Kibice. Jak ich oswoić?

Kopanina z kibicami
Premier Tusk wypowiedział bitwę plemieniu kibiców. A ci wyzwanie przyjęli i nie jest oczywiste, kto będzie górą.
Kibice Jagiellonii Białystok podczas meczu tej drużyny z Widzewem Łódź.
Michał Tuliński/Forum

Kibice Jagiellonii Białystok podczas meczu tej drużyny z Widzewem Łódź.

Fani Lecha Poznań dopingujący piłkarzy swojej drużyny, która mecz z Górnikiem Zabrze rozegrała przy zamkniętych trybunach.
Marek Lapis/Forum

Fani Lecha Poznań dopingujący piłkarzy swojej drużyny, która mecz z Górnikiem Zabrze rozegrała przy zamkniętych trybunach.

Protest warszawskich kibiców przeciwko zamknięciu stadionu Legii.
Wojciech Artyniew/Forum

Protest warszawskich kibiców przeciwko zamknięciu stadionu Legii.

Nazywanie ich kibicami obraża miłośników sportu. Kibole? Nie, bo zbyt blisko do roboli ze stanu wojennego. Pseudokibice – to brzmi za łagodnie. Chuligani, żulia, łobuzeria – część z nich można tak określać, ale są wśród stadionowej menażerii także gangsterzy i zwykli bandyci.

Policyjna klasyfikacja dzieli miłośników piłki nożnej na trzy kategorie. A – kibice, którzy nie wywołują awantur i nie uczestniczą w nich. B – ci, którzy pod wpływem impulsu (na przykład na hasło przywódcy bojówki) mogą zaangażować się w walki plemienne. C – osobnicy, których głównym celem jest uczestniczenie w zadymach. Ustawki, walki z policją – to ich szlak bojowy znaczony krwią.

Według psychologa Andrzeja Komorowskiego, kibole to w większości młodzi osobnicy z biednych rejonów, z tzw. trudnych rodzin, wyalienowani, podatni na manipulację, a do tego o przekonaniach prawicowych, często rasistowskich lub antysemickich. To popularny stereotyp uczestnika kibicowskich awantur. Z policyjnych analiz wyłania się dodatkowy rys polskiego chuligana. Sympatyzuje z subkulturami, często jest skinheadem. To kolejny stereotyp. Wynika zapewne z obserwacji zachowań na stadionach. Czasem oprawa meczu, polegająca na jednakowych strojach i identycznych gestach tysięcy uczestników, przypomina atmosferę parteitagu. Rytmiczne wyciąganie wyprostowanych rąk, wzniesione w górę dłonie budzą skojarzenie z nazistowskim pozdrowieniem. Ale to pozory, na innych europejskich stadionach też obecne są takie gesty – świadczą o poczuciu siły, ale niekoniecznie o poglądach. Kibolami nie są jednostki, ale tłum.

W masie trudno być sobą. Według teorii Le Bona („Psychologia tłumu”), masa przeżywa jedno uczucie i te same emocje. Wtedy pojawia się brak tolerancji dla innych, działanie impulsywne, wpada się w skrajne uniesienia. A poziom intelektualny tłumu jest niższy niż tworzących go jednostek. Inaczej mówiąc osławiony Staruch jest mądrzejszy od tłumu, którym często steruje.

Z badań dr. Piotra Chlebowicza, prawnika z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, wynika, że wśród kibiców, sprawców przestępstw i wykroczeń popełnianych na stadionach (sami mężczyźni) przeważają osoby z wykształceniem średnim i zawodowym (68 proc.), uczący się i pracujący (ok. 67 proc.). Większość nie była wcześniej karana (82 proc.). Ponad 93 proc. to młodzi ludzie w wieku 17–30 lat. Dlaczego popełnili czyny sprzeczne z prawem? Zadziałał odruch stadny, zapewne żaden z nich działając w pojedynkę nie odważyłby się czynić zła.

Bezsilni czy nieudolni

Amerykański autor Bill Buford w książce „Among the Thugs” (Wśród rozrabiaków), będącej plonem jego trwających osiem lat wypraw na mecze w Anglii, gdzie w latach 80. wraz z chuliganami uczestniczył w życiu stadionowym, doszedł do wniosku, że przemoc, często przy użyciu niebezpiecznych narzędzi, to robota nie wyalienowanej młodzieży, ale ludzi mających stałą pracę, rodziny i spłacających kredyty hipoteczne. Słowem, klasa średnia.

W Polsce nie powstała jeszcze demaskatorska praca analizująca zachowania grup kibiców od wewnątrz. Policja przyznaje, że to grupy wyjątkowo hermetyczne. Trudno werbować wśród nich informatorów, a wprowadzenie do wnętrza kibicowskich struktur policyjnych agentów pod przykryciem jest praktycznie niemożliwe. Jedyną metodą na rozpoznanie tych środowisk (czytaj: obłaskawienie) jest praca u podstaw policjantów z zespołów ds. pseudokibiców.

Według autorów pracy zbiorowej „Przestępczość stadionowa” (wydanej przez Wyższą Szkołę Policji w Szczytnie w 2010 r.) należy upowszechnić instytucję spottersa, czyli policjanta, który przebywałby na trybunach wśród kibiców, byłby ubrany nie w mundur, ale w niebieską kamizelkę według obowiązującego w całej UE wzoru z wszytą flagą zjednoczonej Europy. Jego zadaniem jest niesienie pomocy osobom zagrożonym, ale też prowadzenie rozpoznania. Spotter musi być sam kibicem, interesować się piłką nożną. Przeszkolono już kilkudziesięciu policjantów, podczas mistrzostw Europy w 2012 r. ma ich być ok. 300. Aby mogli spokojnie pracować, kibice muszą ich zaakceptować, a to nie jest takie proste.

Policja od kilku lat próbuje rozpracowywać grupy stadionowe. Na podstawie zarządzenia komendanta głównego policji z 2005 r. tworzone są bazy danych dotyczące środowisk kibicowskich. W jednostkach policyjnych powstały specjalne komórki ds. pseudokibiców. Skorzystano z wzorów brytyjskich. Na Wyspach po tragedii na brukselskim stadionie Heysel (w 1985 r. fani Liverpoolu zaatakowali kibiców Juventusu, zawaliły się trybuny – 39 ofiar śmiertelnych) powołano jednostkę policyjną ds. piłki nożnej (Football Unit). Gromadzi ona dane dotyczące liderów grup kibicowskich, kim są, jakie mają zwyczaje, jakie znaki szczególne, pseudonimy, powiązania itp. Zapewne gdyby w Polsce zapytać polityków, czy policja może gromadzić tzw. wrażliwe dane dotyczące osób, którym nie postawiono przecież żadnych zarzutów, zaprotestowaliby. W Anglii na taką metodę zgodziły się wszystkie siły polityczne. Uznano, że wojna wydana bandytom stadionowym wymaga szczególnych form.

W Polsce po decyzji o zamknięciu na jeden mecz dwóch stadionów dotychczasowa wojna kibiców z innymi kibicami przybrała nowy charakter. Teraz zjednoczeni kibice (kibole, pseudokibice, bandyci, ale też politycy z opozycji, część dziennikarzy i działacze piłkarscy) wojują z premierem Donaldem Tuskiem. Fani Legii Warszawa protestując przed zamkniętym stadionem wywiesili transparent: „Tusk, ty matole, twój rząd obalą kibole!”.

Kibic bez twarzy

Eksperci z UEFA od dawna alarmują, że największym problemem Polski jako współorganizatora Mistrzostw Europy nie jest zła infrastruktura, ale nieobliczalni kibice. Poszedł jasny przekaz: musicie okiełznać chuliganów!

Od stycznia trwa ofensywa policji, a w gruncie rzeczy Centralnego Biura Śledczego. Ponad 200 osób usłyszało zarzuty. To członkowie bojówek kibicowskich, ale oskarżono ich nie o wykroczenia na stadionach, lecz o działalność gangsterską. Policja próbuje rozbić rodzącą się w cieniu piłkarskich rozgrywek mafię kryminalną (POLITYKA 17).

Wydarzenia na stadionie w Bydgoszczy (rozruchy po meczu o Puchar Polski) pokazały jednak, że bandyci mają silne odwody i nie składają broni. Decyzja o zamknięciu obiektów Legii i Lecha Poznań miała pokazać determinację rządu w zwalczaniu przestępczości stadionowej. Pokazała, że czasem lepiej najpierw pomyśleć, a potem działać w sposób roztropny. Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej KKS Legia Warszawa mec. Michał Tomczak nie kryje rozgoryczenia: – Powołano się na art. 34 ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. Przecież to fałszywy pretekst. Zastosowano odpowiedzialność zbiorową i ukarano nie sprawców zajść w Bydgoszczy, ale klub sportowy.

Art. 34 mówi o zakazie przebywania publiczności na terenie obiektu, gdzie negatywnie oceniono stan bezpieczeństwa. Nowe stadiony Legii i Lecha spełniają wszystkie kryteria wymaganych zabezpieczeń. Dochodziło tam do drobnych incydentów (wniesienia i odpalenia rac, wulgarne przyśpiewki), ale nie odbywały się groźne zadymy. Mec. Tomczak, podobnie jak działacze Lecha Poznań, zapowiada wystąpienie z roszczeniem o odszkodowanie od Skarbu Państwa w związku z utraconymi przez klub korzyściami.

W trakcie i po meczu w Bydgoszczy doszło do złamania przepisów ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. Odpalano materiały pirotechniczne, wtargnięto na boisko, zniszczono część wyposażenia stadionowego, atakowano służby porządkowe. Wszystkie te czyny są zagrożone karami. Za wtargnięcie na boisko do 3 lat więzienia, za wniesienie i odpalenie rac do 5 lat, za rzucanie przedmiotami do 2 lat. Minimalna kara finansowa za te czyny to 2 tys. zł. Na razie żaden z chuliganów rozrabiających w Bydgoszczy nie usłyszał zarzutów. Interweniująca na stadionie policja nikogo nie zatrzymała na gorącym uczynku i za to zbiera dzisiaj cięgi. Podczas sobotniego meczu ligi niemieckiej we Frankfurcie na murawę wtargnęło 150 chuliganów niezadowolonych z wyniku. W ciągu kilku minut świetnie wyposażony oddział policji wyłapał wszystkich. Dlaczego grupa prewencyjna z Bydgoszczy nie potrafiła interweniować z podobną skutecznością?

Policja tłumaczy, że musiała działać w warunkach skrajnego zagrożenia, każdy nierozważny ruch zadziałałby jak iskra w składzie prochu. Na trybunach siedziało kilkanaście tysięcy osobników gotowych przystąpić do walki. – Mamy materiały, zajście filmowano, teraz wszystko jest analizowane, sprawców wykryjemy – zapowiada rzecznik KGP Mariusz Sokołowski. Na zdjęciach już rozpoznano z imienia i nazwiska wielu uczestników burdy, ale to na razie jedynie podejrzani. Bardzo trudno znaleźć wiarygodne dla sądu dowody świadczące o winie kibica uczestniczącego w stadionowej awanturze, jeżeli na policyjnym filmie występuje z zasłoniętą szalikiem twarzą i z głową w kapturze. Premier Tusk zapowiedział zmianę prawa, wprowadzenie zakazu ukrywania twarzy. We wspomnianej ustawie jest już przepis, że sprawca wykroczenia lub przestępstwa na stadionie, który skrywa twarz, podlega wyższej karze niż ten, który te same czyny popełniał bez zasłony. Problem, jak takiego zakamuflowanego sprawcę rozpoznać.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną