Klasyki Polityki

Radiowóz widmo

Jak ze świadka stać się oskarżonym

Kierujący radiowozem policjant Marek B. zeznał, iż cały czas jechał na światłach mijania. Kierujący radiowozem policjant Marek B. zeznał, iż cały czas jechał na światłach mijania. Michał Mutor / Agencja Gazeta
Podczas pierwszej rozprawy pani sędzia pokazała Jarosławowi D. podwórko-spacerniak aresztu. Kiedyś pewnie wziąłby to za żart. Ale nie teraz, kiedy jego i kolegę ze świadków przemieniono w oskarżonych. Mieli bowiem pecha i widzieli wypadek z udziałem policji.

W nocy 12 października 1998 na pograniczu dwóch gdańskich dzielnic Przymorza i Zaspy policyjny Volkswagen zderzył się z taksówką. Radiowóz jechał drogą z pierwszeństwem przejazdu. Taksówka wyjechała z ulicy podporządkowanej. Kierowca pojazdu zginął. Policjanci odnieśli obrażenia. Wina taksówkarza wydawała się bezsporna. Tak też przedstawiła sprawę gdańska telewizja w „Panoramie”, lokalnym przeglądzie wydarzeń.

– To mnie zbulwersowało – mówi Jarosław D.

Polityka 13.2000 (2238) z dnia 25.03.2000; Kraj; s. 26
Oryginalny tytuł tekstu: "Radiowóz widmo"
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Dołączam

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >