Polska kolej po wielkiej katastrofie

Błędna kolej
Obraz po katastrofie wydaje się aż nierzeczywisty: potężne lokomotywy wyrzucone z toru niczym dziecięce zabawki, pogięte i sprasowane żelastwo wagonów. Błąd człowieka? Zawodna technika? Za takimi zdarzeniami kryje się zwykle ciąg błędów, zaniedbań, zaniechań.
Miejsce katastrofy kolejowej pod Szczekocinami. Zdjęcie lotnicze.
Grzegorz Misiak/Newspix.pl

Miejsce katastrofy kolejowej pod Szczekocinami. Zdjęcie lotnicze.

Sobota, godz. 20.52, miejscowość Starzyny, pociąg „Matejko” z Warszawy do Krakowa wjeżdża na niewłaściwy tor. Maszynista nie wie, że tym samym torem w przeciwną stronę mknie „Brzechwa” z Przemyśla do Warszawy. Tysiące ludzi przez dziesięciolecia wybierały na trasie Warszawa–Kraków pociąg, bo wydawał się bezpieczniejszy niż samochód na wiecznie zatłoczonej szosie. Teraz w 11 wagonach jedzie około 350 osób.

20.57, na wysokości wsi Chałupki pod Szczekocinami, dochodzi do czołowego zderzenia składów.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną