Leczenie, ale kogo?

Niezdrowa hipokryzja
Ostatnia awantura o terapię antyrakową uwydatniła najważniejsze pytania: o wymierną cenę naszego zdrowia i życia.
Robert Llewellyn/BEW

Pojawiło się zarządzenie prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, aby bardzo drogą, niestandardową chemioterapię w zaawansowanych przypadkach raka stosować tylko w szpitalach, gdzie pracują konsultanci wojewódzcy ds. onkologii. Czy miało to spowodować utrudnienie dostępu do niej? Tak, to oczywiste, choć nikt tego głośno nie powie. Groziłoby za to oskarżenie o narażenie chorych na utratę życia. Z takim przecież zarzutem spotkał się teraz prezes NFZ, a wcześniej minister zdrowia Ewa Kopacz, którą rzecznik Kochanowski podał do prokuratury za to, że nie chciała się zgodzić na natychmiastowy zakup szczepionki przeciwko świńskiej grypie. To przestroga dla urzędników, aby nie ujawniać rzeczywistego obrazu ochrony zdrowia.

Była to zatem próba wprowadzenia oszczędności, ale bez klarownego powiedzenia, że przedłużanie każdego życia za każdą cenę nie jest możliwe, ponieważ nie ma na to publicznych pieniędzy. Bo w Polsce nikt tego jasno nie przyzna, a już na pewno żaden polityk (choć etycy w wielu krajach od dawna mierzą się z tym problemem), że nie da się uciec od wyznaczenia ekonomicznej granicy dla kosztu leczenia wydłużającego życie o kilka tygodni lub miesięcy, a niedającego szansy na wyzdrowienie.

Terapia niestandardowa (choć w bogatszych krajach stosowana powszechniej) nazywa się tak nieprzypadkowo. Nie chodzi tu tylko o wysokie koszty leków, ale o fakt, że wprowadza się je wówczas, kiedy inne, standardowe środki zawodzą.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną