Rycerze Jezusa Chrystusa budują mu królestwo na ziemi

Zryw ostatniej szansy
Chrystus mówił, że królestwo jego jest nie z tego świata. Według Rycerzy Jezusa najwyraźniej chodziło mu o Polskę i chcą go w niej koronować.
Jezus Król spogląda na Wszechświat z polskiego Ustronia.
Tomasz Fritz/Agencja Gazeta

Jezus Król spogląda na Wszechświat z polskiego Ustronia.

Miejscowi i przyjezdni chętnie się fotografują z Jezusem w koronie.
Tomasz Fritz/Agencja Gazeta

Miejscowi i przyjezdni chętnie się fotografują z Jezusem w koronie.

Ostatecznym autorem posągu wieńczącego postument został krakowski rzeźbiarz Robert Pigoń.
Rafał Milach/Polityka

Ostatecznym autorem posągu wieńczącego postument został krakowski rzeźbiarz Robert Pigoń.

Jezus przybył do Ustronia w połowie maja 2011 r. Wbrew biblijnym przekazom jego przyjściu nie towarzyszyły żadne znaki. Wręcz przeciwnie. Osoby, które znały termin, trzymały go w całkowitej tajemnicy. Gdyż nie była to wizyta w stu procentach legalna. Konkretnie nielegalne było postawienie 10-metrowej, a z cokołem 20-metrowej figury Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata bez żadnych zgód, pozwoleń i konsultacji.

W protestancko-katolickim regionie takie manifestacyjne akty wiary nie są mile widziane, więc trudno powiedzieć, jak potoczyłyby się formalności. Protesty społeczne pewnie jakieś by były. Jednak organizatorzy doszli do wniosku, że jak już figura stanie, to nikt jej nie rozbierze. I się nie pomylili. Reprezentujący lokalną Inspekcję Nadzoru Budowlanego naczelnik Jan Smolarz przyznaje, że obiekty postawione bez pozwolenia podlegają rozbiórce. Ale w wymiarze symbolicznym to chyba nie byłoby właściwe, żeby Jezusa ciąć palnikiem czy inaczej jeszcze jakoś rozbierać. On sam wiążących opinii jednak wystawić nie może, bo właśnie się o tym pomniku dowiedział. Z jego perspektywy urzędowo użyteczna będzie kontrola. A społecznie wskazana legalizacja.

Ręka Boska

I tak małymi kroczkami Rycerze Jezusa Chrystusa budują mu królestwo na ziemi. Tej ziemi. Ustrońska parafia na Zawodziu miała szansę zupełnie nie przejść do historii. Na patrona wybrała sobie św. Brata Alberta, który był bardzo modnym świętym w latach 80. Ale w 90. radził sobie znacznie gorzej, choć kapitalizm zaczął dawać szerokie pole do popisu w kwestii pomagania biednym i bezdomnym. Proboszcz Tadeusz Serwotka dwoił się i troił, ale poza postawienie skromnej kaplicy wyjść nie mógł. Parafia działa przy uzdrowisku. Kuracjusz serce ma szczodre, ale – wydrenowany przez chorobę – kieszeń pustą. Na 500 parafianach domu Bożego nie zbudujesz. A do tego region trudny, bo w 30 proc. zaludniony przez ewangelików.

No i zdarzył się cud, choć ksiądz uczciwie przyznaje, że nie od razu poczuł rękę Boską. Pierwszy telefon od nieznajomego darczyńcy obiecującego mu wybudowanie kościoła po prostu zbył. Ale nieznajomy był uparty. I tak na początku nowego wieku zaczęła się budowa kościoła na Zawodziu. Proboszcz zastrzegał, że chce mieć mały drewniany kościółek. Darczyńca też postawił warunek – żeby parafia zmieniła patrona na Chrystusa Króla Wszechświata. Drogą kompromisu postawiono spory murowany kościół, ale obity drewnem. A parafia za zgodą kurii dopisała jeszcze jednego patrona. Brat Albert zgodnie z duchem czasu odsunięty został nieco w cień do bocznej nawy.

Stawiając kościół tajemniczy darczyńca odbił na nim mocne piętno estetyczne, które miejscowi interpretowali jako rodzaj gustu właściwy dla osób świeżo wzbogaconych na przyprawie do zup (na tym asortymencie darczyńca zbudował swoją finansową potęgę). Nagromadzenie zdobień i malowideł z motywem róży, rzeźba Chrystusa w nakryciu głowy, czy panteon błogosławionych z ciągle niebłogosławioną pielęgniarką – wszystko to dziwiło, ale nie szokowało. Gdyby parafianie byli mocniejsi w teologii, dużo więcej wiedzieliby o własnym kościele, którego wystrój jest jednym wielkim hołdem dla Rozalii Celakówny (1901–44 r.) i kultu Chrystusa Króla Wszechświata, który Celakówna głosiła. Imieniem tejże patronki propagatorzy objawień nazwali swoje stowarzyszenie – nazywa się ono Róża. Dziwne nakrycie głowy Chrystusa Koronowanego pojawiło się w jednej z wizji Celakówny. Pielęgniarka w kościelnym panteonie to nie kto inny jak Celakówna właśnie.

Dla pełnego przekazu w kościele przydałaby się jeszcze wizja lawy niszczącej te kraje, które nie zgodziły się intronizować Chrystusa. Ale widocznie darczyńca nie chciał stawiać kawy na ławę. Wraz z kościołem postawił za to wysoki na 10 m postument zakończony zieloną kulą. Jak można było wyczytać z tabliczki umieszczonej na postumencie, w jego wnętrzu zatopione zostały cztery kamienie, które darczyńca przywiózł z Ziemi Świętej. Przez prawie sześć lat parafianie myśleli, że to gotowe dzieło. Nikomu nie przyszło do głowy, że dzieło czeka na piąty element.

Ostatecznym autorem posągu wieńczącego postument został krakowski rzeźbiarz Robert Pigoń. Ostatecznym, bo rozmowy prowadzone były jeszcze z innymi artystami, ale nie dość mocno czuli oni wizję anonimowego darczyńcy. Kwestią sporną pozostawały również jego ingerencje w projekty. Sam Robert Pigoń współpracę z darczyńcą nazywa wzorcową. Co prawda pierwszy projekt jego autorstwa został odrzucony, ale już drugi w pełni zaakceptowany. Poszło tym szybciej, że pomiędzy artystą a fundatorem wywiązała się wspólnota myśli i przekonań. Na przykład w kwestii złego zarządzania ojczyzną przez nieodpowiednie osoby. Stąd w królewsko-cierniową koronę wplecione zostało godło II Rzeczpospolitej, kiedy to Polską rządzili właściwie właściwi ludzie.

A tak naprawdę najlepiej byłoby, gdyby Polska wróciła do wielkich tradycji Jagiellonów, kiedy była tak dobrze zarządzana, że sięgała od morza do morza. W związku z tym w koronę wkomponowano jeszcze lilie Andegawenów. Symbol ten umiłowała sobie święta królowa Jadwiga. Gdyby tacy święci ludzie rządzili teraz Polską, to pomników tego typu stawiać by nie trzeba. No chyba że jeden nad jednym morzem, a drugi nad drugim. A że jest, jak jest, darczyńca przekonał artystę, że tym artystycznym krzykiem obudzą Polskę. A jak już obudzą i będzie znów dobrze zarządzana, to najwyżej zdemontuje się koronę cierniową, bo przecież w prawdziwie wolnej Polsce Chrystus cierpiał już nie będzie.

Obecnie cierpi artysta, który czytając fora internetowe utwierdza się w przekonaniu, że jednak fundator miał rację. Dokonuje się decydująca walka pomiędzy dobrem a złem. Zło triumfuje zwłaszcza w Internecie i – co gorsza – pod płaszczykiem dobra. Bo jak inaczej nazwać wpisy, w których wylicza się, ile dzieci można by wykarmić za samo złoto, które poszło na pozłacane berło długie na 3 m, koronę wysoką na metr czy jabłko wielkości człowieka, o medalionie nie wspominając. A jeśli już ktoś tak przelicza Chrystusa na dzieci, to nie powinien zapominać, że artysta też ma dzieci i przecież utrzymuje je obecnie z zapłaty za rzeźbę.

Na szczęście nie wszystkie media przyłączyły się do ataku. Jeden z głównych portali informację o postawieniu pomnika Chrystusa umieścił w dziale turystyka. Sam anonimowy fundator przed złem oddzielił się murem pracowników swojej stacji benzynowej. I musiał być w tym bardzo konsekwentny, bo pracownicy bali się nawet do niego zadzwonić, żeby mu powiedzieć o wizycie mediów.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną