Klasyki Polityki

„To” molestowanie. Przygody fryzjera damskiego

Fryzjer się broni, że w zeznaniach świadków są rozbieżności. Fryzjer się broni, że w zeznaniach świadków są rozbieżności. Mirosław Gryń / Polityka
Szef salonu fryzjerskiego zatrudniał nastolatków. Zamiast im płacić, kazał płacić sobie – za to, że daje pracę. A ponadto łapał, szczypał i sprośnie żartował z dziewcząt.

Pięć praktykantek poszło do sądu. W miejscowej prokuraturze nieoficjalnie mówią, że pieniądze to może by jeszcze wygrały, ale po co to molestowanie...

Sprawa o molestowanie jest w Polsce wciąż trudna do wygrania, nawet w bardzo drastycznych przypadkach. A ten był banalny: zakład fryzjerski, szef w typie playboya, trochę po pięćdziesiątce, niby żartem chwytający podwładne za piersi („Sprawdzam, czy się moje dziewczynki dobrze rozwijają”), głaszczący po pupach albo zadający wprawiające w zażenowanie pytania („A ten twój chłopak to cię już dziurkuje?

Polityka 40.2005 (2524) z dnia 08.10.2005; Społeczeństwo; s. 102
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Subskrybuję

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >