Klasyki Polityki

Głód łaknienia. Anoreksja, bulimia, ortoreksja i inne zaburzenia odżywiania

Rekompensatą za życie bez jedzenia jest chudość. Rekompensatą za życie bez jedzenia jest chudość. Lauren Greenfield VII / Polityka
Modelka Monika Jagaciak, 14 lat, 57 cm w pasie. Pewnie każda polska nastolatka chciałaby wyglądać tak jak ona. I to pragnienie może być początkiem poważnych kłopotów.

Świadomi tego ludzie ze świata mody zbojkotowali jej występ w Australii. Francja, która u siebie wprowadza zakaz lansowania nadmiernej chudości, zapowiedziała walkę w tej sprawie na forum Unii Europejskiej. Czy nie czas, aby także Polska wprowadziła podobne prawo?

W połowie kwietnia 2008 r. trafił do francuskiego parlamentu projekt ustawy zakazującej propagowania wychudzonych modelek nie tylko na wybiegach, ale również w kolorowych magazynach, reklamach, Internecie. Minister zdrowia Roselyne Bachelot zapowiedziała, że Francja, jako kraj przewodniczący od lipca Unii Europejskiej, proponować będzie rozszerzenie zakazu na wszystkie kraje członkowskie. Z pewnością znajdzie sojuszników, bo Hiszpania już w 2007 r. wydała przepis zabraniający pokazywania na wybiegach modelek, których wskaźnik masy ciała BMI (Body Mass Index – waga w kilogramach podzielona przez wzrost w metrach do kwadratu) jest niższy od 18 (za prawidłowy BMI uważa się wskaźnik między 19 a 25). Włosi optują za wprowadzeniem dla kandydatek na modelki odpowiednich certyfikatów zdrowia. W Wielkiej Brytanii trwa dyskusja nad wykorzystywaniem wizerunków gwiazd do reklamowania fast foodów.

Jak wykazują dane Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, ok. 75 proc. polskich nastolatek stale stosuje diety, które w rezultacie część z nich doprowadza do psychicznych zaburzeń odżywiania. Oblicza się, że w każdym polskim liceum uczy się 6–10 dziewczyn cierpiących na anoreksję lub bulimię o różnym stopniu nasilenia choroby. Problem ten jednak niespecjalnie trapi nasze społeczeństwo. Jak na razie zbulwersowaliśmy świat wysyłając 14-letnią modelkę (57 cm w pasie, czyli tyle, ile wynosi obwód uda wysportowanego mężczyzny) Monikę Jagaciak jako główną atrakcję pokazów Australia Fashion Week. Przeciwko jej występowi zaprotestowali wydawcy ekskluzywnych pism poświęconych modzie, grożąc organizatorom, że nie opiszą imprezy. Przedstawicielka jednego z magazynów stwierdziła, że zadaniem projektantów mody jest szycie ubrań dla kobiet, tymczasem na pokazach demonstrują dziewczynki, które, gdy tylko zaczynają im rosnąć piersi, wyrzuca się z pracy. Brytyjski projektant mody Jeff Banks przyłączył się do opinii dziennikarek, stwierdzając, że demonstrowanie coraz młodszych i chudszych modelek negatywnie wpływa na samoocenę nastolatek, mogących mieć potem problemy z zaakceptowaniem własnej seksualności.

Większość kreatorów mody głośno się buntuje, uważając, że nie można tworzyć żadnych prawnych ograniczeń dla standardów piękna i urody. Stefano Gabbana z duetu Dolce&Gabbana na łamach „Vanity Fair” stanowczo oświadczył, że projektanci mody będą walczyć ze wszystkich sił z wszelkimi tego rodzaju zakazami, a nawet zakłada się, że dalej będą zatrudniać ten sam typ modelek. Wojna więc trwa. Gdzie leży casus belli?

Obżerać się do bólu

Opowiada 25-letnia Magda M., od czternastego roku życia cierpiąca na bulimię: Od dziecka byłam wyższa i chudsza od rówieśniczek. Wszyscy powtarzali, że powinnam zostać aktorką albo modelką. Kiedy byłam w siódmej klasie, w jednym z magazynów znalazłam wymiary gwiazd modelingu. Zmierzyłam się. Nie pasowałam. Byłam zdruzgotana. Może nie muszę być modelką, myślałam, ale muszę mieć dobrą sylwetkę.

Zaczęłam liczyć kalorie, zapisywałam, coraz mniej jadłam. Koszmarnie bałam się utyć. W liceum zaczęłam mieć napady obżarstwa, raczej krótkie. Potem głodowałam. A potem znów się objadałam i przestawałam jeść. Zaczęłam mieć problemy hormonalne, na siedem miesięcy straciłam miesiączkę. Po leczeniu wszystko wróciło do normy.

Pojechałam na studia do USA i tam zaczął się koszmar, bo studenci pierwszego roku muszą się żywić w stołówce, to się nazywa full meal program, a polega na tym, że jedzenie jest dostępne na szwedzkim stole przez cały czas. Jak miałam zły dzień, obżerałam się do bólu, nie szłam na zajęcia, spałam w ubraniu. Nienawidziłam swojego ciała, nie chciałam go dotykać. Izolowałam się od ludzi. Jak przestawałam się obżerać, to głodowałam i chodziłam na siłownię. Zdarzało się, że ćwiczyłam po 2 godziny dziennie. Przy wzroście 178 cm ważyłam 54 kg.

Uważałam, że jest super, ale gdzieś wiedziałam, że straciłam duszę po raz drugi. Wróciłam do kraju. Nadal cyklicznie się objadam i głoduję. Za swój sukces uważam fakt, że nie wymiotuję i nie stosuję środków przeczyszczających. Czasem nie wytrzymuję tego wszystkiego. Chodzę na psychoterapię, łykam Prozac. Ale ciągle wszystko przekłada się u mnie na jedzenie. Pojawia się nowy facet, jakiś stres, z czymś zawalę – zaraz objadam się na maksa. Karzę się w ten sposób, bo generalnie mam niską samoocenę.

Skończyłam studia, znam trzy języki, pracuję, ale tak naprawdę mój świat kręci się wokół jedzenia. Za dużo, za mało. Każde wyjście do restauracji czy na imprezę mnie przeraża. Nie rzucam się publicznie na jedzenie, bo wiem, że jak wrócę do domu, urządzę sobie ucztę. Wyjem wszystko z lodówki. Niedawno zaliczyłam sukces. Od ostatniego napadu głodu minęło już osiemnaście dni. Zjadłam wtedy litr lodów, cały bochenek chleba z kapustą, cztery batoniki czekoladowe, bagietkę, kanapki, puszkę sardynek, zimną pizzę.

Zdarza się, że w czasie ataku bulimii osoba nią dotknięta pochłania do 20 tys. kalorii, czyli dziesięciokrotnie więcej, niż wynosi dzienna norma. – Waga i wygląd mają podstawowe znaczenie w bulimii – komentuje prof. Irena Namysłowska, szefowa Kliniki Dzieci i Młodzieży w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. – Wyznaczają wartość człowieka, są utożsamiane z sukcesem. Jednocześnie bulimiczki doświadczają upokorzenia wywołanego brakiem kontroli nad własnym ciałem, bo nie potrafią zwalczyć ataków głodu.

Środki przeczyszczające i wymioty niszczą zęby, rujnują skórę oraz włosy, powodują w organizmach chorych zaburzenia elektrolitowe. Okresy głodu na przemian z objadaniem się mogą wywołać śpiączkę hipoglikemiczną. Bulimia rzadziej niż anoreksja prowadzi prostą drogą do śmierci, ale systematycznie wyniszcza organizm. Jest też w Polsce schorzeniem znacznie częściej od anoreksji spotykanym.

W ciągu 10 lat (między 1997 a 2006 r.) liczba hospitalizacji z tego powodu wzrosła o ok. 500 proc. Jest ona jednak daleko niepełna, podkreślają psychiatrzy, ponieważ znaczna część cierpiących na bulimię leczy się prywatnie w gabinetach psychologów. Pobyty na oddziałach szpitali psychiatrycznych są krótkie i zwłaszcza w przypadku bulimii mało efektywne, ponieważ zaburzenie to wymaga długotrwałej zazwyczaj psychoterapii, która niestety kosztuje. Minimum to jedna sesja w tygodniu dla pacjentki (cena 100 zł) i raz w miesiącu konieczne spotkanie z jej rodziną (150 zł) – wychodzi więc prawie 600 zł miesięcznie. Do tego trzeba dodać wizyty u dietetyków i wydatki na leki antydepresyjne (Prozac).

Na leczenie bulimii wydałam w ciągu sześciu lat tyle, ile wydałabym na prywatne studia, których nie skończyłam, bo mnie nie stać – skarży się 30-letnia Małgorzata P.

Młodzież cierpiąca na zaburzenia odżywiania jest objęta w Polsce jako tako zorganizowaną opieką kliniczną, jednak dla osób powyżej 21 roku życia praktycznie nie ma odpowiednich miejsc do leczenia. Pozostaje terapia prywatna, w małych miejscowościach z braku fachowców niedostępna. Dla uzdrowienia sytuacji przydałoby się jak najszybsze uchwalenie przez Sejm Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego (pisaliśmy o jego projekcie – „Polityka” 18), który zakłada istnienie placówek terytorialnych, ale to na razie pieśń przyszłości.

– Bulimia – wyjaśnia prof. Namysłowska – jest chorobą wywołaną wieloma czynnikami. Poza typowo psychicznymi, jak np. niska samoocena, w grę wchodzi także neurofizjologia, czyli zakłócenia poziomu serotoniny. Istotne znaczenie ma także sytuacja w rodzinie, stosunki z rodzicami i prawdopodobnie uwarunkowania genetyczne. Podstawowego klucza do powstania tego zaburzenia jeszcze nie znaleźliśmy.

Strach przed jedzeniem

Do Joanny H., matki Magdy bulimiczki, po raz pierwszy podczas wakacji dotarło, że córka, która wówczas była w liceum, ma poważny problem z jedzeniem. Mieli pójść do znajomych na grilla, Magda zareagowała histerycznym płaczem. Potem takie sceny, wywołane lękiem przed wspólnymi posiłkami, zdarzały się częściej. – Rozmawiałyśmy o tym otwarcie, tłumaczyłam jej, że zdjęcia modelek to wielkie komputerowe kłamstwo, a ona jest naprawdę śliczną dziewczyną. Teoretycznie to rozumiała, ale dalej walczyła z jedzeniem. Nie jesteśmy ani rodziną patologiczną, ani dysfunkcyjną. Jesteśmy z mężem dobrym małżeństwem.

Za stan córki Joanna H. wini przede wszystkim jej dążenie do perfekcjonizmu i stałe wątpienie we własne, obiektywnie duże, możliwości. Przyznaje jednak, że Magda sama wskazuje starszego brata jako bezpośrednią przyczynę jej problemów, bo, jak twierdzi, rodzice bez przerwy się nim zachwycali. Z badań psychologów wynika, że częstość występowania bulimii i anoreksji jest wyższa w rodzinach, gdzie dziewczyny mają starszych braci, a jedno z rodziców wykonuje zawód związany z nauczaniem (wiąże się to ze stawianiem dzieciom wysokich wymagań).

Życie na diecie to dla większości dziewcząt i kobiet norma, ale część z nich pada ofiarą obsesyjnego myślenia na temat swojego wyglądu, koncentrują się wyłącznie na nim, często umiejętnie ukrywając to przed otoczeniem – powiada Agnieszka Serafin, psycholog z poradni Za progiem, która prowadziła warsztaty dla kobiet z tego typu problemami pod nazwą „Zobaczyć siebie”. Odkładam życie na potem, kiedy schudnę i będę lepiej wyglądać – brzmi hasło pacjentek. – Kobiety z zaburzeniami łaknienia charakteryzują dwie rzeczy – podkreśla Serafin. – Po pierwsze wrogość do samej siebie, po drugie oddzielenie się od własnego nielubianego ciała. Bywa, że częściej niż nadmierna dbałość o wygląd towarzyszy im zaniedbanie, autodestrukcja, zniechęcenie, a także wewnętrzny wstyd przepełniający je z powodu stałego rozmyślania o swojej zewnętrzności. – Nawet bliscy ludzie – mówi Serafin – nie podejrzewają tych kobiet o to, że ich myśli stale krążą wokół wyglądu. A one czyszczą sobie jelita tabletkami przeczyszczającymi, wymiotują, piją ocet, stale odkrywają cudowne diety i specyfiki odchudzające.

– Bulimiczki gniją od środka – mówi Ewa Minge, znana projektantka mody. – Kwasy żołądkowe wyżerają im wnętrzności. Wspomina, że w wieku 21 lat sama zapadła na bulimię i leczyła się przez półtora roku. Krótko, bo bardzo wspierali ją rodzice. W szkole ważyła 75 kg. Była ruda i piegowata, uważana za brzydką. Zastosowała restrykcyjną dietę. Schudła do 50 kg. Ludzie zaczęli jej prawić komplementy, zakochał się w niej atrakcyjny chłopak. A ona miała trudności z utrzymaniem wagi. Wpadła w przerażenie, a w konsekwencji w bulimię. Teraz uważnie przygląda się modelkom. Zna się na wszelkich przekrętach i oszustwach, wie, gdzie można znaleźć ukryte wymiociny. Wie, że zarówno bulimiczki, jak i anorektyczki straszliwie oszukują, kręcą, kłamią. Przygląda się, jak dziewczyny reagują na jedzenie podczas cateringów after party. Na castingach do pokazów bezwzględnie odrzuca szczudłowate panienki o wklęśniętych biustach, z rękami zwisającymi po obu stronach jak nitki, o szarych cerach i wypadających włosach, świadczących o awitaminozie.

Podczas niedawnego Festiwalu Filmowego w Cannes, gdzie zgromadził się cały światek gwiazdorsko-modowy, temat chorobliwej chudości modelek był, wspomina Minge, jednym z istotniejszych tematów. Nie tylko dlatego, że w tej sprawie toczy się niemal polityczna wojna, ale także dlatego, że nigdzie nie pokazała się Allegra Versace, córka Donatelli i siostrzenica Gianniego, a to zapewne oznacza, że w jej stanie zdrowia znów nastąpiło pogorszenie.

Wyzwalacze głodu

Przypadek Allegry V.: Urodziła się w świecie przedstawianym przez kolorowe magazyny jako wymarzony, a tym samym upragnionym przez wiele nastolatek. Celebrytką była od wczesnego dzieciństwa. Jej stryj, słynny kreator mody Gianni Versace, nazywał ją małą księżniczką i zabierał ze sobą na pokazy. Wychowała się właściwie w jego pałacu, otoczona przepychem. Eltona Johna nazywała wujkiem, Maurice Bejart udzielał jej lekcji tańca, Naomi Campbell dawała pierwsze porady chodzenia po wybiegu. Allegra trafiła tam już w wieku ośmiu lat. Nosiła najlepsze ciuchy tego świata. W wieku kilkunastu lat była już znaną modelką, a także dziedziczką nieprawdopodobnej fortuny, której połowę (ocenianą na 500 mln dol.) odziedziczyła po swoim stryju Giannim. Został on zastrzelony w rezydencji na Florydzie, kiedy Allegra miała jedenaście lat (obecnie ma dwadzieścia jeden). Mój brat został zabity w czerwcu – powtarza często jej matka, także znana projektantka Donatella Versace, która sama miała kłopoty z uzależnieniem od kokainy – a we wrześniu u Allegry wystąpiły pierwsze problemy z jedzeniem.

Obecnie adwokaci rodziny Versace zagrozili procesem każdemu, kto opublikuje aktualne zdjęcie Allegry. Jej ostatnie publiczne fotografie ukazują przeraźliwie wychudzoną dziewczynę, z wystającymi kośćmi obojczykowymi, w peruce, przesadnie wymalowaną, o wielkich i nieszczęśliwych oczach. Allegra cierpi na anoreksję, która mimo doskonałych, pod każdym względem, warunków do leczenia nie ustępuje. Jednym z jej psychoterapeutów jest mąż Ann Wintour, naczelnej redaktor „Vogue” (pierwowzoru bohaterki „Diabeł ubiera się u Prady”), pisma, które zaprotestowało przeciwko występom polskiej zbyt młodej modelki. Wygląda na to, że przynajmniej niektóre media zaczynają odzyskiwać poczucie odpowiedzialności za losy swoich czytelniczek.

Wyzwalaczem anoreksji bardzo często staje się trauma, najczęściej związana z nagłą zmianą stosunków w rodzinie (śmierć, rozwód), przemocą lub skrywanym doświadczeniem seksualnym, a niekiedy zwyczajną nadwrażliwością dziewczyny, sprawiającą, że nadinterpretuje pewne wydarzenia. Traci wówczas poczucie bezpieczeństwa, które pragnie odzyskać także poprzez powrót do czasów wczesnego dzieciństwa, gdy jej karmienie znajdowało się w centrum zainteresowania rodziny.

– Nie chce dorosnąć, nie chce przyjąć na siebie roli kobiety, bo kojarzy się jej ze zbyt trudnymi i wielorakimi zadaniami. Jako perfekcjonistka z natury musiałaby we wszystkich rolach być doskonała, a przy okazji jeszcze piękna i szczupła. Zdaje sobie sprawę, że to jest niemożliwe, więc stara się uciekać przed zmieniającym ją fizycznie czasem – komentuje prof. Namysłowska. Stąd choroba najczęściej, choć nie tylko, pojawia się w wieku dojrzewania, gdy dziewczyny zaczynają nabierać kobiecych kształtów. Anoreksja jako symbol negacji kobiecości może ujawnić się jednak w każdej fazie życia, także po czterdziestce czy pięćdziesiątce.

Taniec na linie

Matka jednej z anorektyczek twierdzi, że choroba córki zaczęła się z zazdrości o młodszą siostrę. Różnica wieku wynosi osiemnaście miesięcy. Starsza dziewczynka chudła, bo koniecznie chciała się zmieścić w ciuchy młodszej. Ojciec innej wychudzonej, Tadeusz K., przyznaje, że nie umie sobie dać rady z anoreksją córki. Złoszczą go jej fochy przy stole, denerwuje stałe gadanie o jedzeniu. Czasem na nią krzyczy, czasem z niej kpi. Te patyki nazywasz udami? – pyta oczywiście złośliwie. Wie, że tak nie wolno, chodzi przecież do psychologa razem z całą rodziną. Ale co zrobić, jak nie wytrzymuje tej sytuacji? Ludzie na świecie głodują, a jego córka jęczy nad pełną miską. Trudno to znieść, trudno zrozumieć.

W czasie ostatniej dekady częstotliwość występowania anoreksji w Polsce wzrosła, jak się oblicza, o ok. 85 proc. Jest to więc schorzenie znacznie rzadsze od bulimii, ale jego skutki są o wiele groźniejsze. Co piąta osoba chora na anoreksję umiera, co najmniej 40 proc. zmaga się z nią przez całe życie. Nawet u tych wyleczonych anoreksja pozostawia ślady w postaci problemów hormonalnych, osłabienia układu kostnego i odpornościowego. Dziewczyna, która przeszła anoreksję, nigdy nie będzie w równie dobrym stanie zdrowia jak jej nigdy nie chorująca na tę przypadłość rówieśniczka.

Największy problem polega na tym, że anorektyczki nie chcą się leczyć. Owszem, mają się za zbyt grube, ale poza tym uważają, że nic im nie jest. To zrozpaczone rodziny przyprowadzają, czasem niemal siłą, swoje córki, siostry czy żony. Jedna z warszawskich psychoterapeutek, gdy umawia się z anorektyczką, ma zwyczaj mówić: OK, widzimy się we wtorek o 18.00, pod warunkiem, że dożyjesz. Terapię osiągania dna i wydobywania się z niego stosuje się wobec alkoholików czy narkomanów, ale prof. Irena Namysłowska jest przeciwna stosowaniu takich metod w przypadku anoreksji. – Bez narkotyków czy alkoholu można przeżyć, bez jedzenia się nie da. Ryzyko wydaje się zbyt wysokie, bo śmiertelne.

Rekompensatą za życie bez jedzenia jest chudość. Bulimiczki pozbawione tej nagrody zazdroszczą anorektyczkom także kontroli, jaką te sprawują nad własnym ciałem. Zdarza się więc, że bulimia prowadzi w końcu do anoreksji. W przypadku obu chorób balansuje się na linie.

– Trzeba powtarzać dziewczynom – stwierdza Ewa Minge – że te, które wygrywają konkursy piękności, na modelki się nie nadają, a chyba lepiej być miss niż setną modelką na wybiegu. Minge przyznaje, że w świecie mody trwa obecnie cicha wojna między projektantkami (m.in. Prada, Versace, Westwood) a niektórymi projektantami, którzy nie chcą rezygnować z coraz chudszych i młodszych modelek. – To nie jest żaden zarzut, ale większość projektantów stanowią geje, a oni pragną kobiety upodobnić do młodych, szczupłych chłopców. Nie ze złej woli, ale dlatego, że to oni właśnie są dla nich ideałem urody – opowiada Minge.

Na stronach kontrana (ana – tak określa się anorektyczki) w Internecie można obejrzeć chwytające za serce filmiki wideo w rodzaju np. animowanej historii Zofii, która zmarła z powodu anoreksji w dziewiętnastym roku życia. Jednak na stronach ana toczy się prawdziwa wojna z realnym światem o prawo do chudnięcia. Trwają na nich dyskusje w rodzaju:

– Ile, waszym zdaniem, powinnam ważyć, skoro przy wzroście 168 cm ważę 43 kg? To jest chyba w miarę OK, choć wiem, że mogę być jeszcze chudsza.

– Co innego być szczupłą, a co innego anorektyczką, a ty straciłaś coś więcej niż wagę. Straciłaś urodę.

– Come on. Możesz wyjść za mąż, jak jesteś chuda. To zawsze lepiej, niż być grubasem. Zawsze jest szansa dla tych, którzy rodzą się trochę za grubi, bo mogą się odchudzić.

Anoreksja – stwierdza prof. Namysłowska – stanowi wielkie oszustwo psychiczne, społeczno-kulturowe, medialne. Poczucie satysfakcji z chudnięcia okazuje się pułapką, drogą, która prowadzi donikąd.

Przepraszam, czy to zdrowe?

Magda Sz., z obawy przed zanieczyszczeniem żywności, jadła wyłącznie określony typ chleba w foliowym opakowaniu, twarożek z hermetycznie zamkniętego pudełka oraz makaron i jajka. Często wyrzucała też świeżo otwarte jedzenie, bo zetknęło się np. z powierzchnią stołu. Po półtora roku takiej diety Magda Sz. nie tylko schudła, ale przede wszystkim popadła w anemię i awitaminozę.

Na horyzoncie pojawia się nowe zaburzenie związane z odżywianiem, mianowicie ortoreksja, czyli uzależnienie się od zdrowego jedzenia do tego stopnia, że prowadzi do psychicznej aberracji. Ortorektycy śmiertelnie obawiają się wszelkiego typu konserwantów, emulgatorów, bakterii. Konsekwentnie tępiąc je w diecie, w rezultacie stopniowo zubożają własny jadłospis. – Ortorektycy – stwierdza Agnieszka Paczkowska z Ośrodka Terapii Uzależnień i Pomocy Psychologicznej Polana – stale poszukują informacji o tym, co zdrowe, co niezdrowe, co szkodzi, a co jest dozwolone. Problem w tym, że tych dozwolonych produktów jest coraz mniej, coraz więcej zaś składników pożywienia wydaje się zagrażać zdrowiu albo nawet życiu. Część psychiatrów uważa, że zaburzenie to jest pochodną nerwicy lękowej. – Pacjenci potrafią siedzieć przed podanym posiłkiem i nie mogą go tknąć – ocenia Agnieszka Paczkowska – bo są ogarnięci obsesyjnym lękiem przed niebezpiecznymi produktami. Najważniejsze, żeby nie podchodzić do jedzenia fanatycznie, doradza, tylko rozsądnie i z umiarem. Dr Juliusz Braun, dyrektor generalny Rady Reklamy, stwierdza, że trwają prace nad zapisami samoograniczenia reklamy w kwestii produktów żywnościowych dla dzieci (fast food, słodycze, napoje itp.). Jednocześnie ta sama kwestia omawiana jest w Komisji Europejskiej. Mówi się o wydaniu ewentualnej dyrektywy w tej sprawie. Chodzi o to, żeby, jakkolwiek absurdalnie to brzmi, nie prowokować uzależnienia od jedzenia (kompulsywni podjadacze potrafią 40 razy w ciągu doby sięgać po małe lub większe co nieco), które na zasadzie kontrakcji samego chorego może potem doprowadzić do drakońskiej diety.

Bywa, że ortoreksja staje się pierwszym poważnym krokiem na drodze do anoreksji. Żołądek się kurczy, człowiek spełnia się w samodyscyplinie. Wraz z coraz powszechniejszą modą na wszelkie diety i zdrowy styl życia, przewiduje Agnieszka Paczkowska, ortorektyków będzie przybywać. Już teraz gazety informują, że jedne gwiazdy nie jedzą mięsa, inne wybierają tylko produkty sojowe, a Gwyneth Partlow wszędzie wozi ze sobą kucharza, który przygotowuje jej posiłki wyłącznie makrobiotyczne.

Niedawno w Warszawie został zorganizowany Tydzień Wegetariański, podczas którego można było wysłuchać m.in. wykładu o zaletach diety bezmięsnej w związku z chorobami nowotworowymi, a także przyjrzeć się leżącym na chodniku tackom z ludzkim mięsem, czyli ochotnikami, którzy dali się zapakować i przykryć folią. Z drugiej strony poszukiwacze zdrowej żywności pochłaniają suplementy diety, witaminy, wszelkiego rodzaju zdrowotne lub odchudzające zupy czy koktajle, które przeważnie stanowią prawdziwe chemiczne bomby.

Zjawisko ortoreksji, czyli obsesji na temat zdrowej żywności, jako pierwszy opisał w swojej książce „Health Food Junkies” (w wolnym tłumaczeniu: „Odpadki zdrowej żywności”) w latach 90. lekarz medycyny Steven Bratman, który sam się uznał za jej ofiarę, a jednocześnie zauważył, że jest coraz więcej osób wraz z nim dzielących tę manię. Choć my w opisaniu objawów ortoreksji moglibyśmy przyznać palmę pierwszeństwa Marii Dąbrowskiej. W „Nocach i dniach” brat Barbary Daniel Ostrzeński przejawiał chorobliwy strach przed bakteriami.

Człowiek cywilizowany rzadko je dlatego, że bywa głodny. Je, bo w ten sposób pochłania swoje emocje, zagryza frustracje, przejada stresy. Wyznawcy BED (Binge Eating Disorder), czyli nadmiernego objadania się mogącego prowadzić do monstrualnej otyłości, którzy opychają się bez mechanizmów kompensacyjnych (a więc głodówek czy wymiotów), odczuwając przy tym tylko niekiedy wyrzuty sumienia, stanowią już 2 proc. obywateli Polski. BED dotyka w równym stopniu mężczyzn i kobiety. Według danych światowych wśród chorych na anoreksję i bulimię jest zazwyczaj 10 proc. mężczyzn. W Polsce ta liczba jest wielokrotnie niższa (ok. 30 pacjentów hospitalizowanych rocznie). Część psychiatrów uważa, że dzieje się tak dlatego, iż polscy lekarze niechętnie rozpoznają zaburzenia odżywiania u mężczyzn na tle psychicznym, poszukując raczej przyczyn somatycznych (stany zapalne żołądka, problemy z krtanią itp.). Ewa Minge zaś podsumowuje rzecz krótko, uważając, że polscy mężczyźni po prostu rzadko przejmują się swoim wyglądem. Tak czy inaczej, bardziej zagraża im nadmierna tusza niż wychudzenie.

Z jednej strony przybywa więc w cywilizowanych społeczeństwach grubasów, z drugiej nadmiernie chudych, w środku zaś mieści się grupa ryzyka złożona z ortorektyków i osób na permanentnych dietach-cud. O tym, że jedzenie może być zwykłą potrzebą albo wysmakowaną przyjemnością towarzyską, pamięta coraz mniej osób. Coraz częściej po prostu przejadamy własną tożsamość.

Polityka 28.2008 (2662) z dnia 12.07.2008; Raport; s. 24
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pusty Kościół. To już jest krach

Ks. prof. Andrzej Kobyliński o problemie pedofilii i innych grzechach polskiego Kościoła, kryzysie powołań oraz galopującej laicyzacji młodych.

Joanna Podgórska
04.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną