Kraj

Radomskie szachy

Jak PiS podbił Radom

Prezydent Radomia z PiS: Andrzej Kosztowniak Prezydent Radomia z PiS: Andrzej Kosztowniak Piotr Polak / PAP
Radom stał się największym miastem w Polsce, w którym rządzi PiS. Ta partia od dawna ma tam mocne wpływy. Jak zmienia miasto, co zyskują mieszkańcy?
Poseł PiS Marek Suski - to on rządzi na radomskiej szachownicyTomasz Gzell/PAP Poseł PiS Marek Suski - to on rządzi na radomskiej szachownicy
Odnowiony w ciagu ostatnich lat radomski deptakMarcin Wołoszczak/Agencja Gazeta Odnowiony w ciagu ostatnich lat radomski deptak

Ktoś powiedział, że pomysł był z rodzaju szatańskich. Oto PiS zawarł koalicję z PSL, dotychczas wiernym partnerem Platformy Obywatelskiej. Rachunek był prosty – 14 radnych PiS w 28-osobowej radzie Radomia nie wystarczało do samodzielnego rządzenia. Kluczową figurę dawał PSL, któremu udało się zdobyć jeden mandat, zresztą ich pierwszy w 20-letniej historii radomskiego samorządu. Choć ludowcy licytowali na poziomie Himalajów, PiS się nie targował – peeselowski rodzynek dostał stanowisko wiceprzewodniczącego rady, a jego partyjny kolega fotel wiceprezydenta Radomia.

Platforma zaś dostała mata. Nikt nie ma wątpliwości, że to posunięcie wykonał związany z okręgiem radomskim poseł PiS Marek Suski, miłośnik szachów.

Szachownica

Przeciętny Polak, o ile w ogóle coś wie o Radomiu, postrzega je jako miasto wielkości Siedlec czy Ostrowca Świętokrzyskiego, w których mieszka po 75 tys. ludzi. – Tymczasem ośrodki najbardziej porównywalne do naszego miasta pod względem wielkości i położenia to Częstochowa, Kielce czy Toruń. Radom z ponad 220 tys. mieszkańców jest wyraźnie większy od miast wojewódzkich takich jak Olsztyn, Opole i Rzeszów – mówi Łukasz Zaborowski z podległego marszałkowi województwa Biura Planowania Regionalnego w Radomiu.

Mimo to miastu od lat wiedzie się marnie. Jako jedyny z dużych ośrodków nie ma publicznej szkoły wyższej o profilu humanistycznym. Takiej uczelni, a także filharmonii może pozazdrościć chociażby Słupskowi, w którym mieszka o połowę mniej ludzi. Brakuje nowoczesnego stadionu piłkarskiego i hali sportowej.

Brakuje też inwestycji, które stanowiłyby nową jakość, rozruszałyby miasto. Choć przed wyborami Radom przypominał wielki plac budowy, nowych ulic wybudowano niewiele, koncentrując się na remontach. Sporo mówi lista największych sukcesów PiS, który rządzi nieprzerwanie już drugą kadencję. To szkoła muzyczna z salą koncertową, basen, wyremontowany park w centrum miasta i osiedlowe place zabaw. Jak na ćwierćmilionowe miasto, trochę mało. Mimo to radomianie uwierzyli, że w mieście dokonał się niemal skok cywilizacyjny. Przykładając miarę poprzednich lat, tak może to wyglądać, bo miasto rzeczywiście wyładniało, szczególnie w centrum, gdzie wreszcie ruszyły remonty zabytkowych kamienic.

Ale wystarczy wyjechać gdzieś w Polskę i zachwyt nad Radomiem blednie. Przez lata kolejnym władzom miasta nie udało się ściągnąć żadnego znaczącego inwestora, jednym z największych pracodawców jest urząd miasta zatrudniający ponad 700 osób, co także jest ewenementem w porównaniu z miastami podobnej wielkości. Efekt to bezrobocie sięgające 22 proc. – najwyższe wśród 49 dawnych miast wojewódzkich. Według rankingów pozyskiwania funduszy unijnych w przeliczeniu na mieszkańca plasuje się dopiero na 56 miejscu na Mazowszu (na 314 gmin) i 557 w kraju. Jak na drugie największe po Warszawie miasto w województwie, nie ma się czym chwalić.

Socjologowie twierdzą, że podstawową barierą w rozwoju miasta jest słabość ośrodka akademickiego, bo absolwenci najlepszych radomskich szkół wyjeżdżają na studia do Warszawy, Lublina, Krakowa i tam już się urządzają. W mieście na ogół zostają ci, których nie stać na wyjazd, albo ci, którym się nie powiodło na egzaminach na Uniwersytecie Warszawskim czy Jagiellońskim.

Jedyną publiczną uczelnią w mieście jest Politechnika Radomska (PR), rankingowy średniak. Ale gdy w 2006 r. PiS przejął władzę w Radomiu, jej znaczenie w pewnym sensie wzrosło. Absolwentami tej uczelni są urzędujący prezydent miasta Andrzej Kosztowniak (jego matka i siostra są tam wykładowczyniami), jego pierwszy zastępca Igor Marszałkiewicz i szef klubu PiS w radzie miasta Jakub Kowalski. Znaczna część studentów politechniki to młodzież z południowo-wschodniej Polski, czyli dzieci rodziców, którzy są główną siłą elektoratu PiS. Pisowskie władze miasta nie dają im o sobie zapomnieć. W poprzedniej kadencji prezydent dofinansował studentom weekendowy, integracyjny wyjazd w Tatry. Ponieważ ognisko wypadło w dzień jego imienin, więc postawił alkohol i zakąski. – Jest bardzo otwarty, nie wynosi się ponad innych. Bardzo dużo ludzi z politechniki głosowało na niego w tych wyborach – opowiada Ewelina Ziółek, studentka ekonomii PR. Z kolei dużo młodzieży z Radomia wyjeżdża studiować do Warszawy i tam zostaje, stając się zapewne elektoratem Platformy.

Gracz

Wszystkie strategiczne decyzje wierchuszka radomskiego PiS podejmuje podczas coponiedziałkowych spotkań w kamienicy w Rynku, gdzie umościli się posłowie. Choć dyskusje bywają długie, decyzje zapadają pod dyktando Marka Suskiego. – Ma decydujący wpływ na to, jakie figury stoją na lokalnej szachownicy i które miejsca zajmują – mówi osoba dobrze orientująca się w radomskich konfiguracjach.

Poseł Suski, specjalista od teatralnych charakteryzacji, jeden z założycieli Porozumienia Centrum, dziś szef mazowieckich struktur PiS, należy do tych nielicznych, którym Jarosław Kaczyński ufa bezgranicznie, co – jak wiadomo – jest w tej partii najlepszą rękojmią. – Jest bardzo lojalny wobec prezesa. Jeśli Kaczyński coś postanowi, to Marek to zrealizuje – podkreśla Tadeusz Pyrcioch, dawny współpracownik Suskiego w radomskim PiS. Jednak na radomskim podwórku poseł cieszy się dużą niezależnością.

Nic dziwnego, że gdy w 2001 r. PiS tworzył swe regionalne struktury, Kaczyński wskazał na Suskiego jako na tego, który ma wykonać zadanie w Radomiu. Ale nikt się nie spodziewał, że nieznany wówczas działacz tak dobrze wywiąże się ze swojej misji i w ciągu kilku lat PiS zacznie rządzić miastem. Pod szyldem ugrupowania zebrał najważniejszych lokalnych polityków prawicowych, mocno przez lata skłóconych – od katolików z Opus Dei, przez kombatantów z AK, związkowców z Solidarności, po byłych członków Unii Wolności czy Ruchu Odbudowy Polski. – Od czasu, gdy pracowałem w teatrze, wiem, że przedstawienie wtedy jest dobre, gdy uda się do niego zaprosić gwiazdy. Tak samo jest z polityką – mówi Suski.

Strategia rzeczywiście okazała się skuteczna, o czym świadczą nie tylko wygrane wybory do rady Radomia i na prezydenta miasta w 2006 i 2010 r., ale i liczba parlamentarzystów z okręgu radomskiego. W 2001 r. Suski był na Wiejskiej jedynakiem, teraz jest ich sześcioro.

Król

Prezydent Andrzej Kosztowniak mówi, że jednym ze źródeł siły PiS w Radomiu, choć nie najważniejszym, jest słabość miejscowej PO. Twardą ręką rządzi nią minister zdrowia Ewa Kopacz, która słynie z tego, że nie znosi sprzeciwu i spycha na margines każdego, kto mógłby zagrozić jej pozycji. O posłance Marzenie Wróbel i Marku Suskim słyszeli wszyscy w Polsce, choć często nie wiedzą nawet, że to posłowie z Radomia. Nazwiska parlamentarnych reprezentantów Radomia w PO: Czechyra i Witkowski, mało komu coś mówią. Mogą pochwalić się Ewą Kopacz, ale liczba łóżek w szpitalach ogólnych jest w regionie radomskim dużo mniejsza niż w sąsiednim łódzkim, lubelskim czy kieleckim.

Radomski PiS wie, że im szerzej rozłoży skrzydła, tym więcej zgarnie głosów w wyborach. Dlatego Suski cztery lata temu do gry o ratusz namaścił młodego (rocznik 1976), wykształconego i świeżego Andrzeja Kosztowniaka, który nie dość, że nie kojarzył się z tracącym na popularności PiS, to jeszcze był całkowitym zaprzeczeniem ówczesnego prezydenta – emerytowanego generała policji Zdzisława Marcinkowskiego.

Kosztowniak sprawia wrażenie otwartego, często się uśmiecha, chodzi w dobrze skrojonym garniturze. Nie przeszkadza mu, że jedną z bardziej znanych osób radomskiego PSL jest Zbigniew Gołąbek, były senator i wicewojewoda z ramienia SLD, kojarzony niegdyś z eseldowskim betonem. – Potrafię dogadać się z panem Gołąbkiem i wszystkimi partnerami politycznymi. Rodzice nauczyli mnie tolerancji – wyznaje Kosztowniak. Prezydent potrafi zadbać o Kościół, który najbardziej docenia jego szeroki gest przy podpisywaniu dotacji na konserwację zabytkowych świątyń.

Gońce i skoczki

Aby zachować kontrolę nad tym, co dzieje się w mieście, kluczowe pola Suski obstawił swoimi ludźmi, których sam wprowadzał w świat polityki. W radzie miasta dyscypliny wśród radnych PiS pilnuje 26-letni Jakub Kowalski, od tej kadencji przewodniczący klubu PiS, zaś w ratuszu oko na działania prezydenta ma 32-letni Igor Marszałkiewicz, pierwszy zastępca Kosztowniaka, odpowiedzialny za inwestycje miejskie. Obaj są absolwentami Politechniki Radomskiej.

Obaj zawdzięczają Suskiemu wszystko, co dotychczas osiągnęli, tak jak Suski zawdzięcza wszystko prezesowi. Kowalski wpadł Suskiemu w oko jeszcze jako nastolatek, przy okazji wizyty posła w liceum. – Przedstawił mi się jako prezydent szkolnego samorządu, zaprosił do swego gabinetu, po prostu mi zaimponował. Miał charyzmę, więc pomyślałem, że warto takich ludzi mieć – wspomina Suski.

Kowalski jeszcze przed maturą, w wieku 17 lat, został dyrektorem biura Suskiego w Radomiu. Marszałkiewicz to z kolei dawny działacz założonej przez byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego Ligi Republikańskiej. Związał się z PiS 10 lat temu. Podobnie jak Kowalski, przez kilka lat pełnił różne funkcje w biurach poselskich PiS.

Ale w radomskim PiS ważne partie mają do rozegrania również ludzie, których trudno uznać za popleczników wszechwładnego Suskiego. Jak poseł Krzysztof Sońta, który niczym szachowy skoczek ma siać zamęt w szeregach rywali. Ten były nauczyciel wuefu, niegdyś jeden z najpopularniejszych w mieście radnych, słynie z aktywności. W tej kadencji Sejmu zdążył już złożyć 192 interpelacje, ale najwyraźniej obowiązki poselskie nie zaspokajają jego ambicji. Sońta bardzo często gości na sesjach rady miasta, a nawet obradach komisji, na których zazwyczaj wygłasza przemówienia ostro atakujące opozycję.

Dość istotną rolę odgrywa też senator Wojciech Skurkiewicz, choć na zupełnie innym, bo kościelnym polu. Jak twierdzą wtajemniczeni, ten były dziennikarz należącego do diecezji radomskiej Radia Plus pomógł zdobyć zaufanie i ciche poparcie miejscowej kurii.

Przeciętnego mieszkańca takie gry jednak nie interesują. W mieście, w którym upadł wielki przemysł, z wysokim bezrobociem, zadłużonym i bez inwestorów na horyzoncie, wielu nie potrafi znaleźć w sobie dość energii, by ruszyć do przodu. – Ci ludzie oczekują od polityków, jeśli nie bezpośredniej pomocy, to przynajmniej szacunku i zrozumienia dla ich stosunkowo niewielkich potrzeb. I PiS im to daje – twierdzi dr Maria Gagacka, socjolog z Politechniki Radomskiej. Twierdza PiS znajdująca się o godzinę jazdy samochodem od stołecznej twierdzy Platformy to dowód na to, że nawet jeśli istnieją dwie Polski, to z jednej do drugiej niedaleko.

Polityka 04.2011 (2791) z dnia 21.01.2011; Coś z życia; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Radomskie szachy"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną