Klasyki Polityki

Kociołapy

Kociołapy. Związki bez ślubu coraz powszechniejsze

Ślub to czysta formalność. Niszczy coś dobrego, rzekomo poprawia na lepsze. Ślub to czysta formalność. Niszczy coś dobrego, rzekomo poprawia na lepsze. Piotr Socha / Polityka
Słowa konkubina, konkubent brzmią brzydko, pachną patologią. Lepsze już wydaje się: na kocią łapę, na kartę rowerową, choć w tych określeniach nie ma za grosz szacunku należnego u nas wyłącznie parom zamężnym.

Ślub wydaje się Jackowi Martynkowi, studentowi zarządzania w SGH, asystentowi kontrolera ruchu w LOT, datą w kalendarzu bez specjalnego znaczenia. – Ludzie pobierają się – mówi – na drugi dzień budzą i wszystko jest jak dawniej. Poza zmianą nazwiska nic się nie zmienia, a powinno przecież wiązać się z czymś ważnym, np. w dzień po zawarciu ślubu młodzi idą do notariusza, podpisują wspólnie akt zakupu działki, domu i zaczynają naprawdę wspólne życie.

Polityka 24.2003 (2405) z dnia 14.06.2003; Raport; s. 3
Oryginalny tytuł tekstu: "Kociołapy"

Czytaj także

Społeczeństwo

Mama transpłciowego dziecka: Mój syn czuje, że w Polsce jest nikim

Nie czarujmy się, że Polki i Polacy na pstryknięcie palcami zrozumieją, co to znaczy transpłciowość. Ale Pawłowicz i Kaczyński paradoksalnie przyczyniają się do edukacji społeczeństwa – mówi Ewelina Słowińska, mama Saszy, aktywistka fundacji Trans-Fuzja.

Mateusz Witczak
12.04.2021