„Gazeta Polska” na smoleńskim paliwie

Partia GP
Katastrofa smoleńska tchnęła życie w „Gazetę Polską”. Mamy swoje pięć minut i nie zamierzamy ich zmarnować – mówi jej naczelny i nieformalny przywódca ruchu IV RP Tomasz Sakiewicz.
Przed Pałacem Prezydenckim, 10 sierpnia 2010 r.
Wojciech Artyniew/Forum

Przed Pałacem Prezydenckim, 10 sierpnia 2010 r.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz.
Stefan Maszewski/Reporter

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz.

To głównie „GP” wyraża poglądy na katastrofę i inne kwestie w tak radykalnej wersji, w jakiej politycy PiS nie chcą tego robić.
Bartosz Jankowski/Fotorzepa

To głównie „GP” wyraża poglądy na katastrofę i inne kwestie w tak radykalnej wersji, w jakiej politycy PiS nie chcą tego robić.

Zmartwychwstały naród widać na każdym spotkaniu klubów „Gazety Polskiej”, która stała się nieformalnym ugrupowaniem, blisko sprzymierzonym z partią Kaczyńskiego.

Przebudzenie narodowe można było niedawno obserwować w Lublinie, dokąd przyjechał poseł Antoni Macierewicz i czekało na niego aż 700 osób. – To ludzie połączeni niepokojem o rzetelne wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej i troską o losy kraju – tłumaczy czterdziestoletni doktorant Tomasz Sonntag. Jako przewodniczący klubu „GP” stara się pełnić rolę usługową wobec budzącego się narodu, więc przy zapraszaniu gości bierze pod uwagę zapotrzebowanie społeczne. – A zapotrzebowaniem społecznym są dziś kwestie smoleńskie – dodaje. – I przyciągają one ludzi różnych orientacji i światopoglądów.

Mamy dziś trzy gwiazdy smoleńskie, które są w stanie przyciągnąć tłumy. Największą jest sam prezes Jarosław Kaczyński, ale rzadko daje się namówić na wyjazd z Warszawy. Tuż za nim redaktor Tomasz Sakiewicz i mobilny poseł PiS Antoni Macierewicz.

Zjednoczeni Smoleńskiem

Pierwszy klub „GP” powstał 6 lat temu i jest nierozerwalnie związany z osobą redaktora Sakiewicza. Było to kilka tygodni po tym, jak jego poprzednik Piotr Wierzbicki na pierwszej stronie gazety zamieścił artykuł „Przychodzi Sakiewicz do Wierzbickiego”, gdzie opisał, jak redaktor S. namawiał go, by za duże pieniądze pisać teksty sponsorowane. (Sakiewicz zaprzecza, by taka rozmowa się odbyła). Propozycja wstrząsnęła Wierzbickim, więc odebrał Sakiewiczowi prawo publikowania w „Gazecie Polskiej”. Napisał o tym we wstępniaku, który został nocą w drukarni wymieniony przez bohatera tekstu. Dlatego nikt w Polsce nie mógł tego ostrzeżenia przeczytać.

– Byłem ostatnią osobą, która chciałaby się pozbyć Wierzbickiego i sam wymyśliłem statut spółki, w której praktycznie był on nieodwoływalny – mówi dziś Sakiewicz i tłumaczy, że dopiero, gdy zobaczył tekst Wierzbickiego w „Gazecie Wyborczej”, coś w nim pękło. – Kłamał i w dodatku poszedł do wroga. Posunął się za daleko, więc uznałem, że to jego koniec.

Oskarżył Wierzbickiego o zdradę, kolaborację z Michnikiem i w czerwcu 2005 r. przejął kontrolę nad gazetą. Wspomina, że miał wszystkich przeciwko sobie. – I wtedy zadzwoniło do mnie kilka osób. Mówili, że dzięki mnie gazeta odzyskała swój dawny antykomunistyczny charakter. Chcieli mnie w tym wspomagać. I wtedy wpadłem na pomysł, by odtworzyć kluby „GP”.

Pierwszy założył w Kielcach działacz Ligi Republikańskiej Przemysław Harczuk, późniejszy dziennikarz „GP”. Klub mogło założyć co najmniej trzech czytelników, musieli tylko wysłać zgłoszenie do gazety, tam pobieżnie sprawdzano organizatorów i po otrzymaniu autoryzacji klub mógł używać logo „GP”.

Do obowiązków klubowiczów należało dbanie o interes narodowy, suwerenność i krzewienie patriotyzmu, co w działaniu objawiało się zwracaniem uwagi na odpowiednie wyeksponowanie w kiosku „Gazety Polskiej”. Oprócz wspierania pisma klubowicze piętnowali komunistycznych zbrodniarzy, dekomunizowali ulice i uczestniczyli w procesach wytaczanych naczelnemu przez wrogów gazety.

Do chwili katastrofy smoleńskiej istniało 120 klubów. Coś robiły, coś organizowały, ale tłumów nie przyciągały. – Wszystko zmieniło się po 10 kwietnia – mówi prezes klubów Ryszard Kapuściński, 57-letni krakowski radny PiS i dziennikarz „Gazety Polskiej”. Katastrofa smoleńska sprawiła, że kluby rosły jak grzyby po deszczu. W ciągu ostatniego roku powstało ich dwa razy więcej niż przez poprzednie pięć lat. Według Kapuścińskiego jest ich 220 i mają ok. 6 tys. klubowiczów.

– Kluby jednoczą dziś tych, którzy chcą poznać prawdę o katastrofie – wyjaśnia Kapuściński. – Nawet w małym miasteczku na spotkania przychodzi po 300–400 osób.

Zabić albo przekonać

Prawdę w Skarżysku Kamiennej ujawnia dziś klubowiczom publicysta Stanisław Michalkiewicz. Stanął pomiędzy drewnianym Chrystusem a portretem Jana Pawła II i dwie godziny opowiadał o najnowszej historii Polski, której nie sposób poznać w szkole, na uczelni czy w mainstreamowych gazetach. Na sali jest 50 starszych osób z wpiętymi w klapy biało-czerwonymi szachownicami i napisem Katyń 1940 – Smoleńsk 2010.

Michalkiewicz opowiada, że całe zło zaczęło się 6 lutego 1989 r. Wtedy przy Okrągłym Stole Solidarność dogadała się z komuchami, zawierając obowiązujące do dziś porozumienie: „my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”. Trafiliśmy w ręce lichwiarskiej międzynarodówki i miejscowej sitwy, której najtwardszym jądrem są wojskowe służby specjalne. To one rządzą Polską i nas łupią. Sytuacja pogorszyła się 1 maja 2004 r., po anschlussie, gdy nasze kondominium wystawiono na pastwę interesów niemieckich, bo Unia Europejska jest przecież narzędziem niemieckiej hegemonii.

– Co robić panie redaktorze? Jak ratować ojczyznę? – sala prosi gościa z Warszawy o ratunek. Ale nawet Michalkiewicz rozkłada bezradnie ręce, bo trzeba by uderzyć w to wszechmocne ciemne jądro. – Zabić ich albo przekonać do naszych racji – mówi.

Mieszkańcy Skarżyska muszą też wiedzieć, że Niemcy i Żydzi już przebierają nogami, żeby wyrzucić ich z mieszkań. Dlatego jesienią ubiegłego roku Sejm zdominowany przez Platformę uchwalił prawo o kredycie z odwróconą hipoteką, który pozwoli przejąć bankom nieruchomości emerytów. Od tego – łatwo się domyślić – już krok do utraty niepodległości. Tłumy nowych właścicieli z Niemiec mogą zasiedlić bloki w Skarżysku, a gdy opanują osiedla, zaczną domagać się plebiscytu, by przyłączyć miasto do Berlina.

W monologu Michalkiewicza jest dużo o walce wywiadów, wojskowych służbach informacyjnych, ubekach, walce tajniaków, donosicieli i podwójnych agentach. Od ich nadmiaru miesza się w głowach, więc w Skarżysku domagają się konkretów: – Które służby zamordowały nam pana prezydenta?

Tuba IV RP

Kluby nie mogłyby się rozwijać bez „Gazety Polskiej”, a ta, jak mówi Sakiewicz, przetrwała cudem. Gdy 6 lat temu ją przejmował, miesięczna sprzedaż wynosiła 10 tys. egzemplarzy. Największym jej udziałowcem miała być spółka King and King, założona przez niedoszłego lekarza i jego kolegę reżysera filmowego, którzy w wolnych chwilach zajmowali się eksploatacją złóż naftowych w Kongo. Zanim Sakiewicz się z nimi pokłócił, rekomendował ich zarządowi jako udziałowców. – Wiedziałem, że bez ich pieniędzy gazeta upadnie – przyznaje.

Zanim spółka King and King przejęła drugą transzę udziałów, Sakiewicz oskarżył ją o współpracę z rosyjskim i polskim wywiadem i na tej podstawie zarząd unieważnił transakcję. W redakcji uznano, że K&K została przysłana przez WSI, by zinfiltrować polską prawicę i rozbić redakcję. Dlatego w liście do ministra Radosława Sikorskiego Sakiewicz domagał się natychmiastowego zakończenia operacji WSI przeciwko „Gazecie Polskiej”.

– Panowało przekonanie, że Kingowie w każdej chwili mogą przejąć gazetę, więc gdy przychodzili z ochroniarzami, barykadowaliśmy drzwi, a Tomek w tym czasie zamykał się w toalecie – opowiada Janusz Miernicki, były prezes Niezależnego Wydawnictwa Polskiego wydającego „GP”. W celu obrony założył on z Tomaszem Sakiewiczem spółkę Słowo Niezależne, wydającą miesięcznik „Niezależna Gazeta Polska”. – Gdyby nie udało się utrzymać gazety, odeszlibyśmy z czytelnikami do drugiej spółki – mówi Sakiewicz.

Walka z Kingami zakończyła się zwycięstwem. – Sakiewicz na ich miejsce znalazł nowych udziałowców – mówi Miernicki. To założona przez byłych działaczy Porozumienia Centrum spółka Srebrna, zajmująca się zarządzaniem nieruchomościami, które otrzymała na początku lat 90. dzięki wykorzystaniu wpływów politycznych PC. Przez lata najważniejsze funkcje w Srebrnej pełnili ludzie PC i PiS, od Jarosława Kaczyńskiego zaczynając, a na Lechu Kaczyńskim kończąc.

Rok temu Srebrna zwiększyła jeszcze swój kapitałowy wpływ na holding „Gazety Polskiej” i przejęła udziały w spółce Słowo Niezależne, wnosząc do niej tytuł „Nowe Państwo”. W ten sposób firma powiązana z PiS stała się też współwłaścicielem portalu Niezależna.pl. Szefem spółki Srebrna jest Kazimierz Kujda, za rządów PiS prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, znany z tego, że ofiarował Radiu Maryja 27 mln zł na poszukiwania źródeł geotermalnych w Toruniu.

Pod kierownictwem Sakiewicza, zanim jeszcze nastąpiła konsolidacja finansowa „Gazety Polskiej” z PiS, „Gazeta Polska” stała się tubą propagandową Prawa i Sprawiedliwości. – Raczej IV RP – precyzuje naczelny. – Bo PiS mimo zapowiedzi nie stworzyło żadnego programu IV RP, a my tak. I odpowiada nam, że to oni popierają nasz program.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną