś na cmentarzach liczy się, za przeproszeniem, kubatura – mówi profesor antropologii. Grzegorz Klatka / Polityka
Gdyby zbieg przypadków zdarzył, że jakaś przyszła cywilizacja miała nas sądzić po sposobie rozstawania się ze zmarłymi i po nagrobkach, jakie im wystawiamy, to obraz objawiłby się z tego nader ciekawy: Europa Środkowa, przełom wieków, gwałtowny koniec epoki lastryko.
W ostatnią drogę wyprawiamy zmarłych coraz bardziej luksusowo.Grzegorz Klatka/Polityka W ostatnią drogę wyprawiamy zmarłych coraz bardziej luksusowo.

Jeszcze niedawno większość ludzi w czasach pokoju rozstawała się z doczesnością we wspólnocie, w której żyła, na oczach rodziny i bliskich. To oni myli i ubierali zmarłego, mówiąc do niego w trakcie tych czynności. Potem rodzina układała zwłoki w trumnie i czuwała przy nich całą noc. Teraz śmierć na dobre przeniosła się do szpitali.

Jeszcze niedawno najbliżsi zamykali zmarłemu oczy i zapalali gromnice u wezgłowia łóżka, dziś pierwszą reakcją rodziny bywa telefon do zakładu pogrzebowego.

Polityka 45.2000 (2270) z dnia 04.11.2000; Na własne oczy; s. 100
Oryginalny tytuł tekstu: "Ostatnia usługa"

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016