Jak wychowywać trudną młodzież

Jaki rozmiar kraty
Gwałt, bunt, pobicie, próby samobójcze. Te wydarzenia postawiły Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii w Łysej Górze w centrum uwagi. Takich placówek są w Polsce dziesiątki i na ogół mało kto wie, co się w nich dzieje.
Nieletni, którzy weszli w konflikt z prawem, lądują w schroniskach lub zakładach poprawczych
Rafał Milach/Forum

Nieletni, którzy weszli w konflikt z prawem, lądują w schroniskach lub zakładach poprawczych

Tragiczne wydarzenia w łysogórskim MOS być może przyspieszą zmianę ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich
Jakub Ociepa/Agencja Gazeta

Tragiczne wydarzenia w łysogórskim MOS być może przyspieszą zmianę ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich

Najpierw kazały jej zrobić striptiz i zatańczyć na rurze, czyli wokół kija od mopa. 15-latka opierała się, więc cztery dziewczyny biły ją, podtapiały w klozecie, rozebrały. Zawołały czterech chłopców. Trwało to cztery godziny i żaden z wychowawców niczego nie zauważył, bo w innym skrzydle budynku odbywała się inna awantura.

Gdy po kilkunastu godzinach dyrektor zamknął drzwi prowadzące do skrzydła dla dziewcząt, reakcją był bunt.

W nocy, po zatrzymaniu, w policyjnej izbie dziecka 16-latek, który brał udział w gwałcie, próbował się powiesić. Następnego dnia 14-letnia wychowanka chciała popełnić samobójstwo. – Ona tylko bawiła się sznurkiem w łazience – bagatelizuje dyrektor. Uważa, że całą sprawę rozdmuchały media. Podobnie rzecz ma się z gwałtem: – To nie był zbiorowy gwałt, gwałcił 17-letni Przemysław.

Małopolski kurator chce zamknąć placówkę. W ciągu zaledwie 70 dni jej istnienia (od września 2010 r.) policja interweniowała 50 razy. Ale brzeski starosta zaangażował dwie zewnętrzne firmy do opracowania programu naprawczego. W planach jest między innymi ślizgawka i zakup łyżew.

Systematyka niedostosowanych

Ośrodków takich jak w Łysej Górze jest w Polsce 59. Działają jeszcze inne 74 placówki wychowawcze, podobnie jak łysogórski MOS prowadzone przez starostwa powiatowe, bez żadnego nadzoru resortu sprawiedliwości. System opieki nad kłopotliwą młodzieżą jest w naszym kraju w ogóle dość skomplikowany (patrz ramka).

Nieletni, którzy weszli w konflikt z prawem, lądują w schroniskach lub zakładach poprawczych. Dla młodzieży zagrożonej demoralizacją lub zdemoralizowanej w stopniu nieznacznym przeznaczono młodzieżowe ośrodki wychowawcze i właśnie młodzieżowe ośrodki socjoterapeutyczne.

MOS to jedyne miejsca w systemie, gdzie dzieciaki mogą znaleźć się niejako z własnej woli, na wniosek rodziców, z orzeczeniem poradni psychologiczno-pedagogicznej. Trafia tu młodzież z fobią szkolną, zaburzeniami emocji, nerwicowymi, depresyjnymi, lękowymi. Nadwrażliwcy, niedostosowani społecznie, czasem po prostu indywidualiści, którym jest za ciasno w sztywnych ramach publicznej placówki oświatowej.

Ale pobyt w ośrodku może być również wynikiem nakazu sądowego. Od pięciu lat, na mocy ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich, sądy rodzinne orzekają umieszczenie nieletnich złoczyńców w ośrodku wychowawczym lub socjoterapeutycznym. Dla terapeutów zajmujących się młodzieżą niedostosowaną jest to rozwiązanie wręcz karygodne, bo w istocie rzeczy jest zaproszeniem do przemocy.

Łukasz Ługowski, który od 14 lat prowadzi Kąt, Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapeutyczny w podwarszawskim Aninie, mówi: – Wychowywać, reedukować, resocjalizować można z nakazu sądu. Terapii przymusowej prowadzić się po prostu nie da. Więc się postawiłem i nie przyjmuję z nakazami sądu. Na szczęście mam więcej chętnych niż wolnych miejsc.

Ługowski jest wierny zasadom szkolnego ośrodka socjoterapii. Początkowo, w latach 70., nazwa SOS odnosiła się do pozainstytucjonalnego ruchu terapeutycznego, zainicjowanego przez młodych psychologów, identyfikujących się z subkulturą hipisowską. Pierwsze klasy powstały przy Centrum Kształcenia Ustawicznego. W 1981 r. SOS został samodzielną szkołą i ośrodkiem terapeutycznym, głównie dla młodzieży uzależnionej od narkotyków. W 1995 r., decyzją kuratora oświaty, został Młodzieżowym Ośrodkiem Socjoterapii Nr 1 SOS (taką właśnie dziwną długą nazwę otrzymał) i dziś działa – jako jedna z kilku sensownych placówek – na warszawskim Służewcu. SOS był więc prototypem sieci MOS, tyle że większość ośrodków bardzo się od prototypu oddaliła.

Przechowalnia dla trudnych

MOS w Łysej Górze wymyślił starosta Ryszard Ożóg. Stały tu częściowo puste budynki po zespole szkół, a ponieważ na miejsce w ośrodkach wychowawczych i socjoterapeutycznych czeka w Polsce ponad 1,2 tys. młodych ludzi z nakazami sądowymi, a w Małopolsce nie było ani jednego takiego ośrodka, więc koncepcja starosty spotkała się z entuzjazmem MEN i kuratorium.

Dyrektor Tadeusz Ciurej, były radny miejski Brzeska (w 2008 r. kandydował bez powodzenia na burmistrza; w ostatnich wyborach przepadł z kretesem), z wykształcenia inżynier metalurg, twierdzi, że ma kwalifikacje do pracy z młodzieżą, bo przez kilka lat uczył BHP. Rzecznik małopolskiego kuratorium Aleksandra Nowak wyjaśnia, że ustawa dopuszcza rozwiązanie, by dyrektorem ośrodka był amator. Pod warunkiem, że ma zastępcę z uprawnieniami, a tak jest w Łysej Górze.

Liczba wychowawców 17 na 56 podopiecznych również była w Łysej Górze wystarczająca i zgodna z przepisami – mówi Aleksandra Nowak. – Ale nie zmienia to faktu, że nasz raport z kontroli jest druzgocący.

Inspekcja kuratorium – już po tragicznych wypadkach – była zaplanowana na jeden dzień, trwała cztery. Podstawowy zarzut: brak bezpieczeństwa i właściwej opieki, zagrożenia dla zdrowia i życia wychowanków. Trzech na czterech wychowawców nie ma żadnego doświadczenia, tylko przygotowanie teoretyczne.

Niektórych, gdy podchodzili do nas do drzwi, trudno było odróżnić od wychowanków – mówi Aleksandra Nowak.

Ośrodek praktycznie nie prowadzi zajęć terapeutycznych. W dni powszednie, po lekcjach, podopieczni oglądają telewizję i nudzą się. – Jeżeli nie ma regularnie prowadzonych zajęć terapeutycznych, to jest tylko przechowalnia dla trudnej młodzieży – komentuje Łukasz Ługowski.

Wicedyrektor wspomnianego już MOS SOS na warszawskim Służewcu Grażyna Makowska jest zdania, że podopieczni MOS w ogóle nie powinni mieć czasu wolnego. Tu po lekcjach zaczynają się następne zajęcia: psychoterapia indywidualna, terapia zajęciowa, sesje terapii rodzinnej, grupowej, treningi zdolności poznawczych. – Oni muszą być cały czas zagospodarowani.

Kat i ofiary

Patrycja ze Skarżyska, 16 lat, trafiła do Łysej Góry 20 września 2010 r. Tego samego dnia została pobita. Szła korytarzem, niosąc z magazynu swój koc i pościel. Katarzyna, ta, która ma teraz dwa zarzuty prokuratorskie, wciągnęła ją do pokoju.Biła, dusiła mnie, inne patrzyły – mówi Patrycja.Bałam się.

Gdy ojciec zadzwonił wieczorem, wszystko mu powiedziała. Następnego dnia poszedł do sądu w Skarżysku załatwić zezwolenie na zabranie córki z ośrodka. Przyjechał.

Nawet nie zawieźli jej do lekarza, nie dostała żadnej pomocy lekarskiej – mówi. Wezwał pogotowie, które zabrało Patrycję do szpitala, gdzie okazało się, że ma wstrząs mózgu i bardzo obolałe, opuchnięte kręgi szyjne.

Przez miesiąc nie wychodziła z domu. Teraz skończyło się zwolnienie lekarskie i zaczęła chodzić do szkoły. To wagary były jedynym powodem, dla którego znalazła się w Łysej Górze. Opuszczała zajęcia, potem zaległości były coraz większe i już nie umiała wrócić do szkoły. Teraz razem z rodzicami chodzi na terapię rodzinną. Prawdopodobnie powodem jej problemów był stres związany z chorobą nowotworową ojca.

Dla takich dzieciaków jak Patrycja, z małych miejscowości, gdzie o pomoc psychoterapeuty nie jest łatwo, a na prywatne sesje rodziców nie stać, młodzieżowe ośrodki socjoterapii są często jedynym rozwiązaniem. Pod warunkiem, że nie ma tam takiej Katarzyny, która będzie się nad nimi znęcać.

Nie miałem pojęcia, że trafia do nas młodzież tak zdemoralizowana – twierdzi dyrektor Ciurej.O tym, że niektórzy mają sprawy o pobicia, rozboje, dowiadywaliśmy się dopiero, gdy przychodziło wezwanie z sądu.

Nie przyjmę młodego człowieka, którego dowieziono bez dokumentów, bez całej jego historii – mówi Grażyna Makowska z warszawskiego Służewca.Muszę być w stanie ocenić, czy stopień demoralizacji kwalifikuje go do nas, czy już do ośrodka wychowawczego.

To prawda, jednoznaczne kwalifikowanie tej młodzieży bywa problematyczne: sprawcy przemocy wcześniej bywali jej ofiarami. Granica jest płynna.

Czesław Czapów, twórca Instytutu Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji UW, opowiadał się za tym, żeby pracować z katem i z ofiarą – mówi Łukasz Ługowski. – Ja jestem na to za krótki. Jednego kata mi tu przyprowadzą i może rozwalić całą grupę.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj