Klasyki Polityki

Niższa Izba Wyższa

Ile znaczył i znaczy Senat

W tej, jak i w poprzednich kadencjach większość w Senacie należy do zwolenników likwidacji „izby zadumy i refleksji”. W tej, jak i w poprzednich kadencjach większość w Senacie należy do zwolenników likwidacji „izby zadumy i refleksji”. Lukas Plewnia / Flickr CC BY SA
Jeszcze 10 lat temu PO i PSL chciały Senat zlikwidować, a PiS tylko odchudzić. Dziś o tę izbę trwa zacięta walka.
Bogdan Borusewicz marszałek Senatu RP VII kadencjiDonat Brykczyński/Reporter Bogdan Borusewicz marszałek Senatu RP VII kadencji

Dwadzieścia lat temu, 4 lipca 1989 r., wybrani w wolnych wyborach senatorowie zebrali się na pierwszym posiedzeniu. Dziś PO i PSL chcą Senat zlikwidować. PiS – tylko odchudzić. A SLD – zostawić.

Wspomina Zbigniew Romaszewski: – Wtedy wiedzieliśmy tylko, że zwyciężyliśmy. Poza tym nie mieliśmy pojęcia, jak to jest być politykiem, co mówić, jak procedować, przez kilka miesięcy nie mieliśmy nawet regulaminu, a jeszcze dłużej sali plenarnej, tylko obradowaliśmy na zmianę z Sejmem. 4 czerwca 1989 r. Solidarność przegrała walkę tylko o jedno ze stu miejsc w Senacie. Zajął je producent wędlin Henryk Stokłosa. Pełnym euforii i bez doświadczenia senatorom przewodził marszałek Andrzej Stelmachowski. W pierwszej uchwale senatorowie podziękowali wszystkim, którzy pracowali przy wyborach. W drugiej zaprotestowali przeciwko pobiciu i aresztowaniu dzień wcześniej uczestników pokojowej manifestacji przed gmachem parlamentu.

Po co regulamin

Romaszewski (dziś klub PiS) opowiada, jak Zofia Kuratowska – pierwsza wicemarszałek – śmiała się, że po co regulamin, skoro wszyscy się lubią i wiedzą, po co tu przyszli. – W pierwszej kadencji dyskutowaliśmy, reformowaliśmy i tworzyliśmy, ale z każdą kolejną kadencją coraz mniej i z coraz większym poczuciem, że to, co robimy, nie ma większego znaczenia – mówi Romaszewski. Pospiesznie redagowana nowela konstytucji 7 kwietnia 1989 r. usytuowała Senat nie tylko w cieniu Sejmu, ale znacznie poniżej jego ustalonej pozycji w okrągłostołowym porozumieniu. Mała konstytucja z 1992 r. i obecnie obowiązująca z 1997 r. utrzymały ten stan rzeczy.

Zajmujemy się przecinkami i głosowaniem poprawek według partyjnych instrukcji – mówi Jan Wyrowiński (PO), senator z doświadczeniem pięciu kadencji w Sejmie. O obecnym Senacie VII kadencji, podobnie jak poprzednich, publicznie wiadomo niewiele. Media interesują się nim przy okazji politycznych afer. Ostatnio z powodu sprawy senatora Tomasza Misiaka, który został wyrzucony z PO za to, że jego firma szkoląca zwalnianych stoczniowców mogła skorzystać z państwowych funduszy.

Senat trafił też na czołówki zaraz na początku kadencji. Tylko dlatego, że senatorowie pokłócili się o to, czy Zbigniew Romaszewski powinien zostać wicemarszałkiem.

Większość za likwidacją Senatu

Niewielu potrafi wymienić wicemarszałków z imienia i nazwiska.A opinia publiczna kojarzy tylko kilku senatorów: Bogdana Borusewicza, Barbarę Borys-Damięcką, Zbigniewa Romaszewskiego, Piotra Łukasza Andrzejewskiego, Leona Kieresa, Włodzimierza Cimoszewicza, Krzysztofa Piesiewicza. Niektórzy są znani z kontrowersyjnych wypowiedzi – Ryszard Bender i Dorota Arciszewska-Mielewczyk, oboje z PiS. Polityczna pierwsza liga zasiada w Sejmie. Ci, którzy w izbie wyższej byli bliżej nieznani, od kiedy przesiedli się do ław poselskich, zaczęli funkcjonować w mediach i świadomości społecznej: Krzysztof Putra (PiS), Jarosław Gowin (PO), czy Bogdan Zdrojewski (PO).

W tej, jak i w poprzednich kadencjach większość w Senacie należy do zwolenników likwidacji „izby zadumy i refleksji”. Pod takim hasłem startowała Platforma Obywatelska, która ma dziś 58 senatorów. Na początku tego roku PSL wyszło z propozycją likwidacji Senatu i przekazania jego uprawnień prezydentowi. W zamian prezydent straciłby prawo wetowania ustaw. Propozycje koalicjanta spotkały się z uznaniem PO. Partia Jarosława Kaczyńskiego, która ma w Senacie 39 miejsc, w najnowszym programie postuluje zredukowanie liczby senatorów o połowę. Prezydent, jak sam mówi, „nie jest entuzjastą projektu” partii, z której się wywodzi. A SLD, jeszcze w 2001 r., gdy wygrał wybory, obiecał, że Senat zlikwiduje, ale zmienił zdanie. Z kolei Włodzimierz Cimoszewicz, który startował z własnego komitetu wyborczego, nie jest entuzjastą izby, w której zasiada.

Jednak partyjne deklaracje nijak się mają do spraw praktycznych. Większość senatorów przechodzi na zawodowstwo. W pierwszej kadencji mieliśmy tylko 37 zawodowych, czyli takich, którzy pracują tylko w parlamencie, w tej zawodowych mamy aż 74.

Gdyby ich aktywność mierzyć liczbą wnoszonych poprawek, to nie byłoby źle. Przez dwadzieścia miesięcy tej kadencji przesłali posłom ponad tysiąc pięćset poprawek, z których Sejm nie przyjął tylko 200. – Nasza rola jest jednak więcej niż ograniczona, bo sprowadza się do czyszczenia legislacyjnego. Nie wnosimy nowego spojrzenia na ustawę – skarży się Zbigniew Romaszewski. – W foyer obok sali obrad stoi wielki stół, przy którym siadamy i rozmawiamy zdecydowanie więcej niż posłowie. I na gadaniu się kończy – mów Jan Wyrowiński. Senatorowie chwalą swoich legislatorów, ale narzekają na brak merytorycznych ekspertów. Na poprawki mają 30 dni, więc raczej trudno o refleksję. – Gdy chcemy coś realnie poprawić, czujemy presję ze strony posłów, że skoro w Sejmie rodziło się w takich bólach, to po co ruszać i wydłużać drogę na prezydenckie biurko – mówi Jan Rulewski (PO). Konstytucjonalista dr Ryszard Piotrowski rozważa wzmocnienie korekcyjnej roli Senatu: – Mógłby dokonywać niezależnej od partii korekty prawa.

Po co nam Senat

Na pewno gdyby nie Senat, mielibyśmy dużo więcej legislacyjnych bubli. Ale trzeba przyznać rację jednemu z najmłodszych senatorów, Tomaszowi Misiakowi: – Można przecież zastąpić Senat porządnym biurem legislacyjnym. Dodaje, że merytorycznie senatorowie czasem się przydają, gdy trzeba coś poprawić, o czym zapomniało się w Sejmie.

Tak było z ustawami zdrowotnymi, kiedy senatorowie przyjęli poprawki, które przyniosła im minister Ewa Kopacz. A na prośbę ministra skarbu Aleksandra Grada poprawiali specustawę stoczniową. Po naciskach ze strony kościelnej, w porozumieniu z rządem senatorowie wprowadzili zakaz spożywania alkoholu podczas imprez masowych.

Przyczyną nieudolności Senatu jest jego upolitycznienie, uważa dr Ryszard Piotrowski: – Zasiadają tu ludzie zależni od prezesów partii, niezdolni podjąć polemiki. Z każdą kadencją to zjawisko się nasila. W I bezpartyjni byli wszyscy, w II – 42, a w tej już tylko 22. Tylko pięciu nie należy do żadnego klubu. Jeszcze do trzeciej kadencji był regulaminowy zapis o zakazie dyscypliny partyjnej. Dziś jest powszechna, a za jej złamanie senatorowie płacą kary do partyjnej kasy. Na przykład Platforma wzbogaciła się o osiemset złotych od Rulewskiego. Zakazane jest też publiczne wypowiadanie komplementów pod adresem konkurentów politycznych. Za pochwalenie rządu Tuska Jarosław Kaczyński, na wniosek posła Arkadiusza Mularczyka, zawiesił na osiem miesięcy senatora Stanisława Koguta.

W pierwszych kadencjach, gdy byliśmy bardziej niezależni, naprawdę dyskutowaliśmy, na sali siedziało nas co najmniej sześćdziesięciu, dziś frekwencja zbliżona jest do sejmowej. Dwunastu to góra – relacjonuje Romaszewski. Żadna z 29 inicjatyw ustawodawczych senatorów nie budziła kontrowersji i przechodziła jednogłośnie. Jak na przykład propozycja, by uprzywilejowane karty parkingowe były wydawane również opiekunom niepełnosprawnych osób poniżej 16 roku życia. W poprzedniej dwuletniej kadencji Sejm przyjął dwie senackie propozycje: o ochronie zabytków i ustawę o wykonywaniu prac podwodnych.

Czy warto zatem Senat zachować? Prof. Andrzej Zoll, były rzecznik praw obywatelskich i były przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego, twierdzi, że nawet trzeba: – Zamiast zastanawiać się nad jego likwidacją, lepiej pomyśleć, jak wprowadzić tam osoby doświadczone i niezależne, które wniosą do ustaw merytoryczną wartość. Bo jeśli senacka komisja ustawodawcza, która realizuje orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, ma pełne ręce roboty, to najlepszy dowód, że upolityczniony Senat nie wypełnia swojej roli dbałości o prawo. Bo te buble przeszły kiedyś przez Senat.

Od początku kadencji na ponad dwustu posiedzeniach komisji senatorowie rozpatrzyli 117 wyroków TK. Przez całą poprzednią za rządów PiS zajęli się zaledwie 14 wyrokami, a i tak ze względu na skróconą kadencję parlamentu wszystkie wylądowały w koszu, bo nie przeszły całej drogi legislacyjnej.

A propozycje zredukowania Senatu o połowę? – Taka liczba senatorów, choćby najmądrzejszych, miałaby problem z merytorycznym ogarnięciem wszystkich zagadnień – mówi prof. Zoll. A oszczędności z tej redukcji i tak byłyby niewielkie, bo całą machinę kancelaryjną i tak trzeba by było utrzymywać.

Prof. Zoll proponuje: – Część senatorów mogłaby być delegowana przez sejmiki wojewódzkie. To wzmocniłoby samorządową władzę publiczną. Dr Piotrowski zaleca wzmocnienie reprezentacji obywatelskiej: – Można tak zmienić ordynację, by ułatwić wprowadzenie do Senatu przedstawicieli stowarzyszeń obywateli, grup zawodowych, uczelni. Najważniejsze jest, aby partie przestały bać się autorytetów w tej izbie i miały odwagę je rekomendować.

Senatorowie mówią też o potrzebie rozejścia się kadencji obu izb, co uniezależniłoby Senat. Przykładem są USA, gdzie w wybieranym na sześcioletnią kadencję Senacie co dwa lata następuje wymiana jednej trzeciej izby. W takim wariancie rozwiązanie Sejmu nie spowodowałoby automatycznego rozwiązania Senatu. – Czemu Senat, nieposiadający żadnego wpływu na rząd, musi kończyć prace wraz z upadkiem Sejmu i rządu? – pyta Romaszewski. Dodaje, że gdyby odpolitycznić Senat, to tu powinny pracować komisje śledcze, których wnioski byłyby wolne od partyjnych zamówień. – Niezależni, z mocą autorytetów, uzbrojeni w ekspertów moglibyśmy pracować nad kodeksami czy zajmować się sprawami związanymi z moralnością, jak in vitro – postuluje Rulewski.

Senat nie powinien być przedłużeniem Sejmu, bo to minimalizuje jego rolę. Zanim zostałby zlikwidowany, warto na serio pomyśleć, czym mógłby być.

Senatorowanie

W VII kadencji mamy w Senacie tylko 8 pań, najwięcej było ich w V – 23. Średnia wieku to 51 lat. Wyższym wykształceniem legitymuje się 91 osób, a 9 średnim. Humanistyczne posiada – 23, prawnicze – tylko 11, techniczne – 23, medyczne – 11. Doświadczenie w samorządzie ma aż 68 senatorów, menedżerskie – 20, praktykę prawniczą tylko 5.

Polityka 28.2009 (2713) z dnia 11.07.2009; Kraj; s. 20
Oryginalny tytuł tekstu: "Niższa Izba Wyższa"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną