Jak Macierewicz chciał edukować polskie służby

Edukacja służbowa
Funkcjonariusze polskiego kontrwywiadu mieli uczyć się pracy od Anatolija Golicyna, który uważał, że Solidarność została założona przez KGB, a polski przełom w 1989 r. miał unicestwić NATO.
Antoni Macierewicz - były szef wojskowego kontrwywiadu (SKW), dziś poseł PiS.
Darek Redos/Reporter

Antoni Macierewicz - były szef wojskowego kontrwywiadu (SKW), dziś poseł PiS.

Siedziba Służby Kontrwywiadu Wojskowego w centrum Warszawy.
Bartłomiej Zborowski/PAP

Siedziba Służby Kontrwywiadu Wojskowego w centrum Warszawy.

Okładka książki zamówionej przez SKW.
Polityka

Okładka książki zamówionej przez SKW.

Książka Anatolija Golicyna, byłego oficera kontrwywiadu ZSRR, który uciekł na Zachód w 1961 r., jest białym krukiem. Nie można jej kupić ani w księgarni, ani w antykwariacie. Szare okładki i czerwony tytuł „Nowe kłamstwa w miejsce starych” można zobaczyć jedynie w siedzibie Służby Kontrwywiadu Wojskowego, który chyba jako jedyna tajna służba w świecie chciał poprzez literaturę edukować społeczeństwo.

Książka została przetłumaczona, wydrukowana i wydana na polecenie pierwszego szefa SKW Antoniego Macierewicza i miała być bezpłatnie kolportowana wśród studentów, dziennikarzy, naukowców i oficerów wywiadu. Dla tych ostatnich miała się stać obowiązkowym podręcznikiem szkoleniowym.

Tylko że cały wydrukowany nakład zalega od czterech lat w magazynach wydawcy, czyli SKW, i nikt nie wie, co z książkami dalej zrobić.

Tom pierwszy i ostatni

SKW o istnieniu Biblioteki Kontrwywiadu Wojskowego dowiedziała się pod koniec 2007 r., gdy pierwszego szefa kontrwywiadu Antoniego Macierewicza zastąpił na stanowisku płk Grzegorz Reszka.

– Wtedy dotarła do nas faktura, z której wynikało, że powinniśmy zapłacić za jakieś dziwne tłumaczenie – opowiada funkcjonariusz SKW. – Gdy zaczęliśmy sprawę badać, okazało się, że wydaliśmy jakąś książkę, której paczki odnalazły się w naszych magazynach.

Była to właśnie ponad 500-stronicowa książka Anatolija Golicyna, wydana jako pierwszy tom Biblioteki Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Wydrukowano ją w bardzo dużym, jak na potrzeby SKW, nakładzie 1300 egzemplarzy, wydając na to ponad 70 tys. zł. – Jak na wydatki służb specjalnych to nie są oszałamiające kwoty – tłumaczy funkcjonariusz SKW. – My jednak zastanawialiśmy się, po co to zrobiono? Wydawanie książek nie mieści się w zakresie działalności służby wywiadowczej.

Nawet jeśli gdzieś na świecie pojawiała się wyjątkowo cenna publikacja, to służby kupowały zwykle jeden egzemplarz, który był tłumaczony częściowo, jako wewnętrzny skrypt dla funkcjonariuszy. Zwykle koszty takiej operacji nie przekraczały 5060 dol.

– Służby specjalne nie powinny prowadzić działań, do których nie zostały powołane – uważa płk Grzegorz Reszka. – Wola szefa oraz jego gust nie mogą uzasadniać takiej działalności wydawniczej.

Kontrwywiad szuka wydawcy

Służba Kontrwywiadu Wojskowego powstała w październiku 2006 r. w miejsce rozwiązanego WSI. Pierwszym jej szefem został Antoni Macierewicz, wiceminister MON w rządzie Jarosława Kaczyńskiego i weryfikator Wojskowych Służb Informacyjnych. Rok po swojej nominacji wpadł na pomysł, by kontrwywiad wojskowy wydał Golicyna po polsku. Dlaczego akurat jego?

W liście do wydawnictwa GSG&Partners, mieszczącego się w Kalifornii, szef wojskowego kontrwywiadu napisał, że pierwszy raz przeczytał Golicyna 20 lat temu: „I nadal jestem pod wrażeniem większości idei Autora”.

Macierewicz informował wydawców, że został szefem służby wywiadowczej, która została powołana w miejsce WSI, zdominowanego przez kilkuset oficerów szkolonych w Związku Sowieckim.

„Obecnie – pisał do wydawców – ku zbawieniu całej Wspólnoty Euro-Atlantyckiej i na rzecz wzmocnienia NATO, pozbyliśmy się ich. (...) Jeśli chodzi o SKW, muszę się przyznać, iż nasz sposób myślenia jest bliski myślom Golicyna. Prace Golicyna są wręcz niezbędne dla nas, jako nowej służby demokratycznego świata, przede wszystkim w celach edukacyjnych i szkoleniowych”.

Kontrwywiad Wojskowy miał pewne trudności z ustaleniem właściwego adresu wydawnictwa GSG&Partners, które ponoć posiadało prawa wydawnicze do książki Golicyna, list więc wysłano na adres post restante w USA. Dotarł cudem, bo numer skrytki nie był przez wydawnictwo używany przez ostatnie 10 lat.

W ostatnich słowach minister Macierewicz gorąco prosi o przekazanie najserdeczniejszych pozdrowień panu Golicynowi, jeśli ktoś z wydawnictwa GSG spotkałby go przypadkiem.

Brytyjski premier też był agentem

Georg S. Gabric z wydawnictwa GSG&Partnerzy nie mógł przekazać Golicynowi pozdrowień, bo ten od wielu lat się ukrywa. Prawdę mówiąc, nie wiadomo, czy Golicyn w ogóle jeszcze żyje (miałby dzisiaj 85 lat). Przed laty zasłynął teorią totalnego spisku KGB.

– Według niej, każdy przewerbowany szpieg z ZSRR miał być dezinformatorem – tłumaczy Antoni Podolski, były wiceminister w resorcie spraw wewnętrznych i administracji, twórca Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. – Według Golicyna, każdy obywatel ZSRR był co najmniej nieświadomym dezinformatorem – oczywiście poza samym Golicynem, który jako jedyny posiadał klucz do pełnej wiedzy.

Potem lansował tezę o strategicznej grze pozorów. Według niej, jak tłumaczy Podolski, zerwanie stosunków ZSRR z Chinami i Albanią miało być zaplanowanym kamuflażem dla zmylenia Zachodu. Prowadzone przez lata śledztwo dowiodło jednak, że radziecki agent fantazjował i upiększał informacje, by być stale atrakcyjnym źródłem informacji, a także by sprostać potrzebom jednego z najaktywniejszych tropicieli zdrady w CIA – szefa jej kontrwywiadu Jamesa Jesusa Angeltona.  

– W końcu, gdy zorientowano się, że jego rewelacje przyniosły jedynie paraliż działań operacyjnych CIA wobec ZSRR i zniszczyły kariery wielu zasłużonych operatorów, Golicyna uznano za wariata i hochsztaplera – dodaje Antoni Podolski.

W latach 70. próbował jeszcze przekonać, że premier Wielkiej Brytanii Harold Wilson jest radzieckim agentem wpływu, zaś premier Izraela Golda Meir – agentką KGB. W tych fantazjach Golicyna jest też polski ślad; to on przekazał brytyjskim służbom w latach 60. informację, że to Rosjanie dokonali w Gibraltarze zamachu na premiera Władysława Sikorskiego.

W kręgach służb od wielu lat rewelacji Golicyna nikt nie traktuje poważnie – mówi Piotr Niemczyk, były dyrektor Biura Analiz i Informacji UOP, także wiceszef zarządu Wywiadu UOP. Dlatego gdy w 1984 r. Golicyn wydał swą pierwszą książkę w niewielkim amerykańskim wydawnictwie Dodd Mead and Co., nie wzbudziła zainteresowania ani czytelników, ani CIA.

Dlaczego szef SKW zdecydował się na wydanie książki skompromitowanego agenta i na dodatek chciał z niej zrobić obowiązkowy podręcznik polskich służb specjalnych?

Piotr Niemczyk uważa, że wytłumaczenie jest dość proste: – Dzięki tej publikacji Macierewicz mógł znaleźć potwierdzenie dla swojej spiskowej teorii, którą od lat lansuje.

Sam pierwszy szef SKW wyjaśnia to w napisanym przez siebie wstępie: „Jej studiowanie pomoże lepiej rozumieć zagrożenia, jakie stoją przed Polską, a które służba kontrwywiadu ma obowiązek zwalczać”.

A największym zagrożeniem, według Macierewicza, jest to, że choć wyzwoliliśmy się z radzieckiej okupacji, to wciąż pozostajemy pod dominującym wpływem dawnego okupanta.

„Stało się tak właśnie dlatego – wyjaśnia szef SKW – że Rosji sowieckiej udało się zastąpić autentyczną opozycję niepodległościową ruchami dysydenckimi, których celem była nie niepodległość, lecz socjalizm z ludzką twarzą”.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną