Przyroda atakuje, Polska bezradna?

Kruchy kraj
Wybuchające kuchenki, kilkunastogodzinne korki – oto bilans otwarcia tegorocznej zimy. Latem mieliśmy pękające wały przeciwpowodziowe i awarie energetyczne. Nasz klimat zrobił się tak surowy czy też nasza infrastruktura stała się tak słaba?
Droga krajowa nr 7 w świętokrzyskim Ostojowie
Piotr Polak/PAP

Droga krajowa nr 7 w świętokrzyskim Ostojowie

Łódź podczas niedawnego ataku zimy
Tomasz Stańczak/Agencja Gazeta

Łódź podczas niedawnego ataku zimy

Sypnął śnieg, zrobiło się mroźno. Choć kalendarzowa jesień nie dobiegła końca, w naszym klimacie taka zmiana nie jest czymś nadzwyczajnym. Mimo to telewizyjne programy informacyjne wieści o zimie potraktowały jak scenariusz filmu katastroficznego. Zimny front wędrował z zachodu, obejmując coraz większą część kraju. Napięcie rosło. Cała Polska śledziła: tu już pada, tam tylko prószy, gdzie indziej należy spodziewać się zawiei i zamieci. Pociągi mają wielogodzinne opóźnienia, bo zamarzają zwrotnice i pękają szyny. Samochody tkwią w korkach, bo tiry blokują przejazd. Lepiej nie wyjeżdżać.

Z godziny na godzinę dramat narastał. W Zielonej Górze eksplodowały kuchenki gazowe. Nie można wykluczyć, że przyczyną było zamarznięcie instalacji, donosili reporterzy. Częstochowa bez ogrzewania. Wątpliwości nie ma, winna jest sroga zima. Na Śląsku przerwy w dostawach prądu. Czy czeka nas powtórka ze stycznia tego roku, kiedy osadzający się na przewodach lód łamał słupy i przez wiele tygodni nie można było przywrócić zasilania?

Miasta sparaliżowane pod śniegiem, trwa walka o utrzymanie przejezdności ulic. Kto nie musi, niech nie wychodzi z domu. Kto musi, niech nie używa samochodu. Tam gdzie samorządowe wybory nie zostały jeszcze rozstrzygnięte, kandydaci broniący się na prezydenckich urzędach wykorzystali okazję i zafundowali mieszkańcom darmową komunikację miejską. No, bo mamy kataklizm, a władza się stara, co wyborcy zapewne wspomną przy urnie.

Zimą musi być zimno

Zima przebojem wdarła się do polityki. PiS postanowił rozliczyć rząd PO za śnieg i mróz. Posłowie partii Jarosława Kaczyńskiego uwijali się jak w ukropie. Rząd tradycyjnie leniwy i nicnierobiący, a tu śnieg pada, ludzie cierpią. Jacek Sasin, były wojewoda mazowiecki, bliski współpracownik prezydenta Kaczyńskiego, w Radiu TOK FM powiedział, że PRL z zimą radził sobie znacznie lepiej niż obecna ekipa. Na antenie zawrzało. Jedni dzwonili oburzeni, wspominając, jak za komuny brnęli po pas w śniegu, inni zaś przeciwnie, z głosami poparcia. Sasin ma rację, za PRL był porządek, ład i dyscyplina. Śnieg ledwie spadł, a już był uprzątnięty, bo władza dbała o wszystko i pilnowała, a ludzie mieli poczucie obowiązku i nie bimbali sobie jak teraz.

Premier Tusk, słysząc wszystkie te zarzuty i pomysły, by sprawą zimy zajął się Sejm, ironizował: PO wiele może, ale wpływu na pory roku ani na to, że śnieg pada, nie ma. Cała Europa zmaga się z zimą, nie jesteśmy pod tym względem wyjątkiem. Mamy za to wzrost gospodarczy wysokości ponad 4 proc. i to jest wyjątkowe. Z tego się cieszmy.

Czy jednak nad kłopotami z zimą powinniśmy przejść do porządku dziennego? Wszyscy tak mają i już? Niestety, incydenty, jakie na przełomie listopada i grudnia przeżywała Polska, są kolejnym sygnałem świadczącym o słabości naszej infrastruktury. Wzrost PKB, z którego tak dumny jest premier, to w lwiej części zasługa prywatnej gospodarki. Infrastruktura – czyli drogi, koleje, transport publiczny, linie energetyczne, wały przeciwpowodziowe, rurociągi gazowe i paliwowe – wszystko to jest w rękach państwa albo od państwa zależnych. Tu szczególnych powodów do dumy nie ma. Przeciwnie – powiększa się przepaść pomiędzy stanem technicznej infrastruktury państwa i potrzebami gospodarki. To niebawem może się stać najtrudniejszym ograniczeniem naszego wzrostu.

Mechanizm tworzenia się wielogodzinnych zatorów drogowych polegał zwykle na tym, że wielki tir na zaśnieżonej drodze nie był w stanie podjechać pod wzniesienie albo wpadał w poślizg i tarasował całą drogę. Czasem dochodziło też do kolizji. Dotarcie służb technicznych i ratunkowych na miejsce okazywało się trudne, a rozładowanie korka jeszcze trudniejsze, bo dróg dwujezdniowych (nie mówiąc o autostradach) mamy jak na lekarstwo. Jeśli więc dochodzi do poważniejszego zdarzenia na drodze, natychmiast blokuje się cały szlak komunikacyjny.

Często nie ma jak poprowadzić objazdów i rozładować korka, bo sieć drogowa jest rzadka i niedostosowana do potrzeb. Brakuje wiaduktów, mostów (fatalna jest sytuacja z przeprawami przez Wisłę), a szczególnie obwodnic miast, w efekcie, ciężki ruch tranzytowy musi przeciskać się przez tysiące miasteczek i miast, z Warszawą włącznie. Komplikuje to lokalną komunikację i tworzy masę zagrożeń, bo droga jako dobro rzadkie jest eksploatowana na tysiące sposobów – także jako szlak pieszy, miejsce zabaw, handlu, działalności reklamowej.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną